13 marca 2011

O tym jak Palikot zaprzecza sam sobie

Wczoraj w Legnicy gościł Janusz Palikot, który wizytuje Polskę, szukając poparcia wśród ludzi podobnych sobie. Ponieważ ta nasza polska ziemia różnych ludzi niestety nosi, to zdarzają się i tacy, którzy jednak na takie spotkania przychodzą. Na szczęście w Legnicy wizyta Palikota została zignorowana, więc nie mam powodów, by się wstydzić za swoje miasto.


Ponoć przygotowano salę na 500 osób (tyle się spodziewano?), przyszło może z 90 osób, w tym w większości członkowie Ruchu Poparcia. Prawdziwy majstersztyk, zrobili spotkanie sami ze sobą i sami dla siebie. Oczywiście zdarzają się takie osoby, które chodzą na takie spotkania z czystej ciekawości (sztucznie nabijają frekwencję), są i tacy którzy pojawiają się tam z dziennikarskiego obowiązku, choć akurat słowo "obowiązek" ma tutaj względne znaczenie, a nawet powiedziałbym, pejoratywne.


Na to spotkanie udał się też dziennikarz portalu lca.pl, który w skrócie opisał, co się tam działo, dzięki temu mogę się mniej więcej odnieść do tej wizyty. Odnoszę się jedynie z czystej wrażliwości logicznej, bo ja rozumiem że każdy ma jakieś tam poglądy ale akurat w Palikocie zauważam poglądy, które sobie wzajemnie przeczą. Być może w nim siedzi dwóch Palikotów, w tym jeden prosto z Polmosu?.


Czytam właśnie relację ze spotkania z Palikotem w Legnicy i relacja ta zaczyna się tak: "Janusz Palikot przyjechał do Legnicy z ziemniakami. To miał być symbol patologii i przekupstwa, jakich rządząca Wałbrzychem PO dopuszczała się podczas wyborów samorządowych".


A całą relację kończy zdanie: "Na zakończenie każdy mógł zadać byłemu posłowi pytanie. W zamian za to otrzymywał książkę z autografem." A dlaczego nie otrzymywał ziemniaków? Skoro można płacić książką za pytanie, to po co się czepiać płacenia ziemniakami za głos? Zresztą ja pamiętam jak Palikota w kampanii wspierali zasobni studenci i zamożni emeryci, wpłacający na jego konto tysiące złotych. Pieniądze wykopali sobie pewnie w polu... razem z ziemniakami.

Ale to nie jedyny moment, w którym Palikot zaprzecza sam sobie. Ponoć on osobiście uważa się za czystej krwi liberała. Liberałowie to wrogowie socjalu, dotowania czegokolwiek. Ale ten sam liberał Palikot jest za "bezpłatną antykoncepcją oraz dotowaniem zabiegów in vitro". Czyżby jednak model liberalizmu, który reprezentuje Palikot, był jakąś nieokreśloną myślą ekonomiczną, którą można dostosowywać zawsze wtedy, gdy to nam na rękę?

Oczywiście mógłbym o to Palikota zapytać osobiście, gdyby tylko chciało mi się iść na spotkanie z nim i gdyby w ogóle chciało mi się z nim gadać. Niestety, oba czynniki nie mogą zostać spełnione, bo jak tu gadać z kimś, kto sam sobie zaprzecza? A na ziemniaki i książki jeszcze mnie póki co stać.


Piotr Cybulski

Udostępnij wpis

0 komentarzy do wpisu "O tym jak Palikot zaprzecza sam sobie"

Prześlij komentarz