31 sierpnia 2010

Rządowa telewizja i gwałt na pannie "S"

Wczoraj z powodu natłoku zajęć nie mogłem na bieżąco śledzić przebiegu uroczystego zjazdu Solidarności z okazji 30. rocznicy podpisania Porozumień Sierpniowych. Czas znalazłem dopiero późnym wieczorem, zatem włączyłem sobie TVN24 i czekałem na odczucia. Najpierw zaliczyłem Rozmowę Bardzo Polityczną, potem Szkło Kontaktowe.

Tak, tak, odezwą się pewnie głosy: "Toś sobie Pan wybrał stację do oglądania relacji". Ano, byłem po prostu bardzo ciekawy, jak oni to przedstawią. Już w rozmowie Jarosława Kuźniara otrzymałem zamaskowany komunikat, że te warchoły z Solidarności coś narozrabiały. Potem się okazało, że lekko wygwizdali premiera, na co obecna w studio Teresa Torańska orzekła, że Tusk zachował się jak prawdziwy mąż stanu.

Ja pomyślałem sobie, że gdyby Tusk faktycznie się zachował jak prawdziwy mąż stanu, to może wtedy akurat na sali by nie gwizdano? No, ale gdzie mi tam do Torańskiej. Zaczekałem jeszcze chwilę, przyszła godzina 22.00, czas na Szkło Kontaktowe. W studio Miecugow i Jachimek. Jak się potem miało okazać, ten pierwszy robił wczoraj za wyrocznię, naczelnego interpretatora III Rzeczpospolitej i faceta, który myśli, że jak go posadzili przed kamerą, to ma prawo osądzać wszystko i wszystkich.

Każdy osądza podług siebie, więc jego oceny były bardziej pomarszczone konstrukcyjnie od własnej twarzy i tak żywiołowe, jak jej mimika. Zaczęło się od tego, że wygwizdano premiera, bo on chciał dobrze, pięknie mówił, jednak ten warchoł Śniadek odebrał to jako prowokację. Zakończyło się gwizdami innych warchołów z Solidarności. Potem pokazano przemówienie Komorowskiego, które było jeszcze bardziej bezbarwne od niego samego, pewnie dlatego nic z niego nie zapamiętałem.

Zaraz po nim wystąpił Kaczyński, którzy przypomniał o swoim tragicznie zmarłym bracie i ideałach, które przyświecały mu przez całe życie. Potem wspomniał o prawdzie i o manipulacjach. Widocznie niektórzy dziennikarze i politycy na te dwa słowa są bardzo uczuleni, bo rozpętała się istna burza. Najbardziej się wkurzyła Henryka Krzywonos, która wyszła na podwyższenie i rzuciła się do gardła Prezesowi PiS.

To uczyniło ją wczoraj bohaterką elit. Nie mogłem się nadziwić, jak to wczoraj gloryfikowano ją, podkreślano piękną kartę opozycjonistki, jak to dzięki niej strajk przetrwał i jak to jest cudowna osoba. A wszystko to tylko dlatego, że zbluzgała Kaczyńskiego. Dziwne, że w TVN24 nie słyszałem takich słów o Annie Walentynowicz, gdy jeszcze żyła. No, ale ona nigdy nie zbluzgała Kaczyńskiego, więc może nie zasłużyła.

Potem Kaczyński wyszedł na scenę przeprosić panią Krzywonos, za to że może się źle z czymś wyraził i że nie został dobrze zrozumiany, czyli właściwie odebrany. Zachowanie kulturalne, ale dla Miecugowa był to rodzaj pewnej buńczuczności, którą on odebrał jako słowa "Pani Krzywonos, jest pani prosta więc mnie Pani nie zrozumiała". Wczoraj Miecugow musiał mieć naprawdę dobry dzień.

Na tyle poczuł się "w gazie", że aż zabrał się na analizę min i interpretację mimiki poszczególnych twarzy w czasie wystąpienia Henryki Krzywnos. O ile tym razem postanowił oszczędzić Prezesa Kaczyńskiego, bo ten zachował minę neutralną, to już nie omieszkał najechać na posłankę Szczypińską, która miała minę godną politowania i że już mogła sobie tę minę darować. Bo po to taki redaktor siedzi w tej TV, by decydować o tym, kto jaką minę w danej chwili powinien mieć.

Ja tam miałem akurat minę pełną zażenowania, mnie jednak Miecugow na szczęście nie widział, bo i  ja dostałbym po uszach. Oczywiście, gdy jest nagonka na Solidarność, to natychmiast pojawia się wątek zarobków poszczególnych działaczy. No tak się złożyło wczoraj akurat, że Miecugow na pamięć znał kwotę jaką zarabia Janusz Śniadek, jako szef Solidarności. Oni się tego na pamięć muszą uczyć? To obowiązkowy zakres wiedzy?

I jeszcze jedna scena, którą najbardziej ze wszystkich zapamiętałem, bo pokazała pewien rozdźwięk między ludźmi, którzy wczoraj zebrali się na uroczystym zjeździe Solidarności. Już nie pamiętam w którym to było momencie, w każdym razie po którymś z przemówień wszyscy wstali, zaczęli klaskać i skandować "Solidarność, Solidarność". Wszyscy, za wyjątkiem dwóch obecnych tam osób. Premiera Tuska i Prezydenta Komorowskiego.

Natychmiast przypomniała mi się wizyta Jana Pawła II w Polsce, gdy na lotnisku witał go prezydent Kwaśniewski. Na lotnisku wszyscy klęknęli,  jeden Kwaśniewski stał. Stał bo tam nie pasował, bo był niewierzącym prezydentem wierzącego państwa. Wczoraj zupełnie tak samo odebrałem tych dwóch, którzy tam po prostu nie pasowali. Może wczoraj najmądrzejszym z nich wszystkich okazał się właśnie Wałęsa, który poczuł że tam nie pasuje, więc po co miałby tam być?

Panowie z Solidarności, tej dawnej i obecnej. Źle się bawicie. Świętujecie, by młodemu pokoleniu pokazać coś, co w niczym nie przypomina tego, czym było dawniej. Panowie z TVN24, wy też źle się bawicie. Rocznice narodowe nie są po to by całować we tyłek rząd i dokopywać opozycji. Więc może na jakiś czas zawieśmy świętowanie, póki nie nauczymy się różnić w sposób piękny? Tak chcecie świętować? Na gwałcie, pluciu i kłótni?

Aż chciałoby się chwycić za gitarę i zakończyć słowami barda: " Wróciły pieśni - lecz bez złudzeń i tylko trochę chyba żal nam, ze panna "S", choć ciągle z nami, nadal nie jest tak sentymentalna.

Piotr Cybulski

Udostępnij wpis

0 komentarzy do wpisu "Rządowa telewizja i gwałt na pannie "S""

Prześlij komentarz