21 sierpnia 2015

Sygnalizacja świetlna po legnicku, czyli "Kierowco, radź sobie sam"


Od pewnego czasu w Legnicy trwa "Budowa zintegrowanego systemu zarządzania ruchem i transportem publicznym". Interaktywne świetlne tablice informacyjne, kamerki i inne bajerki - ogólnie ma to upłynnić ruch w Legnicy, czyli w mieście, które mimo wkroczenia w XXI wiek, nie poznało jeszcze określenia "zielona fala". Nie powiem, system  zapewne przydatny, choć brak popularnych "odliczaczy do zielonego", to dla mnie wielki minus tej inwestycji. 

W ramach prac nie tylko pojawiło się w mieście kilkadziesiąt rozkopów (bo wkopać trzeba kable do obsługi tego systemu), ale też notorycznie na wielu skrzyżowaniach nie działa sygnalizacja świetlna, co staje się już nie tyle irytujące, co po prostu niebezpieczne. Pół biedy jeśli tak jest na jakimś mało ruchliwym skrzyżowaniu. Sytuacja zaczyna się robić poważna, gdy sygnalizacja jest wyłączona w godzinach szczytu np. na skrzyżowaniu o dużym natężeniu ruchu. Sam osobiście przeżyłem taką sytuację na skrzyżowaniu Moniuszki, II Armii Wojska Polskiego, Al. Piłsudskiego i Al. Rzeczypospolitej. Pokonanie tego skrzyżowania z Moniuszki do Al. Rzeczypospolitej zajęło mi trzykrotnie więcej czasu i kosztowało dziesięciokrotnie więcej nerwów. 

Parę razy na antenie wspomniałem o tym, dodając że trochę pachnie to zaniedbaniem. Na zwykły obywatelski rozum, jeśli mamy do czynienia z kontrolowanym wyłączeniem sygnalizacji a nie np. wynikającym z awarii, to takie czynności powinny być skoordynowane z policją drogową, która na wszelki wypadek, na czas wyłączenia sygnalizacji na takim skrzyżowaniu, mogłaby postawić patrol drogówki, jeśli nie do kierowania ruchem, to co najmniej do dyscyplinowania kierowców. 

Owszem, dziś rano policja pojawiła się na skrzyżowaniu Dworcowej, Pocztowej, Libana i Kartuskiej, gdzie akurat sygnalizacja była wyłączona ale szkoda, że pojawiła się jedynie dlatego, iż doszło do stłuczki dwóch pojazdów. Ogólnie jednak jest jedno wielkie wrażenie, że legniccy kierowcy zostali pozostawieni sami sobie. Wymuszajcie, denerwujcie się, możecie piszczeć oponami, kur**wać ile wlezie - nam dajcie spokój, my tutaj budujemy Bardzo Ważny System.

Mam nieodparte wrażenie, że przeforsowanie tej sprawy u legnickich urzędników będzie dość trudne. Nie pierwszy i nie ostatni raz nie widzą oni problemu w sprawach dla obywateli ważnych. Korki w mieście? Jakie korki, nie ma korków. Ścieżka rowerowa w miejscu chodnika i odwrotnie? Proszę państwa, taki był plan, wszystko dla wygody obywateli. Latarnie zamontowane na środku chodnika? Obywatele i tak nie korzystali z tego chodnika, tylko z tego drugiego. Ot, taki mamy prostu mentalny odlot, niczym w "misiowej" szatni: No nie mamy pańskiego płaszcza i co nam pan zrobi?.

Taki berek z urzędem może i byłby dobrym sposobem na zabicie nudy, gdyby nie to, że strona obywatelska czuje się w niej trochę bezradna, bo my mamy jedynie rzeczywistość a oni swój matrix, w którym "zawsze wszystko gra". Dopiero jak się zrobi szum, pojawi społeczny nacisk czy nie daj Boże ktoś w wyników tych zaniedbań zginie, wtedy prawdopodobnie ktoś jakieś kroki podejmie. A nie lepiej być po prostu mądrym przed szkodą?.


Udostępnij wpis

0 komentarzy do wpisu "Sygnalizacja świetlna po legnicku, czyli "Kierowco, radź sobie sam""

Prześlij komentarz