4 listopada 2010

O "gołębiach" i do "gołębi"

Ostatnio, w polskiej polityce, bardzo modne stało się określenie "gołębie", kierowane w stronę tych członków PiS, których twarze nie kojarzą się z dość radykalną linią prowadzenia polityki. Wiadomo, Kaczyński, Macierewicz i Ziobro to jastrzębie, Kluzik - Rostkowska z Migalskim i Poncyljuszem to gołębie.

Polskie główne media, którym marzy się nagła eksplozja wewnątrz PiS, najlepiej zakończona całkowitym rozpadem tej formacji, zaczęły hurtem dopingować gołębie. Powstały liczne fan-cluby, kąciki miłości do gołębi oraz transparenty o treści "Gołębie wzlatujcie" czy "Gołębie wygrajcie". Zresztą front popierania gołębi znajduje się także wśród tych, którzy tej formacji powinni, w ramach choćby przyzwoitości, sprzyjać.

Taki europoseł Marek Migalski, wręcz wpisał się w ten modny nurt rąbania PiS-u siekierą krytyki i postarał się o zupełnie niepotrzebny i niczym nieuzasadniony wpis pt. "Kaczyński już abdykował". Otóż Panie Marku, oboje wiemy, że w przypadku Prezesa słowo abdykacja pojawi się dopiero w chwili jego śmierci, co mam nadzieję, nastąpi możliwie jak najpóźniej.

Wiele razy czytałem Migalskiego, często się z nim zgadzałem, wiele razy go broniłem przed radykalnymi pobratymcami, lecz od pewnego czasu uważam, że Migalski najadł się politologicznego szaleju. Mało tego, śmiem twierdzić, że to nie Kaczyński abdykował lecz abdykował zdrowy rozsądek Migalskiego. Panie Marku, Pan już przestanie rąbać w PiS, Pan już przestanie szkodzić tej formacji.

Wystarczająco wiele osób czai się już na Kaczyńskiego z bronią wszelaką (i to dosłownie), z wielką okrutną chęcią wyrządzenia mu krzywdy, by jeszcze Pan dorzucał tu swoje trzy grosze. Chce Pan dobrze dla PiS? Świetnie, zatem musi Pan chcieć też dobrze dla Kaczyńskiego. Niestety, to są byty tożsame, musimy to uszanować, nawet jeśli świerzbi nas, by widzieć na jego miejscu Ziobrę czy Kluzikową.

Mamy takie czasy, że gołębie zdobędą sympatię ale czy sympatia dziś jest nam najpotrzebniejsza? To są czasy wojny, wojny polsko - polskiej, konfliktu, którego kończyć nikomu się nie opłaca. Dlatego miejsce gołębi jest wciąż z tyłu, w oczekiwaniu na lepsze czasy, kiedy potrzebne będzie działanie w pokoju, a nie walka o swoje. Jeśli można coś jeszcze wywalczyć, to zrobią to tylko jastrzębie, nie gołębie. Chce Pan, jak w 1939, stawiać ułanów przeciwko czołgom?

Nieprzyjaciel wie, jak radzić sobie z gołębiami, wszak nasze gołębie, to przecież tylko jego podróbka. Dlatego, póki co, szanujmy swoje gołębie, lecz wspierajmy jednak jastrzębie. Zresztą, gołębie jak to gołębie, może i pokojowo nastawione, lecz co z tego, skoro jeno paskudzić potrafią? I z tym się nam kojarzą, z paskudzeniem, nie z pokojem. Zatem Gołębie, nie paskudźcie, jeszcze nie przyszedł Wasz czas.

Piotr Cybulski

Udostępnij wpis

0 komentarzy do wpisu "O "gołębiach" i do "gołębi""

Prześlij komentarz