29 maja 2011

Oklepane plecy, oklepane tematy. Po wizycie Baracka Obamy

Zakończyła się wizyta Prezydenta USA Baracka Obamy w Polsce. To dobry czas na podsumowanie. Ważne jednak, by w podsumowaniu nie podniecać się zbyt mocno samymi gestami, a położyć na szali jakieś konkretne rezultaty jego wizyty. Ale czy takie w ogóle są?


Poczytałem sobie opinie poszczególnych postaci polskiego życia politycznego oraz społecznego i ogólnie zauważam wielkie zadowolenie. Bo tak na upartego są jakieś tam powody do zadowolenia. Było miło, sympatycznie, bez napięć. Wałęsy nie było, był za to Kaczyński, nawet trzykrotnie podał rękę Komorowskiemu. Jeśli ktoś lubuje się w szukaniu na siłę pozytywów, to tu je znajdzie

Wśród zadowolonych opinii znalazłem np. pogląd prof. Aleksandra Smolara. Pan profesor wielce podniecony, ekscytuje się tym, że Obama oceniał nas jako lidera tego bloku. No tak, ale przecież wśród ślepych to i jednooki jest królem a o tym, to już pan profesor nie pomyślał. Wielki mi lider co sobie daje porty rurą blokować. Z takimi słowami, pełnymi pustego podniecenia i dziwnej naiwności, to można być najwyżej kierownikiem Żabki na rogu a nie popularnej fundacji.

Jednak dla Polski, jako kraju który potrzebuje konkretnych działań, a nie li tylko uśmiechów, wypełnionych kurtuazją i dyplomatycznym protokołem, istotne są przede wszystkim konkretne rzeczy, które udało się załatwić. A udało się załatwić naprawdę niewiele. Obietnica złagodzenia procesu przyznawania wiz Polakom, to zaiste tylko pozorny gest, na który wielu znowu dało się nabrać, zupełnie jakby silniejszy kolega obiecał nam, że przestanie nas lać po twarzy, zacznie za to kopać w tyłek a my już osiągamy szczyt szczęścia.


Tak samo, jak na rozliczne komplementy, którymi obdarzył nas Obama, jak jakiegoś zakompleksionego podlotka, który owych komplementów łaknie niczym kania dżdżu. Kiedyś natrafiłem na powiedzenie, że "mądra kobieta słucha komplementów, głupia w nie wierzy". Radość tak wielu osób, z takich słów, że jesteśmy silnym państwem, liderem regionu, zaiste jakże ważnym przyjacielem USA itd. bla bla bla, potwierdza jedynie tezę, że na mądrych rządzących i elitę mądrą będziemy musieli poczekać jeszcze trochę, o ile dane nam będzie jej w ogóle doczekać.


Z tej wizyty zanotowałem właściwie tylko jeden pozytywny aspekt, który my, jako państwo, ale przede wszystkim rządzący, powinniśmy wziąć sobie do serca. Wystarczy porównać np. stan przygotowań BOR i ogólnie wszystkich odpowiednich służb polskich do wizyty Lecha Kaczyńskiego w Smoleńsku do tego, jak przygotowywana była wizyta Obamy w Polsce.

Te dwa, jakże skrajne stany przygotowań, ten nasz gówniarsko amatorski i ten amerykański, w każdym calu perfekcyjny i profesjonalny, pokazał jak bardzo jesteśmy państwem słabym, anemicznie słabym, który nie ma żadnych szans obronić siebie, swoich interesów a także militarnie jako państwa, jako wspólnoty, skoro nie potrafił w miarę profesjonalnie zadbać o bezpieczeństwo najważniejszego człowieka w państwie.

Rozumiem podniecenia szefa BOR gen. Janickiego tym, że jego ludzie jeździli sobie razem z amerykańskimi agentami Secret Service, ale to akurat żadna tam pompa, bo ktoś amerykańskim agentom kawę musiał robić i przynosić. Nasi to pomagali im jedynie tym, że nie starali się przeszkadzać. Zresztą o podnietach gen. Janickiego znakomicie napisał ostatnio Witold Gadowski.

Po raz kolejny niestety, po wizycie amerykańskiego Prezydenta, zostajemy sami ze sobą, z oklepanymi plecami, z ustami pełnymi oklepanych, acz nadal niezałatwionych tematów. Zostajemy z uszami pełnymi pustych frazesów i mocno przesadzonych komplementów, z wizami do Stanów Zjednoczonych i z sapiącą nam nad głową Rosją, z rurą na dnie Bałtyku oraz silnym poczuciem, że jesteśmy silni i mocni, bo powiedział nam to taki ważny gość. A że innym mówi to samo, bo na tym polega polityka i dyplomacja? Ale Pan się czepiasz, Panie Cybulski.

Piotr Cybulski

Udostępnij wpis

0 komentarzy do wpisu "Oklepane plecy, oklepane tematy. Po wizycie Baracka Obamy"

Prześlij komentarz