13 lipca 2013

Szczęściarz Lechu


Niedawno przypomniałem sobie film "Szczęściarz Antoni", stary polski film, w którym główną rolę zagrał Czesław Wołłejko. Film opowiada losy urzędnika Urzędu Stanu Cywilnego, który tuż po ślubie otrzymuje domek jednorodzinny, aczkolwiek po przyjeździe na miejsce okazuje się, że domku nie zdążono jeszcze w ogóle wybudować, a jakby tego było mało, na działce zalega zasypany ziemią czołg. Perypetie głównego bohatera krążą wokół starań, by tego czołgu się pozbyć.

Cóż, szczęściarz Antoni wielkim szczęściarzem raczej nie był, nie to co inni. Taki nie przymierzając Lech Wałęsa, człowiek urodzony nie tylko w czepku ale i ze znaczkiem w klapie, szczęście to miał chyba od zawsze. Szczęśliwie różne kwity i papiery w jego życiu ginęły, czego się nie dotknął to zamienił w złoto, niczym ten mityczny Midas. Ledwo dotknął komunizmu a ten upadł, co stanął przed jakimś murem, to go przeskakiwał, co spotkał jakiegoś UB-eka, który chciał go zwerbować do tajnej współpracy, to ten został przez Wałęsę wykiwany, jak cały UB-ecki aparat.

Jak Wałęsę internowali, to też też miał dużo szczęścia, bo trafił do ośrodka, w którym pławił się w wygodach i luksusach i właściwie w taki sposób to i ja chętnie dałbym się dobrowolnie internować, nawet za niewielką dopłatą. Gdy w 1992 trzeba było lustratorów zatrzymać, to choć on sam przecież na sumieniu nic nie miał, to musiał lustrację zatrzymać i tutaj też szczęście mu dopisało, bo mu Donald "Panowie, Policzmy Głosy" Tusk pomógł, ręka w rękę, z Waldusiem "Eee, Zostanę Premierem?" Pawlakiem, dzięki czemu UB-oland do dziś funkcjonuje, niewzruszony w swych posadach.

Nawet w życiu prywatnym w cholernie ciężkich czasach, Wałęsie powodziło się wyśmienicie, w zakresie mieszkania, samochodu oraz innych dóbr doczesnych. Inni o czymś marzyli, ciężko na to musieli pracować i się zadłużać a on to po prostu miał. Teraz jednak została wyjaśniona tajemnica, skąd ten dobrobyt się brał. Jakże się mylili ci zawistni ludzie, podejrzewający że pieniążki, które tak cudownie w jego życiu się pojawiały, były wynagrodzeniem od UB-ecji za sprzedawanie kolegów ze Stoczni. Jak można było tak w ogóle pomyśleć? A feee. Dziś Wirtualna Polska wyjaśnia tajemnice źródeł tych pieniędzy. Otóż Wałęsa, jak na szczęściarza przystało, wygrywał w totka i to zawsze, gdy tylko potrzebował większej gotówki, bo mu się np. Warszawa rozkraczyła czy lodówka przestała chłodzić.

Inny mógłby tylko o tym pomarzyć, na 100 zakładów jak wyhaczył trójkę zwykłą, to już zacieszał się, jakby Pana Boga za palec złapał. A taki Wałęsa wygrywał za każdym razem, gdy chciał, co oznacza, że nie zawsze wygrywał ale tylko wtedy, gdy nie chciał (czyli nie potrzebował już pieniędzy). Potrzebował na pralkę? Szedł do punktu Totolotka, puszczał zakład i wygrywał. Wersalkę? Stół? Krzesło? Cokolwiek? Totolotek był tuż za rogiem a jego wygrane na wyciągnięcie ręki szczęściarza Lecha.

Czytając te rewelacje, dziwię się, że cały ten Totolotek przetrwał ciężkie czasy PRL-u, bo z takim szczęściem to Wałęsa mógłby go puścić w skarpetkach. Gdyby tak zaczął grać także w stworzonej przez siebie III RP, to nie wątpię, że powygrywałby te obiecane 100 000 000 dla każdego, bo co to dla niego. Teraz już wiem, że jednak wygrać w totka można zawsze, gdy się potrzebuje i tego będę się trzymał. Wakacje się zaczęły, każdy grosz się przyda, biegnę do kolektury. Cześć.

Posłuchaj felietonu w wersji audio. Czyta autor.


Udostępnij wpis

2 Komentarze do wpisu "Szczęściarz Lechu"

  1. Ubawiłam się ;) Ciekawa jestem filmu Wajdy o Wałęsie, czy tam będą przebitki jak Wałęsa co 2 dni biega do kolektury, obsługiwanej przez panów w mundurach :)

    OdpowiedzUsuń