19 lipca 2013

Nie pałujmy związkowców, zabierzmy im przywileje


Wczoraj wieczorem obejrzałem dwie rozmowy, obie w TVN24. W pierwszej starł się senator PO, Filip Libicki z wiceszefem OPZZ, w drugiej Sipowicz z posłem Derą. Do tej drugiej wracać nie zamierzam, choćby dlatego, że zupełnie nie mam pojęcia, kto to jest Sipowicz (ponoć poeta jakiś ale kto tam ich Panie wie), nie wiem też co takiego dokonał, że go do TV zapraszają i nie wiem dlaczego pozwala mu się bezkarnie promować Polskę Wiecznie Zaćpaną.

W tej pierwszej natomiast, do której chciałbym się odnieść, Filip Libicki, senator PO, postanowił poinformować opinię publiczną, że pracuje nad jakimś projektem. To akurat fakt godny odnotowania, gdyż każde zdarzenie, kiedy to parlamentarzysta zabiera się w końcu do jakiejkolwiek pracy, tej innej od palenia cygar i przepuszczania państwowych pieniędzy, jest rzeczą pozytywną i zasługującą na fanfary.

Generalnie, w moim odczuciu, projekt Libickiego prowadzić ma w zamiarze końcowym do spacyfikowania związków zawodowych, które coraz mocniej krytykują ekipę rządzącą. Ponieważ czasy mamy takie a nie inne, nie wypada pałować związkowców, przejeżdżać ich czołgami i strzelać im w plecy, ale zawsze można sięgnąć po metodę mniej krwawą, ale nie wiem czy nie bardziej skuteczną, czyli po odpowiednią ustawę.

Ustawa nad która pracuje senator Libicki, zamierza m. in. przekształcić związki zawodowe w organizację wolontariatu, w której związkowcy mają pracować społecznie i to, a jakże, po godzinach pracy. Np. w takiej kopalni, związkowiec będący górnikiem dołowym, po iluś tam godzinach męczącego fedrowania na prz0dku, wraca na powierzchnię, myje się i wsiada w auto (prywatne, a jakże - służbowe już będzie przywilejem), by pokonać ileś tam km (nie za dużo, bo paliwo też prywatne) w paru ważnych sprawach związkowych. Sorry Panie Libicki, ale słabo to widzę.

Przyznaję wszakże senatorowi Libickiemu rację, że trzeba coś lekko zmienić w systemie funkcjonowania związków, w których wielu szefów zarabia niebotyczne pieniądze, żyjąc w warunkach luksusowych. Zdarza się w związkach wielu cwaniaczków, reprezentujących poziom intelektualny przeciętnego dekla od słoika, którzy w kontestacji wszystkiego, znaleźli sposób na to, by zarobić a się nie narobić.  Faktycznie wiele jest takich świętych krów, a raczej świętych pijawek, które doją zakłady pracy a tych, których powinni reprezentować, traktują jak stado baranów, które i ostrzyc łatwo i po ich grzbietach łatwiej wskoczyć wyżej.

Niestety, obawiam się jednak, że senator Libicki, sam będąc członkiem klasy politycznej, obdarzonej całym szeregiem przeolbrzymich i często też absurdalnych przywilejów, jest ostatnią osobą z możliwych, która powinna gmerać przy przywilejach innych ludzi. Najlepiej by się stało, by Filip Libicki swoją walkę z przywilejami, zaczął od przywilejów polityków, przy których lista przywilejów związkowców to zwykły pikuś.

Jakże korzystnie by to wyglądało, gdyby senator Libicki wziął się za usuwanie z listy przywilejów parlamentarzystów takie kwiatki, jak odprawa po zakończeniu kadencji (koniec kadencji to jak koniec umowy, od kiedy odprawa się należy?) albo pożyczki, oprocentowane na 2% czy 5%, o których zwykły Kowalski może jedynie pomarzyć. Takich przykładów mógłbym podawać jeszcze wiele, począwszy od darmowych przejazdów i przelotów na darmowej zapomodze do 5 tysięcy zł. kończąc, ale w sumie nie chcę denerwować ani innych ani siebie.

Zmierzam jedynie do tego, że Filip Libicki, jako przedstawiciel klasy mocno uprzywilejowanej, jest moralnie wykluczony z zabierania czegokolwiek i komukolwiek, choć wiem że jako polityk ma takie zachowania we krwi. Reformowanie zostawmy komuś, kto przywilejami nie dysponuje i nie jest zaangażowany w żadną ze stron politycznego konfliktu (są jeszcze tacy?) a już na pewno nie zechce tego robić w ramach odwetu za krytykę rządu, w ramach odwracania uwagi opinii publicznej od realnych problemów państwa czy zaostrzania konfliktu społecznego, na zasadzie "dziel i rządź". A to własnie próbuje robić senator Libicki.

Posłuchaj felietonu w wersji audio. Czyta autor.




Udostępnij wpis