16 października 2013

Fornalik odchodzi, przeciętniacy zostają


Stało się to, co było do przewidzenia. Po przegraniu meczu z Anglią, na zakończenie przegranych eliminacji do brazylijskiego mundialu, ze stanowiskiem selekcjonera naszej piłkarskiej reprezentacji pożegnał się Waldemar Fornalik. Wiele osób odetchnęło z ulgą, lecz na jak długo?

Ja od początku nie byłem miłośnikiem Fornalika, uważałem bowiem, że ta funkcja go przerośnie, czyli jak się to mówi - jest na tę robotę "za mały i za krótki". Nasza reprezentacja w tych eliminacjach zagrała poniżej naszych oczekiwań, ale grała na swoim normalnym, czyli kiepskim i nieskutecznym poziomie, którego po prostu nie przeskoczy. Skąd więc nasze rozczarowanie?

Nie ukrywam, raz na jakiś czas zdarzają nam się takie mecze jak wygrana z Portugalią w Chorzowie 2:1, bo akurat wtedy 1) nam szło i po 2) Portugalczycy mieli gorszy dzień. Fornalik też może pochwalić się jakimiś osiągnięciami, bo za takie można uważać choćby remis 1:1 z Anglikami w Warszawie, choć z drugiej strony jak sobie pomyślę o tej bramce, którą daliśmy sobie strzelić San Marino, to...

I co będzie dalej? Zaczęła się giełda nazwisk, może ten lub tamten, najlepiej zagraniczniak, jakieś głośne nazwisko - przecież nie musi być dobry, wystarczy, że będzie znany. Czy on coś zmieni? Przykład Leo Beenhaakera pokazuje, że nie. Tak krawiec kraje, jak mu materii staje, a jaka jest nasza polska piłkarska materia, wie każdy. Oczywiście, Fornalik poleciał ze stołka ale nie dlatego, że jest złym trenerem/selekcjonerem ale dlatego, że 1) ma do dyspozycji przeciętnych piłkarzy i nie osiągnął z nimi żadnych wyników a po 2) jak nie ma wyników, to łatwiej wywalić jednego trenera niż 11 zawodników.

Ale wyników nie osiągnęli też Smuda i Engel, mógłbym tutaj wymieniać iluś tam trenerów wstecz. Ja wiem, oni teraz spędzają w studiach telewizyjnych mnóstwo czasu, jako eksperci i ludzie co się znają, ale dlaczego nie znali się wtedy, gdy byli selekcjonerami i mogli się wykazać? Bo być może też nie mieli kim. Jeden Błaszczykowski niczego sam nie zmieni, zwłaszcza podając do mocno nieskutecznego w reprezentacji Roberta Lewandowskiego.

To jak wygląda mocno kulejący system szkolenia w naszym kraju, wie każdy. Prawie każdy też wie, że nasze klubowe treningi to pikuś, w porównaniu z treningami jakie mają zawodnicy w klubach zachodnich. Te różnice widać potem doskonale, choćby w pucharach europejskich. Kluby, które na naszym piłkarskim rynku dominują, w konfrontacji z zachodnimi klubami dostają baty. Niski poziom techniki, kulejąca kondycja, panika w oczach na widok zbliżającej się piłki, podania na zasadzie "wykopię na oślep, może ktoś tam będzie" - to wszystko znamy z meczów pucharowych.

Dlatego naprawdę nie sądzę, by zagraniczny selekcjoner uczynił jakieś wielkie cuda, na które od tylu lat z utęsknieniem czekamy. Guardiola czy Mourinho, to owszem dobre nazwiska trenerskie, ale ile by ugrali, mając do dyspozycji składy np. Podbeskidzia czy GKS Bełchatów? Z pustego i Salomon nie naleje.

Najlepszym wyjściem byłoby postawienie na kogoś z polskiego rynku trenerskiego, ale musi to być ktoś, kto ma jakąś myśl trenerską i dobry pomysł na grę. Obecnie w naszym kraju widzę dwa takie nazwiska: Wdowczyk i Probierz. Ich kluby (odpowiednio - Pogoń Szczecin i Lechia Gdańsk), mimo że nie są naszpikowane gwiazdami, to prezentują naprawdę solidny futbol, który ogląda się z przyjemnością. Co ważniejsze, ich futbol jest skuteczny.

Nowy selekcjoner na pewno musi też przestać popełniać błędy poprzedników, czyli musi w końcu pozwolić naszej reprezentacji na zgranie się. Nie mamy zbioru wielkich indywidualności, musimy zatem mieć solidną i zgraną ekipę, która będzie się rozumieć na pamięć. Jak nie możemy wygrać techniką, wygrajmy solidnością. Przydałoby się też, by nowy selekcjoner miał trochę więcej niż rok czy dwa na to, by wprowadzić swoją myśl trenerską w życie. Zmiana selekcjonera co 2-3 lata (bo coś przegraliśmy) na pewno nie jest ani komfortowa ani skuteczna.

Owszem rozumiem presję wyników ale... wyniki to zawsze efekt końcowy ciężkiej pracy. Wyniki to cel, nie droga do celu. O tym poprzedni trenerzy zapominali i pod presją wyniku często desperacko sięgali po sprawdzone, acz zgrane już karty (vide powołania Mariusza Lewandowskiego czy Sławka Peszki na niedawne spotkania eliminacyjne). Nie wiem jak inni kibice ale ja jestem gotów na dobre wyniki czekać nawet i 4 lata, ale chcę przede wszystkim widzieć, że po 1) jest jakaś sensowna droga, jaką kroczy nasza reprezentacja a po 2) podążanie tą drogą łączy się z jakimś progresem całości. Będzie progres, będą wyniki. Czego życzę Wam i sobie, bo ileż można śpiewać, że "nic się nie stało?"

Udostępnij wpis

2 Komentarze do wpisu "Fornalik odchodzi, przeciętniacy zostają"

  1. Przyznam się, że nie przeczytałem całości, ponieważ uderzyły mnie dwie sprawy:
    Po pierwsze, Beenhaaker pokazał właśnie, że można cienkimi piłkarzami coś zdziałać. Bo nie oszukujmy się, miał dużo gorszych piłkarzy do dyspozycji niż dzisiaj są w reprezentacji. On osiągnął "coś" z polską reprezentacją i uważam, że jego zwolnienie, za słaby występ na Euro, było błędem. Trzeba było mu dać czas, a nie rzucać kłód pod nogi.
    Trener z Polski niczego nie osiągnie z reprezentacją, bo po prostu nie mamy dobrych trenerów (dobry, to taki, który radzi sobie w zagranicznych ligach - i nie mówię tutaj o lidze II niemieckiej, czy czymś podobnym, bo jak pokazał Smuda, to polska myśl trenerska na dzień dzisiejszy i na to jest za słaba) Nie ma dzisiaj chyba w PL żadnego trenera, który mógłby coś z tą reprezentacją zdziałać. Trzeba ściągnąć kogoś dobrego z zagranicy i dać mu wolną rękę na 100%.
    Druga sprawa, piłkarze. Piłkarze są. Grają po europie, jedni radzą sobie lepiej inni gorzej, ale grają. A więc prezentują już poziom Europejski. A jeśli tak, to wina tylko i wyłącznie trenera, a raczej trenera i wszystkich, którzy zajmują się tą reprezentacją, że jest jak jest. Czyli źle.

    OdpowiedzUsuń
  2. Hehe. Trochę się zmieniło od tamtego czasu ;)

    OdpowiedzUsuń