27 maja 2011

Bezużyteczny autorytet Wałęsy

Znam wiele takich osób, które uważają Lecha Wałęsę za jeden z największych autorytetów, osobę obdarzoną jakimiś nadludzkimi mocami, przed którym, ze względu na jego dokonania, każdy powinien klękać na samą myśl o nim. Aż dziw bierze, że nie wymyślono jeszcze dla niego jakiegoś specjalnego przykazania, np. "nie będziesz miał innych autorytetów poza Wałęsą".


Takich osób jest trochę, ale nie jest ich znowu aż tak dużo, jakby oni tego chcieli. Bo jest też druga grupa osób, dość liczna, dla których Wałęsa to warchoł, zdrajca, były agent, esbecka wtyczka, poza tym faryzeusz i człowiek, któremu w głowie się już dawno pomieszało. Dzisiaj jednak nie będę się zajmował ani pierwszą grupą bałwochwalczych piewców jego geniuszu ani drugą grupą jego zaciekłych przeciwników.

Pomyślałem sobie po prostu, że na chwilę jestem gotów przyjąć za słuszny ten aksjomat, iż Wałęsa to jest jednak jakiś tam autorytet. Do końca nie wiem jaki, bo ani moralnie mi on nie pasuje ani emocjonalnie specjalnie nie błyszczy, intelektualnie także wielkim sokołem nie jest. Więc jakim on jest autorytetem? Historycznym? OK. Jestem gotów przychylić się do tej wersji, jednak pod jednym warunkiem. Mianowicie, że ktoś udowodni mi jego użyteczność.

Dla mnie autorytet, tak ja to widzę, to człowiek o ogromnym znaczeniu krajowym oraz międzynarodowym, którego charyzma okazuje się przydatna do załatwiania spraw państwa, z którego ten autorytet pochodzi. Np. taki Dalaj Lama to autorytet, jeździ po świecie i dzięki niemu wielu stwarza jeszcze jakieś pozory, że wie o istnieniu Tybetu. Oczywiście pozory niezbyt wielkie, by nie narazić się wielkim Chinom.

Zastanawiam się zatem co takiego w ostatnich latach Lech Wałęsa gdziekolwiek i z kimkolwiek załatwił dla dobra Polski? Tutaj niestety lista jest pusta. Owszem, są sprawy które Lech Wałęsa załatwił, są to jednak rzeczy związane jedynie z procesem zarobkowym. Wykłady i prelekcje, to rzeczy które napychają kabzę Wałęsie ale co takiego namacalnego dają krajowi? Polsce jako państwu nie dają nic. Cóż nam zatem z takiego bezużytecznego autorytetu?


A przecież okazji nie brakuje, by Wałęsa krajowi mógł się przysłużyć. Choćby dziś, gdy w Polsce pojawi się Prezydent USA. Udział w rozmowach z Obamą takiej postaci, autorytetu ponoć tak wielkiego kalibru, dawałaby Polsce przewagę, jakąś siłę przebicia, bo przecież po to są autorytety. Niestety, gdy autorytet jest potrzebny, to autorytetu nie ma, autorytet się zwija i mówi, że mu "nie pasuje".


A taki autorytet ile mógłby pomóc w przekonywaniu Obamy, że my jesteśmy nadal dobrym i wiernym (naiwnym także) sojusznikiem, który tyle już się nawalczył obok armii amerykańskiej a wdzięczności nadal nie ma. Jak wizy były, tak wizy zostały. Kokosów na żadnej misji nie zarobiliśmy, choć inni się obłowili kontraktami. Jedynie raz na jakiś czas Prezydent USA przyleci do Polski, poklepie po plecach i powie jaki to my wspaniały naród jesteśmy.


Niestety, nie na tyle wspaniały, by dostąpić zaszczytu odwiedzania USA w ruchu bezwizowym. Ale cóż innego można się spodziewać, skoro nasz autorytet narodowy jest całkowicie bezużyteczny? A może ten autorytet nie taki znowu wielki? Może dlatego unika konkretnych działań, by się nie okazało, że to nie jest żaden autorytet, że to jedynie balon nadmuchany, który łatwo przebić i pozbawić znaczenia.


Dla mnie wiarygodną oceną znaczenia danej postaci, jest jego przydatność dla kraju i społeczeństwa. Niestety, idąc tym systemem oceniania, Wałęsa otrzymuje ocenę niedostateczną. Ale nic sobie z tego i tak nie robi, bo przecież w innym systemie oceniania, tym finansowym, otrzymuje ocenę celującą. Tylko co to za autorytet, który ma swoją cenę i nic poza tym? To już nie autorytet, to już po prostu tylko towar, w dodatku mocno zużyty i przeceniony.


Piotr Cybulski


 

Udostępnij wpis

0 komentarzy do wpisu "Bezużyteczny autorytet Wałęsy"

Prześlij komentarz