28 listopada 2010

Wałęsa z Palikotem w klapie

Przeczytałem dziś najnowszy wywiad z Lechem Wałęsą, do którego w jakimś sensie chciałbym się ustosunkować. Nie żebym przeczytał tam coś na tyle istotnego, by to rozpropagować, bo nie pamiętam, by w ciągu ostatnich 20 lat Wałęsa powiedział coś naprawdę istotnego.

Chodzi raczej o pewne niekonsekwencje, których Wałęsa trzyma się od czasów wypowiedzenia słów "jestem za a nawet przeciw". Wydaje mi się, że jaki Wałęsa by w środku nie był, to jednak powinien na zewnątrz przynajmniej sprawiać pozory tego, że to co myśli, nie zaprzecza temu, co robi i mówi.

Czytam oto bowiem analizę, czy raczej proroctwo, Mędrca Europy i dowiaduję się, że PJN (Polska Jest Najważniejsza) nic nie wnosi do obecnego życia politycznego. Jednak zaraz po tych słowach Wałęsa mówi o Ruchu Poparcia, stworzonym przez Palikota, że jest to inicjatywa, której życzy powodzenia.

Rozumiem, że żyjemy w demokratycznym kraju, w którym każdy może popierać każdego, bez żadnych konsekwencji, lecz istnieje jeszcze coś takiego, jak granice przyzwoitości, które jakby Wałęsy nie obowiązują. I to nie tylko w tym przypadku. Bowiem nie rozumiem, jak Wałęsa, taki ponoć zadeklarowany katolik, może choć w 1% życzyć powodzenia Palikotowi.

Ruch Poparcia Palikota to inicjatywa, która wcale nie ukrywa swojego antyklerykalizmu a z ust samego Palikota niejednokrotnie padały słowa lżące Kościół i hierarchów. Te ostatnie to choćby inwektywy adresowane do kardynała Nycza, który, zdaniem Palikota, się sprostytuował. Jak po takich słowach Wałęsa może życzyć powodzenia Palikotowi? Po takich słowach powinien raczej wysłać go do wszystkich diabłów.

Może nadszedł już w końcu czas, by Lech Wałęsa zadeklarował się i pokazał, czy stoi po stronie Kościoła czy po stronie jego wrogów. Nie można stać w rozkroku, bo albo się modli pod figurą, albo się diabła ma pod skórą. A Wałęsa zachowuje się trochę jak ktoś, kto diabłu chce ziemniaki obrać i Bogu ogródek skopać.

A jeśli się w końcu Wałęsa zdecyduje po której jest stronie i wyjdzie, że jednak jest mu bliżej do Ruchu Poparcia, to niech przestanie, jak ten ostatni hipokryta, występować z Matką Boską w klapie i wepnie do niej Palikota. Wtedy będzie wiadomo, że jest za Palikotem, bo będzie przeciw Bogu. To będzie pierwsze w życiu Wałęsy zachowanie logiczne i jednoznaczne.

A jeśli już będzie wiadomo, że Wałęsie z Bogiem jednak nie po drodze a Matka Boska w klapie była tylko czystym marketingiem politycznym, to i zupełnie innego znaczenia nabierze ta wzmianka w książce Zyzaka, która głosi, jakoby Wałęsa za młodu nasikał do chrzcielnicy. Tak, wtedy to by pasowało.

Piotr Cybulski

Udostępnij wpis

0 komentarzy do wpisu "Wałęsa z Palikotem w klapie"

Prześlij komentarz