7 października 2013

Legnicki Budżet Obywatelski, czyli Obywatele Radni atakują



Niestety żyjemy w tak paskudnych czasach, że im więcej mówi się o demokracji, tym mniej obywatele mają w niej do powiedzenia. Właściwie ich głos liczy się tylko co parę lat, gdy trzeba kogoś na stanowisko wybrać i na tym kończy się nasz kontakt z demokracją. Bo owszem, wybrać możemy a nawet musimy, wtedy to jest demokracja, jednak tą samą drogą odwołać już nie możemy, bo wtedy to już zakrawa na zaprzaństwo i warcholstwo. Przykładem niech będą mieszkańcy Warszawy. 

Ale ja dzisiaj jednak zamierzam się skupić na mieszkańcach Legnicy, bo to im zrobił prezent gospodarz miasta, Tadeusz Krzakowski i obdarował inicjatywą pod nazwą Legnicki Budżet Obywatelski. Pomysł naprawdę godny pochwały, przynajmniej na etapie inicjatywy. Według tego pomysłu, każdy z obywateli może opracować projekt, który mógłby być sfinansowany z publicznych pieniędzy. Na projekty obywatelskie miasto przeznaczyło 5% własnego budżetu, czyli 2 mln zł. Miasto podzielono na 10 obszarów, czyli każdy z nich może wykorzystać 200.000 zł.

Akcja była mocno reklamowana - ulotki i billboardy głosiły i krzyczały, że oto obywatel w tym mieście coś może. Obywatelu, Twój głos się liczy - pulsowało nam w głowach. Nic dziwnego, że wielu z tych obywateli, widząc szansę na realizację swoich pomysłów, wzięło się za opracowywanie projektów, których w sumie, o ile dobrze pamiętam, powstało około 90. Wśród tych pomysłów znajdujemy projekty budowy chodników i ścieżek rowerowych, jeden z projektów zawiera pomysł budowy małego miasteczka do golfa a nawet postawienia pomnika Henrykowi Pobożnemu. No i tutaj kończą się moje zachwyty nad tym pomysłem, bo jak pisałem, żyjemy w paskudnych czasach, w których pozytywne inicjatywy w większości przypadków muszą zostać totalnie skopane. 

Okazało się bowiem, że do składania projektów w ramach LBO zabrali się też... radni miejscy (6 z klubu Prezydenta i 2 z PO). Owszem, logika podpowiada, że do takich projektów mają salę obrad Rady Miejskiej (tu mogą się wykazywać do woli) a nie LBO, ale widocznie gorzej im się myśli w roli radnego, łatwiej w roli zwykłego obywatela (jakiś brak presji czy co?). Gdy trzeba było planować budżet, to gdzie były ich pomysły? Natomiast gdy ruszyło LBO, nagle odkryli, że jednak mają kilka propozycji na spożytkowanie publicznych pieniędzy. Gdy próbowano stanąć w obronie LBO przed zakusami radnych, to Prezydent Krzakowski oświadczył, że radni też mają prawo składać swoje pomysły do LBO, bo przecież też są obywatelami. 

Tak natychmiastowo wyobraziłem sobie ulice Warszawy, gdzie są jeden czy dwa pasy dla normalnych pojazdów i jeden bus pas. No i nagle widzimy autobus jadący normalnym pasem - kierowcy autobusu zwracamy uwagę, że przecież ma bus pas do dyspozycji, to po co dodatkowo korkuje pozostałe pasy a on przez okno krzyczy, że jemu bus pasem się źle jedzie a tak w ogóle to autobus jest normalnym pojazdem i też ma prawo poruszać się pasem dla normalnych pojazdów. Analogia dotarła, panowie radni? No ale to jeszcze nie koniec. 

Wiadomo, że jak są projekty, to ktoś musi je przyklepać. A kto to będzie robił? Tak tak, dobrze myślicie - będą to robić właśnie panowie radni. Nawet jeśli ci sami radni, którzy projekty złożyli, nie będą ich zatwierdzać, to będą je zaklepywać ich koledzy. I co wtedy może pomyśleć taki zwykły obywatel? No że jego projekt stoi na straconej pozycji, bo prawdopodobnie kolega radny koledze radnemu pomoże. No ale to jeszcze nic. Bo gdy doszło do zebrania w sprawie fachowego ocenienia OBYWATELSKICH projektów (użycie wielkich liter służy podkreśleniu tego, do kogo LBO skierowano), to nagle się okazało, że dziennikarze nie mogą brać udziału w niezwykle istotnym zebraniu w temacie LBO (mogli jedynie zrobić zdjęcia). 

No tak, obywatele zrobili swoje, więc obywatele mogą odejść? Teraz władza będzie łaskawie decydować, gdzie zostaną przeznaczone pieniądze a Kowalski z Wiśniewskim i Nowakiem nie muszą znać szczegółów?. Tłumaczenie Prezydenta Legnicy było takie, że to zebranie czysto formalne, więc nudne. OK, cieszę się że gospodarz miasta dba o to, by dziennikarze się nie zanudzili na śmierć, ale wolałbym by zostawił nam wybór. Chcemy się zanudzić na śmierć na zebraniu formalnym? Nasza sprawa. My chcemy mieć wybór. Co należy rozumieć tak: skoro obywatel już ruszył tyłek i złożył projekt, to chciałby być w pełni świadomy tego, co aktualnie dzieje się z jego pomysłem - od początku do końca. 

Tym bardziej, że do walki o obywatelskie fundusze rzucili się panowie obywatele radni i obywatel nie-radny chciałby wiedzieć, czy radni ich po prostu nie wykolegują. Ja wiem, brzmi brutalnie ale żyjemy w czasach, gdy władza bywa mocno arogancka a obywatele po prostu władzy nie ufają (przez tę arogancję) i jeśli coś ma wyglądać na uczciwe, to powinno być transparentne - od początku do końca, od A do Z. A niestety transparentne nie jest. Przy LBO zaczęło lekko śmierdzieć - najpierw przez radnych a potem przez nietrafioną decyzję Prezydenta, by utajnić jedno z zebrań (obywatel nie-radny gotów pomyśleć: utajniają, znaczy kręcą i mają coś do ukrycia).

Dlatego, by LBO było jednak inicjatywą ze wszech miar udaną, to muszą być spełnione dwa warunki. Radni miejscy Legnicy powinni się zwyczajnie odwalić (przepraszam za dosadne słowo, ale najbardziej mi tu ono pasowało) od LBO i skupić się na planowaniu budżetu na sesjach rady miejskiej (i tylko tam, bo do tego zostali wybrani) a Prezydent Legnicy nie powinien się zachowywać jak Strażnik Skarbnicy Tajemnic i jeśli coś oddaje w ręce obywateli, to nie może utrudniać pracy tym, którzy obywatelom służą i obywateli o wszystkim mają obowiązek informować. Czyli nam, legnickim dziennikarzom. No chyba, że Legnicki Budżet Obywatelski jest tak samo obywatelski, jak Platforma Obywatelska...to już będzie inna para kaloszy. Ale wtedy to ja mam gdzieś takie LBO.

Piotr Cybulski

Udostępnij wpis

3 Komentarze do wpisu "Legnicki Budżet Obywatelski, czyli Obywatele Radni atakują"

  1. W tym kraju to już nic nie ma obywatelskiego, bo przestaliśmy być narodem a staliśmy się skupiskiem jednostek :/

    OdpowiedzUsuń
  2. Politycy tak już mają, że wszędzie musi być ich pełno, nieważne w jakim kontekście o tobie mówią, ważne by w ogóle o tobie mówili. Nawet jeśli radni poczuli się obywatelami, to moim zdaniem pierwszeństwo powinny mieć projekty złożone przez zwyczajnych obywateli a dopiero potem moga być brane pod uwage projekty złożone przez radnych

    OdpowiedzUsuń
  3. Słusznie, wszystko zaraz chcecie wiedzieć, tylko byście pytania zadawali i się wszystkim interesowali. Wiesz mniej, krócej będziesz przesłuchiwany ;P Prezydent dba o wasz spokój ;)

    OdpowiedzUsuń