20 października 2010

Puste frazesy nie zniszczą napięcia pełnego nienawiści



Tuż po zabójstwie w łódzkim biurze PiS zewsząd zaczęły padać oskarżenia o wzburzanie nienawiści. Do czego to doprowadzi? Do eskalacji nienawiści. Padło też mnóstwo frazesów, zupełnie pustych, które ani z niczego nie wynikają ani do niczego nie doprowadzą.

Bo łatwo jest powiedzieć: "zatrzymajmy nienawiść", łatwo jest powiedzieć: "zmieńmy język w polskiej polityce". Znaczniej trudniej tymi słowami nie przeczyć własnym zamiarom. Poza tym musimy pamiętać o jednej zasadniczej sprawie.

Jeśli polsko-polskiej nienawiści nie zakończyła tragedia smoleńska w której zginęło 96 osób, to tym bardziej nie zrobi tego tragedia łódzka z jedną ofiarą śmiertelną. Nam nie potrzeba ofiar, nam potrzeba dobrej woli, a tej wciąż brakuje po każdej ze stron.

Owszem, wyciągamy ręce, ale tylko po to, by uderzyć, zmieszać z błotem, wskazać że to "on jest winny, nie ja". To chora sytuacja oszalałego chomika, który chodzi w tym swoim kółku myśląc, że cały czas idzie do przodu, stojąc cały czas w miejscu.

Jeśli chcemy pojednania, to trzeba je zacząć budować na skrusze i na dobrej woli. Każdy z nas jest winien tej nienawiści, każdy z nas może mieć krew na rękach, póki politykę widzimy jako wskazywanie palcem, jako negowanie rzeczywistości, tylko dlatego że jest w niej ktoś, z kim się nie zgadzamy.

Poza tym zakończenie wojny nie opłaca się ani politykom ani mediom. Wręcz niemożliwym jest utrzymanie elektoratu karmiąc go merytorycznymi argumentami, łatwiej podsycając w nim cały czas antagonizm, pokazując palcem realnego wroga, którego można zwalczać, a więc nienawidzić.

I tu nie chodzi o to, że znajdzie się kozła ofiarnego i na niego zrzuci winę. Obarczenie winą Kaczyńskiego nie tylko nie rozwiąże tego węzła gordyjskiego. Wręcz przeciwnie, doleje oliwy go ognia, zaostrzając sytuację. To że Miecugow z Olejnikową zrzucą winę na Kaczyńskiego nie zmieni faktu, że oni też mają krew na rękach.

My wszyscy mamy krew na rękach, choć tak bardzo jest ona niewidoczna. Może przestańmy obserwować cudze ręce, przyjrzymy się swoim i przyjmijmy do wiadomości, że słowa też potrafią zabijać, co pokazała wczorajsza tragedia. Nawet jeśli ktoś nie czuje się winny, to sama przyzwoitość nakazuje, by winnego widzieć raczej w sobie. Nie zmienisz całego świata, lecz możesz zmienić siebie.

To powinni sobie wyryć mocno i wyraźnie na czole nasi możni, rządzący oraz będący w opozycji. Powinni pamiętać, że nikt za nich nie zakończy tego chocholego tańca nienawiści, to zrobią tylko ci, za którymi podążają tłumy. Lecz oni muszą chcieć, muszą przestać patrzeć na tę sytuację jako opłacalną, bo o ile im się ta wojna opłaca, to Polsce szkodzi coraz mocniej.

Darujcie sobie zatem, drodzy politycy i dziennikarze popularnych mediów, te puste frazesy, które nic nie zdziałają, mające tylko formę kurtuazji, za którą nie idzie dosłownie nic. Potrzeba waszej skruchy, waszych przeprosin, zaczynając od Tuska, przez Niesiołowskiego, po Kaczyńskiego, bo tutaj każdy ma swój udział, choć różnej wielkości.

Potrzeba nam publicznego wyznania win, bo nikt z nas nie jest bez winy, nikt z nas nie ma więc prawa kamienować innych.

Piotr Cybulski

Udostępnij wpis

0 komentarzy do wpisu "Puste frazesy nie zniszczą napięcia pełnego nienawiści"

Prześlij komentarz