5 stycznia 2013

Rosja to wielka demokracja, czyli żart roku na początku roku

Ponoć są tacy ludzie, którzy potrafią zobaczyć pewne rzeczy tam, gdzie ich akurat nie ma. Ba, oni są w stanie zobaczyć pewne rzeczy w ostatnim możliwym miejscu, gdzie mogłyby się one pojawić. Coś jak zobaczyć Palikota u spowiedzi albo Kaczyńskiego na premierze "Pokłosia". A jednak są tacy ludzie. Jednym z nich jest znany francuski aktor Gerard Depardieu.

Aktor znany z wielu znakomitych ról, co jest już niestety melodią przeszłości, bo aktor ten ostatnio raczej znany był wydarzeń pokroju zsikania się w samolocie do butelki po pijaku czy też przewrócenia się po pijaku skuterem. Wydarzenia nie mające nic wspólnego z filmem i kulturą, aczkolwiek zwracam Państwu uwagę na słowo klucz: "po pijaku", bo pomoże on nie zgubić wątku za parę akapitów.

O aktorze znowu stało się głośno, za sprawą przyznania mu przez Putina obywatelstwa rosyjskiego, przy okazji którego to Depardieu chyba też nie za bardzo był "ten tego", ponieważ zobaczył coś gdzieś i to tam, gdzie tego w ogóle prawie nie ma. Otóż powiedział z tej okazji, że "Rosja to wielka demokracja". Nie wiem co aktor uważa za demokrację (tym bardziej nie wiem co uważa, za wielką demokrację), ale jeśli rozumie przez to codzienne chlanie wódki i sikanie publicznie do butelki, to ma rację.

Jeśli uważa za wielką demokrację system w którym każdemu obywatelowi rosyjskiemu wolno kochać Putina (i tylko jego) i wolno wybierać go (i tylko jego) na kolejną kadencję i na kolejne stanowisko, to ma rację. Jednak biorąc pod uwagę powszechnie znaną i obowiązującą definicję "demokracji" oraz "wielkości" (w kontekście wielkiej demokracji), to ani jednego ani drugiego w Rosji póki co nie ma. Można więc zrzucić omamy Gerarda Depardieu na karb tego, że znowu przesadził z nawilżaniem gardła, wątroby i nerek.

Jednak Państwa zasmucę, bo nawet w stanie upojenia i z "instrumentem" sikającym w butelkę, to jednak aktor potrafi liczyć i jeśli w takiej ojczystej Francji każą mu płacić podatek rzędu 75% (stawka dla zarabiających rocznie powyżej 1 mln euro rocznie), gdzie w takiej Rosji, raju dla ludzie bogatych, stawka wynosi zaledwie 13% dochodu, to wybór obywatelstwa staje się oczywisty. Żyć, nie umierać. Zatem nic dziwnego że w chwilach trzeźwości dodał dwa do dwóch, odjął jeden od czterech i wyszło, że warto pokochać tego, co zabiera mniej.

Stąd wzięła się nagle wielka miłość aktora do Rosji i Putina, brednie o tym, że Rosja to wielka demokracja i że Depardieu senior był kiedyś komunistą i słuchał Radia Moskwa. Kasa misiu, kasa. I jestem bardziej niż pewny, że najbliższe lata będą skutkować w dość podobne transfery, bo Putin potrzebuje gwiazd i celebrytów (choćby i szemranych), by akcentować wielkość Rosji, a gwiazdy i celebryci potrzebują Putina, by płacić mniejsze podatki, bo więcej kasy, to więcej wódki.

Naprawdę, wolno im. Ich podatki, ich wątroby. Ich cyrk, ich małpy. Ale nie mieszajcie do tego demokracji, a już tym bardziej wielkiej demokracji. I nie szukajcie jej tam,  gdzie jej nie ma, bo Rosja nie takich ludzi potrzebuje. Ona potrzebuje tych, co zauważą jej brak i postarają się ją tam zbudować.

Posłuchaj felietonu  w wersji audio. Czyta autor.

Udostępnij wpis