1 kwietnia 2011

Rząd dziadowskiej amatorszczyzny

Kiedy tak oglądam czy czytam o ministrach obecnego rządu, to za każdym razem na usta ciśnie mi się określenie, które jako jedyne jest w stanie podsumować stan kompetencji obecnych szefów resortów: "Dziadowska amatorszczyzna".

Jestem facetem grubo po trzydziestce, wiele już rządów przeżyłem i działania wielu ministrów dane mi było obserwować, jako dziennikarzowi ale i zwykłemu obywatelowi, któremu bliskie są rzeczy przyziemne, niezbędne do normalnego życia na zwykłym poziomie. Zatem dane mi było przeżyć i dziurę ministra Bauca i słynne "głupie kroki" ministra Pola i jeszcze wielu innych ministrów, którzy odchodzili w niesławie i do dziś nikomu się nie kojarzą właściwie z niczym pozytywnym. Gdy oni wszyscy odchodzili, okryci polityczną hańbą, będący kwintesencją politycznego nieudacznictwa, to myślałem, że tacy to już nam się nie przytrafią.

Doczekałem jednak rządu Donalda Tuska i swoje nadzieje musiałem boleśnie zweryfikować, zwłaszcza po przeczekaniu prawie całej kadencji. Mając nadzieję na to, że największych partaczy mamy już za sobą, przekonałem się, że tak nie jest. Najwięksi partacze rządzą dopiero teraz. Bo gdyby tak prześledzić ich nieudaczne poczynania, to aż chciałoby się zapytać, czy oni tak partaczą sami z siebie czy po prostu im ktoś tak partaczyć każe.

Bo co to za minister finansów, co produkuje tak monstrualną dziurę budżetową, że przy niej słynna dziura Bauca to zaledwie niewielka szparka? Co to za minister finansów, który w poniedziałek twierdzi, że będzie wzrost a we wtorek informuje że jednak będzie spadek? Albo co to za minister rolnictwa, który nie bardzo wie jaka stawka VAT jest nałożona na cukier? Może dla niego 5% czy 8% to prawie to samo, ale dla cen rynkowych, a więc też dla konsumentów to znacząca różnica.

Albo co to za minister spraw zagranicznych, który stan polskiej polityki zagranicznej tak wyłożył na kolana, że Rzeczpospolita Polska, naród prawie 40-stomilionowy, jest policzkowany niczym gówniarz już nawet przez państwa pokroju Litwy? A co to za minister obrony narodowej, który nie jest w stanie w ramach swoich obowiązków zapewnić bezpieczeństwa oficerom Wojska Polskiego a także najważniejszych osób w państwie, czego pokłosiem były, najpierw katastrofa CASY pod Mirosławcem a następnie TU-154 pod Smoleńskiem?

Albo co to za minister infrastruktury, który polską kolej cofnął cywilizacyjnie do jej początków, czyli gdzieś tam w okolice końca XIX wieku? Pomijam już wtopy z chaosem wynikającym ze zmiany rozkładu jazdy czy wsiadaniem przez okno, o podróżowaniu w śmierdzących toaletach na stojąco już nie wspomnę. Ale jeśli czytam, że na wielu odcinkach podróż trwa znacznie dłużej niż 70 czy 80 lat temu, to zaiste dziwię się że zrezygnowano u nas z lokomotyw parowych na rzecz elektrowozów i pytam sam siebie, kiedy jakakolwiek cywilizacja technologiczna zagości na polskiej kolei. I co to za Premier, który ich wszystkich nadal trzyma w rządzie?

Mógłbym tak wymieniać i wymieniać bo każdy z ministrów coś spartaczył, nawet jeśli to jego partactwo nie jest na tyle widoczne, by było maglowane na pierwszych stronach gazet i na jedynkach wiadomości telewizyjnych i radiowych. Więc gdyby tak podsumować to całe rządowe partactwo i nieudacznictwo, tą całą rządową dziadowską amatorszczyznę, to aż chciałoby się ryknąć, cytując klasyka: Spieprzać dziady. I mam nadzieję, że na jesień ta dziadostwo odejdzie w niepamięć, mimo że skutki ich szkodliwych działań będziemy odczuwać jeszcze przez wiele lat.

Piotr Cybulski

Udostępnij wpis

0 komentarzy do wpisu "Rząd dziadowskiej amatorszczyzny"

Prześlij komentarz