16 lipca 2013

Polityka tłuczonych termometrów


Cokolwiek się wydarzy, to zawsze znajdzie się jakieś "stare chińskie przysłowie", które spuentuje dane zdarzenie i powie "a nie mówiłem"? Nie znam osobiście wszystkich chińskich mądrości, ale gdybym miał konfabulować i improwizować, to wypowiedziałbym takie: "chcesz zwalczyć gorączkę? Stłucz termometr".

No tak, nie ma termometru, nie ma gorączki, tak samo jak nie ma człowieka, nie ma problemu, jak mawiał towarzysz Stalin. Polski rząd coraz chętniej sięga po "politykę stłuczonego termometru" i zaczyna paskudnie kombinować przy przepisach, by tylko poprawić wyniki i statystyki. Np. głośno się ostatnio zrobiło na temat prób zmiany limitu kwoty, od której kończy się wykroczenie a zaczyna przestępstwo.

Obecnie kradzież na kwotę, która nie przekracza 250 zł, jest traktowana jedynie jako wykroczenie. Oczywiście to też bzdura i fikcja, bo każdy kradnie tyle, ile stworzy mu okazja. Będzie miał do zwinięcia 250 zł, to tyle ukradnie ale jak w kasie będzie 5000 zł, to żaden rabuś się nie będzie zastanawiał i odliczał jakiejś żądanej sumy, żeby tylko limitu nie przeskoczyć i pod przestępstwo nie podpaść.

Gdyby się jednak udało przegłosować ten chory pomysł, to nagle w statystykach zrobi się luźniej, bo odpadną drobni sklepikowi rabusie z kategorii przestępcy a powiększy się liczba osób popełniających wykroczenia, czyli powiedzmy sobie szczerze, ludzi bezkarnych. Być może lepiej będzie to wyglądać w statystykach, ale doprowadzi do jeszcze większej zuchwałości wśród przestępców.

To jednak nie jedyna próba zwalczania gorączki przy pomocy tłuczenia termometru. Otóż znany magik i iluzjonista rządowy, mistrz kreatywnej księgowości i jednocześnie (niestety) minister naszych finansów Jacek Vincent Rostowski, zaczyna sobie coraz śmielej poczynać przy zamiataniu problemów pod dywan. Zamiast dbać o państwowe finanse, to zamierza omijać i eliminować zabezpieczenia, które pomagają trzymać polski budżet w ryzach. Wiadomo, że progi ostrzegawcze są po to, by w porę zapalić czerwone światełko alarmowe.

No ale nie takie numery minister Rostowski potrafi robić, zamierza tak skonfigurować światełko, żeby nie alarmowało wcale. Mianowicie wymyślił sobie,  że najlepszym sposobem na to, by nie zaryć nosem w I próg ostrożnościowy (ten 50% PKB), będzie całkowite jego zniesienie. Światełko migać nie będzie i to pozwoli oczywiście zadłużać państwo jeszcze bardziej, zatem będzie można udawać że nic złego się nie dzieje i nadal wciskać obywatelom androny na tle zielonej mapy.

No a jak się finanse już tak rozsypią, że żadne kreatywne kombinacje magika tego sztucznie nie podtrzymają w pionie, to się czarodziej Rostowski zawinie do Wielkiej Brytanii a Tusk do Brukseli i zostaniemy z poważnym bałaganem do ogarnięcia. A od takich praktyk już niedaleko do innych, np. do wprowadzenia w życie prawa, że pijany kierowca będzie pijany dopiero od 2 promili a nie od 0,2. Ja wiem, wzrośnie ilość zabitych kierowców a nasze drogi zamienią się w rzeźnie ale za to jak pięknie spadnie ilość pijanych kierowców za kierownicą. Tylko czy taka polityka coś w naszym kraju, prócz sztywnych statystyk, poprawi? Zdecydowanie nie.

Posłuchaj felietonu w wersji audio. Czyta autor.


Udostępnij wpis