23 października 2014

Ankieta przedwyborcza, czyli kogo interesują moje odpowiedzi



Zadzwoniła do mnie ankieterka TNS Polska, by zadać mi kilka pytań odnośnie bieżących spraw w Legnicy. Zapytała o wiek i wykształcenie, potem o to czy zamierzam brać udział w wyborach samorządowych. Odpowiedziałem zgodnie z prawdą, że NIE.

A pani powiedziała "aha" i pyta dalej: czy w I turze wyborów oddałby Pan głos na (tu wymieniła imiona i nazwisko kandydatów na prezydenta Legnicy), na co ja, że pytanie jest bez sensu, bo wcześniej odpowiedziałem przecież, że nie idę na wybory, m. in. po to właśnie, by nie oddawać mojego głosu na żadnego z nich.

Pani powiedziała "aha" i dalej leci z koksem: a w II turze wyborów oddałby Pan głos na TK i WS? Ja dalej, że nie idę kuźwa na wybory, nie zamierzam głosować... a pani: a gdyby w II turze udział wzięli TK i JR? Grzecznie odpowiedziałem, że ta rozmowa jest bez sensu, bo ja Pani jedno a Pani drugie.

Więc proszę sobie tam zapisać - dodałem zeźlony - że nie idę na wybory, że pieprzę wybory, że nie zagłosuję na TK bo i tak wygra, nawet bez mojego głosu, nie zagłosuję na JR bo jest z Platformy a prędzej wolałbym zrobić sobie lobotomię niż oddać choćby pół głosu na kogokolwiek z PO, natomiast reszty kandydatów nie znam. Szlus.

Wniosek z tego jest taki: nigdy nie udzielaj odpowiedzi komuś, kto i tak skupia się tylko na swoich pytaniach.


Udostępnij wpis

1 komentarz do wpisu "Ankieta przedwyborcza, czyli kogo interesują moje odpowiedzi"

  1. Oni tak muszą, za to im płacą :) Widocznie jej nie powiedzieli, co ma robić, jak ktoś udzieli odpowiedzi negatywnej, albo kazali jej cisnąć. Kiepski ten marketing telefoniczny :)

    OdpowiedzUsuń