18 grudnia 2010

Dorn to be wild

Powiększająca się dziura budżetowa czy też totalny chaos na kolei, tudzież paręnaście jeszcze innych rzeczy ważnych, to znikomy powód dla większości dziennikarzy, by się tym zająć. Są bowiem sprawy ważniejsze od tych mniej ważnych.

Nadrzędnym celem stało się bowiem ustalenie, czy Ludwik Dorn w Sejmie był podchmielony czy nie. Zatem wszystkie ważne sprawy zostały odsunięte i mikrofony z kamerami pobiegły (czy raczej naskoczyły) na Dorna, zadając to jakże dociekliwe pytanie: Panie Pośle, czy jest pan pijany?.

Tu chciałbym jednak zaznaczyć, że w języku polskim jest różnica znaczeniowa między byciem podchmielonym a byciem pijanym a ta różnica wynosi jakieś 2 promile. Ktoś tam powiedział, że było czuć alkohol. A może to były jabłka? Zresztą, może poseł Dorn jest staroświecki i po goleniu używa wody brzozowej a ta przecież fiołkami nie pachnie, ino alkoholem jak się patrzy.

Oczywiście zachowanie posła Dorna było dziwne, ale przecież on, jako polityk, tkwiący od lat w nienormalnej polskiej postpolityce, nie może być kimś, kto zawsze będzie się zachowywał normalnie. Czy sobie golnął? A wy nie macie czasem ochoty się napić, jak widzicie to barachło w Sejmie, które się odbywa a które, nie wiedzieć czemu, zwane jest polityką?

Więc nawet jeśli sobie ileś tam przechylił, to ja mu się nie dziwię. Tym bardziej daleki jestem od sprawdzania, czy był podchmielony czy nie, bo w Polsce, która jak mawia prezydent Komorowski, jest krajem praworządnym, wyznacznikiem stanu upojenia nie jest nos czy oko, lecz alkomat. Tego niestety jeszcze brakuje na wyposażeniu sejmowych dziennikarzy, ale trzeba będzie to zmienić.

Czy Dorn źle zrobił, że coś tam łyknął? Nie. Czy źle zrobił, że w takim stanie przebywał w Sejmie, zamiast iść spać? Tak. Ale jest jeszcze jedna rzecz zła, którą uczynił Dorn, a której dziennikarze i salon mu nie wybaczą. Otóż podpisał porozumienie z PiS-em, które z byłego marszałka, który przez tyle miesięcy był politykiem "cacy" (bo już poza PiS-em), uczyniło znowu politykiem "be".

I tak to już będzie. Zająknie się, znaczy pijany. Mrugnie okiem, znaczy że nerwowy. Podniesie kabel, by przejść, znaczy się agresywny. Po prostu "Dorn to be wild"*, co można luźno przetłumaczyć, jako "Jestem Dornem aby być dzikim". A "nałaźliwi" dziennikarze? Oni się urodzili, aby być "nałaźliwymi", po prostu. Przecież z czegoś trzeba żyć.

Panie Ludwiku, Pańskie zdrowie.

Piotr Cybulski

* - parafraza tytułu wielkiego przeboju grupy Steppenwolf "Born to be wild" (Urodzony aby być dzikim)

Udostępnij wpis

0 komentarzy do wpisu "Dorn to be wild"

Prześlij komentarz