26 października 2011

Strachy i zamachy, czyli PiS się rozpada po raz 117

Zdumiewa mnie niekonsekwencja pewnych mediów, które w czambuł odrzucały jakąkolwiek możliwość zamachu w Smoleńsku, lecz w przypadku Prawa i Sprawiedliwości odmieniają słowo "zamach" przez wszystkie możliwe przypadki i właśnie ogłaszają rozpad PiS po raz 117 w historii.


Przeżywaliśmy to już właściwie tyle razy, że aż dziw człowieka bierze, że ten PiS jeszcze cały a Kaczyński wciąż jest Prezesem. Przecież odsuwali go już ponoć od władzy i Dorn i Migalski i Kluzikowa. Tylko Libicki nie próbował podskoczyć. Nikomu się nie udało, PiS się cholera jasna nie rozpadł. Może teraz się uda? Może teraz? Zawsze, gdy dym plotek i tanich sensacji opadał, okazywało się że ognia wcale nie było, tylko jakiś chuligan wystrzelił z kapiszona, stąd to chwilowe zadymienie.


Po kolejnych przegranych wyborach przez Prawo i Sprawiedliwość, tylko czekałem na moment aż znowu odezwą się głosy o buncie, puczu, wojnie domowej, rozłamie, wewnętrznej anihilacji a może nawet o całkowitej autodestrukcji. Długo czekać nie musiałem. Tym razem na zamachowca został mianowany Zbigniew Ziobro.


Jego wspólnikiem został mianowany Tadeusz Cymański, wystarczyło że coś tam powiedział w kontekście krytyki i już wskazano go jako wspólnika w anihilacji partii Kaczyńskiego. Czytam więc o tajnych spotkaniach Ziobry z innymi zamachowcami. Pewności nie ma, są donosy. Mówią, że ktoś coś widział, zobaczył, lecz nie wiadomo czy przeżył. Jawa to była, czy sen?


Ponoć na spotkanie przemykał się Andrzej Duda przebrany za św. Mikołaja, Marzena Wróbel przebrana za Joannę Muchę, był tam ponoć nawet Święczkowski, przebrany za samego siebie. O, już po Kaczyńskim, PiS tego na pewno nie przetrwa. Zaiste, informacje jakby żywcem przeniesione z filmy "Valkyria", tylko że tutaj von Stauffenbergiem ma być Ziobro. Ma być, bo tak sobie to media wymyśliły. Słyszysz, Zbyszek?


Sęk tylko w tym, że nie sądzę by Ziobro chciał w tym momencie podcinać gałąź, na której sam siedzi, nie widząc drugiej odpowiedniej dla siebie gałęzi. Możliwe, że chce zmian, ale wydaje się, że chce ich coraz więcej osób. Zmiany to nie zawsze wywracanie porządku od góry nogami, czasem zmiana to próba znalezienia złotego środka. Lojalność wobec Kaczyńskiego nie musi być tożsama z tym, że po kolejnej przegranej należy uparcie czekać na kolejną.


Niestety, na zmiany chyba na razie nie ma co liczyć, przynajmniej jeśli chodzi o kierowanie partią. Szefem klubu nadal będzie Błaszczak, którego od początku posądzałem o bezbarwność, a słowa moje potwierdziła właśnie prof. Staniszkis, która wskazała Błaszczaka, jako człowieka bez charyzmy i kompetencji. Kogo jak kogo, ale prof. Staniszkis raczej nie można przecież posądzać o to, że się kobita nie zna lub że jest złośnicą i chce źle dla PiS.


Media mediami, lecz wciąż nie potrafię zrozumieć, dlaczego partia Jarosława Kaczyńskiego chce źle sama dla siebie, stawiając na ludzi którzy jej nie pomagają w niczym, nie stanowią dla niej żadnego atutu. Jeśli PiS-owi teraz czegoś trzeba to błysku. To mogą zapewnić tylko ludzie błyskotliwi, a Ci od sterów partii jakby coraz dalej. No chyba, że Zbyszek. Zbyszek, musisz!

Udostępnij wpis

0 komentarzy do wpisu "Strachy i zamachy, czyli PiS się rozpada po raz 117"

Prześlij komentarz