29 października 2013

Demokracja po Platformersku, czyli kupię głos



Bo mi też z żoną taki numer wycięli, że moja żona złożyła rezygnację z KGHM Ecoren. Bo mieszkam już w Warszawie, nie? I o niej zapomnieli, od 1 października jest bezrobotna, ale na razie jeszcze jakoś ogarniam. Byłem u Pawła Grasia: „Ku*wa, to jest chore, że naszych ludzi czyszczą”. 

22 października 2013

Wielka Orkiestra Zwalczania Macierewicza



Na Kubę przeprowadzono zamach stanu. Dokładniej to na Kubę Wojewódzkiego. Ponoć jakiś parszywy terrorysta ponoć oblał go kwasem, w każdym bądź razie ponoć żrącą substancją, na pewno w kolorze brązowym, czyli colą lub herbatą, czyniąc uszczerbek na jego stanie kawalerskim.

18 października 2013

Ratujmy Beatę



Nie można stać bezczynnie, gdy ktoś potrzebuje pomocy. A tej mocno i pilnie potrzebuje Beata Zielińska. Beata jest 33-letnią legniczanką, która 1 lipca 2013 roku urodziła synka, Olusia. Oluś jest wcześniakiem, nadal przebywa w szpitalu pod opieką lekarzy. U Beaty wykryto natomiast ostrą białaczkę limfoblastyczną. 

W tej chwili Beata przebywa we Wrocławiu, w Klinice Hematologicznej, gdzie jest poddawana intensywnej i silnej chemioterapii. Ze względu na silne osłabienie organizmu, musi codziennie otrzymywać nie tylko lekarstwa na wzmocnienie odporności ale przede wszystkim to, co najcenniejsze - krew. Jedyną nadzieją na uratowanie życia Beacie, jest przeszczep szpiku. 

Wiadomo, że w takich przypadkach leczenie jest bardzo kosztowne i przerasta możliwości finansowe chorej, jej rodziny i bliskich. Dlatego też w ich imieniu zwracam się o wsparcie, którego można udzielić na różne sposoby. Przede wszystkim możemy zarejestrować się do grupy dawców szpiku w Centrum Krwiodawstwa w legnickim szpitalu lub przy pomocy fundacji DKMS - Baza Danych Komórek Macierzystych Polska.

Można też pomóc oddając krew grupy A RH+ (jak ktoś nie ma takiej grupy krwi, to też może oddać - zawsze można wymienić na właściwą grupę). Oczywiście pomagać możemy też finansowo, wpłacając pieniądze na konto Fundacji Urszuli Smok "Podaruj Życie". Pełne dane potrzebne do wpłaty:

nr konta 84 1020 2906 0000 1702 0085 9694

Fundacja Urszuli Smok "Podaruj Życie" 
os. Albertyńskie 16/18,  
31-852 Kraków

Pamiętajmy, by przy dokonywaniu przelewu zaznaczyć, że to wpłata przeznaczona "dla Beaty Zielińskiej". Głęboko wierzę, że naszą i waszą pomocą Beacie uda się pokonać chorobę. 

16 października 2013

Fornalik odchodzi, przeciętniacy zostają


Stało się to, co było do przewidzenia. Po przegraniu meczu z Anglią, na zakończenie przegranych eliminacji do brazylijskiego mundialu, ze stanowiskiem selekcjonera naszej piłkarskiej reprezentacji pożegnał się Waldemar Fornalik. Wiele osób odetchnęło z ulgą, lecz na jak długo?

13 października 2013

"W Sieci" atakuje LiSSa z NewSSweeka


Zazwyczaj to Newsweek sięgał po kontrowersyjne okładki, których wydźwięk był nie tylko szumnym wyznacznikiem linii pisma, ale przede wszystkim efektem zapotrzebowania mainstreamu na niszczenie tego, co prawicowe i katolickie. Dwóch księży całujących się na okładce, okraszonych tytułem "Miłość po bożemu", czy też Antoni Macierewicz przedstawiony jako Talib i opisany tytułem "Amok", stały się symbolem przemysłu pogardy - jedynego przemysłu, który wciąż w Polsce ma się dobrze.

Tomasz Lis mocno uwierzył w to, co głoszą okładki jego pisma, jednak jeszcze mocniej uwierzył w to, że tylko on może, potrafi i ma prawo produkować bezkarnie takie okładki. Teraz jednak będzie miał okazję sam na własnej skórze poczuć, jak smakuje jego ulubiona broń. Bo oto w poniedziałek pojawi się najnowszy numer tygodnika "W sieci, na którego okładce zobaczymy Tomasza Lisa w mundurze SS, trzymającego w zakrwawionej dłoni różaniec. Tytuł "Prawie jak Goebbels" mówi sam dla siebie.

To ilustracja, która idealnie oddaje trwającą od pewnego czasu nagonkę na księży. Jednak w ciągu ostatnich tygodni stała się ona wyjątkowo bezpardonowa i brutalna. Kiedyś społeczeństwo miało myśleć, że każdy ksiądz pławi się w luksusie. Teraz przekaz stał się o wiele ostrzejszy - każdy ksiądz to albo homoseksualista albo pedofil, a najlepiej i jedno i drugie. 

Zdaję sobie sprawę z tego, że obecnie Kościół płaci olbrzymią cenę za zaniedbania w zakresie walki z pedofilią. Te jednostkowe przypadki księży - pedofilów powinny być od dawna nie tylko solidnie wyjaśniane ale przede wszystkim napiętnowane i karane z całą surowością. Ale słowo JEDNOSTKOWE jest tutaj elementarne. Tylko, że ton w jakim podawane nam są medialne doniesienia, nie są po to, by nas obiektywnie informować o tych jednostkowych przypadkach, a mają na celu stworzyć niebezpieczne wrażenie, że szeregi duchownych wręcz kipią od zboczeńców. Takie właśnie były i temu służyły wszystkie okładki Newsweeka.

Okładka tygodnika "W Sieci" może kogoś oburzać (najbardziej oburza zapewne przekonanego o własnej nietykalności Tomasza Lisa), ale trzeba jej przyznać jedno - idealnie współgra z zadanym na okładce pytaniem: Czy autorzy nagonki na Kościół zatrzymają się dopiero wtedy, gdy zaczną ginąć księża? Ten mocny przekaz wydaje się być mocno usprawiedliwiony, bo musi nam uzmysłowić, że żadna nagonka nigdy nie trafia w próżnię i że zawsze znajdzie jakiś podatny grunt, a wtedy naprawdę może polać się krew. 

W III Rzeszy antykościelna propaganda na szczęście nie przyniosła rezultatu, bo choć starano się Kościół skompromitować, to jednak nie udało się znaleźć praktycznie żadnego skandalu, którego można by w tym celu użyć. Obecna propagandowa machina wygrzebała kilka skandalizujących przypadków i stara się rzucić nimi cień na cały Kościół. Tomasz Lis jest jednym z ważniejszych trybów tej machiny. Dlatego musi wiedzieć, że kto okładkami wojuje, ten od okładki może też ucierpieć.

7 października 2013

Legnicki Budżet Obywatelski, czyli Obywatele Radni atakują



Niestety żyjemy w tak paskudnych czasach, że im więcej mówi się o demokracji, tym mniej obywatele mają w niej do powiedzenia. Właściwie ich głos liczy się tylko co parę lat, gdy trzeba kogoś na stanowisko wybrać i na tym kończy się nasz kontakt z demokracją. Bo owszem, wybrać możemy a nawet musimy, wtedy to jest demokracja, jednak tą samą drogą odwołać już nie możemy, bo wtedy to już zakrawa na zaprzaństwo i warcholstwo. Przykładem niech będą mieszkańcy Warszawy. 

Ale ja dzisiaj jednak zamierzam się skupić na mieszkańcach Legnicy, bo to im zrobił prezent gospodarz miasta, Tadeusz Krzakowski i obdarował inicjatywą pod nazwą Legnicki Budżet Obywatelski. Pomysł naprawdę godny pochwały, przynajmniej na etapie inicjatywy. Według tego pomysłu, każdy z obywateli może opracować projekt, który mógłby być sfinansowany z publicznych pieniędzy. Na projekty obywatelskie miasto przeznaczyło 5% własnego budżetu, czyli 2 mln zł. Miasto podzielono na 10 obszarów, czyli każdy z nich może wykorzystać 200.000 zł.

Akcja była mocno reklamowana - ulotki i billboardy głosiły i krzyczały, że oto obywatel w tym mieście coś może. Obywatelu, Twój głos się liczy - pulsowało nam w głowach. Nic dziwnego, że wielu z tych obywateli, widząc szansę na realizację swoich pomysłów, wzięło się za opracowywanie projektów, których w sumie, o ile dobrze pamiętam, powstało około 90. Wśród tych pomysłów znajdujemy projekty budowy chodników i ścieżek rowerowych, jeden z projektów zawiera pomysł budowy małego miasteczka do golfa a nawet postawienia pomnika Henrykowi Pobożnemu. No i tutaj kończą się moje zachwyty nad tym pomysłem, bo jak pisałem, żyjemy w paskudnych czasach, w których pozytywne inicjatywy w większości przypadków muszą zostać totalnie skopane. 

Okazało się bowiem, że do składania projektów w ramach LBO zabrali się też... radni miejscy (6 z klubu Prezydenta i 2 z PO). Owszem, logika podpowiada, że do takich projektów mają salę obrad Rady Miejskiej (tu mogą się wykazywać do woli) a nie LBO, ale widocznie gorzej im się myśli w roli radnego, łatwiej w roli zwykłego obywatela (jakiś brak presji czy co?). Gdy trzeba było planować budżet, to gdzie były ich pomysły? Natomiast gdy ruszyło LBO, nagle odkryli, że jednak mają kilka propozycji na spożytkowanie publicznych pieniędzy. Gdy próbowano stanąć w obronie LBO przed zakusami radnych, to Prezydent Krzakowski oświadczył, że radni też mają prawo składać swoje pomysły do LBO, bo przecież też są obywatelami. 

Tak natychmiastowo wyobraziłem sobie ulice Warszawy, gdzie są jeden czy dwa pasy dla normalnych pojazdów i jeden bus pas. No i nagle widzimy autobus jadący normalnym pasem - kierowcy autobusu zwracamy uwagę, że przecież ma bus pas do dyspozycji, to po co dodatkowo korkuje pozostałe pasy a on przez okno krzyczy, że jemu bus pasem się źle jedzie a tak w ogóle to autobus jest normalnym pojazdem i też ma prawo poruszać się pasem dla normalnych pojazdów. Analogia dotarła, panowie radni? No ale to jeszcze nie koniec. 

Wiadomo, że jak są projekty, to ktoś musi je przyklepać. A kto to będzie robił? Tak tak, dobrze myślicie - będą to robić właśnie panowie radni. Nawet jeśli ci sami radni, którzy projekty złożyli, nie będą ich zatwierdzać, to będą je zaklepywać ich koledzy. I co wtedy może pomyśleć taki zwykły obywatel? No że jego projekt stoi na straconej pozycji, bo prawdopodobnie kolega radny koledze radnemu pomoże. No ale to jeszcze nic. Bo gdy doszło do zebrania w sprawie fachowego ocenienia OBYWATELSKICH projektów (użycie wielkich liter służy podkreśleniu tego, do kogo LBO skierowano), to nagle się okazało, że dziennikarze nie mogą brać udziału w niezwykle istotnym zebraniu w temacie LBO (mogli jedynie zrobić zdjęcia). 

No tak, obywatele zrobili swoje, więc obywatele mogą odejść? Teraz władza będzie łaskawie decydować, gdzie zostaną przeznaczone pieniądze a Kowalski z Wiśniewskim i Nowakiem nie muszą znać szczegółów?. Tłumaczenie Prezydenta Legnicy było takie, że to zebranie czysto formalne, więc nudne. OK, cieszę się że gospodarz miasta dba o to, by dziennikarze się nie zanudzili na śmierć, ale wolałbym by zostawił nam wybór. Chcemy się zanudzić na śmierć na zebraniu formalnym? Nasza sprawa. My chcemy mieć wybór. Co należy rozumieć tak: skoro obywatel już ruszył tyłek i złożył projekt, to chciałby być w pełni świadomy tego, co aktualnie dzieje się z jego pomysłem - od początku do końca. 

Tym bardziej, że do walki o obywatelskie fundusze rzucili się panowie obywatele radni i obywatel nie-radny chciałby wiedzieć, czy radni ich po prostu nie wykolegują. Ja wiem, brzmi brutalnie ale żyjemy w czasach, gdy władza bywa mocno arogancka a obywatele po prostu władzy nie ufają (przez tę arogancję) i jeśli coś ma wyglądać na uczciwe, to powinno być transparentne - od początku do końca, od A do Z. A niestety transparentne nie jest. Przy LBO zaczęło lekko śmierdzieć - najpierw przez radnych a potem przez nietrafioną decyzję Prezydenta, by utajnić jedno z zebrań (obywatel nie-radny gotów pomyśleć: utajniają, znaczy kręcą i mają coś do ukrycia).

Dlatego, by LBO było jednak inicjatywą ze wszech miar udaną, to muszą być spełnione dwa warunki. Radni miejscy Legnicy powinni się zwyczajnie odwalić (przepraszam za dosadne słowo, ale najbardziej mi tu ono pasowało) od LBO i skupić się na planowaniu budżetu na sesjach rady miejskiej (i tylko tam, bo do tego zostali wybrani) a Prezydent Legnicy nie powinien się zachowywać jak Strażnik Skarbnicy Tajemnic i jeśli coś oddaje w ręce obywateli, to nie może utrudniać pracy tym, którzy obywatelom służą i obywateli o wszystkim mają obowiązek informować. Czyli nam, legnickim dziennikarzom. No chyba, że Legnicki Budżet Obywatelski jest tak samo obywatelski, jak Platforma Obywatelska...to już będzie inna para kaloszy. Ale wtedy to ja mam gdzieś takie LBO.

Piotr Cybulski