5 listopada 2011

Kaczyński i 10 koszulek, czyli PiS w wersji 3.0

Gdy z szeregów Prawa i Sprawiedliwości był usuwany Ludwik Dorn, nazywany trzecim bliźniakiem, myślałem że tak po prostu musi być, że inaczej nie można było, że to dla dobra sprawy. Gdy były usuwane Jakubiak i Kluzik - Rostkowska, to pomyślałem, że źle się dzieje, owszem, ale przecież to żadna wielka strata dla PiS, bo nie były to dla tej partii postaci elementarne.


Gdy jednak wczoraj ogłoszono, że z szeregów PiS-u zostali wykluczeni Zbigniew Ziobro, Jacek Kurski i Tadeusz Cymański, to w mojej głowie nagle zapaliła się wielka czerwona lampka i nie mogłem już oprzeć się wrażeniu, że sprawy zaszły właśnie za daleko i że Kaczyński teraz naprawdę mocno przesadził. Przesadził, bo wyraził swoją wolę, by zostali oni z PiS usunięci a posłuszny komitet polityczny stanął na baczność, zasalutował i ten wyrok po prostu wykonał.


Ubolewam, że w PiS zostali prawie sami tacy politycy, którzy robią jedynie to, co im Prezes rozkaże. Nie zapytają "dlaczego", nie powiedzą, że to złe wyjście, że "Panie Prezesie, tak nie można". Tam pozostały już prawie same miernoty (nie bójmy się tego słowa) a miernoty mają to do siebie, że zawsze będą się cieszyć, gdy ktoś ustrzeli orła, bo wtedy największa miernota spośród miernot, może wreszcie zostać królem. Byle bliżej ucha Prezesa.


A Prezes być może cieszy się z tego, że ma tyle osób koło swego ucha i każdy mówi to, co on chce usłyszeć. Być może Prezes nie widzi tego, co zauważam teraz ja. Bo patrzę teraz na to, co zostało z PiS-u, tego mojego starego PiS-u i mam ochotę złapać się za głowę. Partia przetrzebiona Smoleńskiem, pozbawiona tym sposobem wielu wybitnych polityków, choćby Grażyny Gęsickiej. Partia porozdzierana  rozpadami, rejteradami, istne sito, bez Kowala, teraz już także bez Ziobry, Kurskiego i Cymańskiego. Coście do cholery uczynili z tym PiS-em?


Ziobro, Kurski, Cymański. Tych trzech ostatnich usunięto tylko dlatego, że po szóstych z rzędu przegranych wyborach, doszli do wniosku że trzeba pewnych zmian. Po szóstej z rzędu porażce zmian nie zechce jedynie idiota, samobójca, masochista albo zadufany w sobie omnibus, który wie wszystko najlepiej i robi wszystko najlepiej, a nie udaje mu się tylko dlatego, że cały świat skrzyknął się i zjednoczył, by mu kłody pod nogi rzucać.


Drużynę piłkarską, która ma taką serię porażek, z automatu czekają zmiany, zazwyczaj trenera. W przypadku PiS-u, trener przegrał szósty raz z rzędu, ale uparcie twierdzi, że winni są zawodnicy, murawa, sędziowie i pogoda. Najgorsze co można zrobić po przegranej, to wyciągnąć błędne z niej wnioski, lub nie wyciągnąć ich wcale, zadowolić się jedynie odstrzeleniem paru głów, tak dla uspokojenia statystyk.


Dlatego też PiS jest dziś już tylko, tak ja to przynajmniej widzę, pustynią intelektualną i wizerunkową. Z błyskotliwych to tam może Kamiński został i Hofman, ale cóż to za stan posiadania? Za mało, o wiele za mało na to by cokolwiek wygrać, nie mówiąc już o tym, że nawet gdyby cudem wygrać, to i tak nie ma kim rządzić. Z partii, która przez wiele lat reprezentowała bliskie mi ideały, pozostały jedynie kikuty i zgliszcza, pokroju Błaszczaka, Kuchcińskiego, Karskiego i Suskiego.


Wybaczcie moi Panowie, z całym szacunkiem, ale to już nie jest mój PiS. To jest już w zasadzie żaden PiS. To jest już tylko Kaczyński i orkiestra, która będzie mu grać do końca, aż okręt pod nazwą Prawo i Sprawiedliwość godnie i na wieki osiądzie na dnie politycznego oceanu. Parafrazując dawne słowa Jana Tomaszewskiego, jedynie co PiS może teraz do meczu wystawić, to Kaczyński i 10 koszulek. William Wharton by to podsumował bardziej poetycko: "Są ślady ptasich lotów w niebie... i nic więcej. Coś było, coś odeszło, pozostało coś.

Udostępnij wpis

0 komentarzy do wpisu "Kaczyński i 10 koszulek, czyli PiS w wersji 3.0"

Prześlij komentarz