10 lipca 2010

Wojny zawsze zjadają swoich ojców

Polacy mogą się poszczycić mianem narodu wojowniczego, bo gdy ojczyzna wzywała, to nigdy krwi do przelania za nią nie brakowało. Niestety wojowniczość ma też swoje minusy.

Ten największy polega na tym, że jak nie mamy wroga z zewnątrz, z którym moglibyśmy walczyć, to szukamy go pośród otaczających nas osób. Pewnie na zasadzie, że każdy wróg jest nasz i na naszej krwi wyhodowany. Dlatego na naszych oczach, w szeregach PO zaczyna się wojna o wpływy i podział władzy. Partia, która dotąd mając bliżej do pornografii moralnej, promowała raczej politykę miłości, teraz bez pardonu zaczyna rzucać się sobie do gardeł.

Wiadomo, że nic tak człowieka nie psuje, jak pieniądze i władza, zwłaszcza ta absolutna, jaką udało się w Polsce zdobyć Platformie. Nie dziwi zatem to, co teraz dzieje się w szeregach PO. Np. taki rozpuszczony przez premiera Palikot, odleciał w mentalne obszary nieznane nawet największym schizofrenikom. Jego zachowanie, estetycznie zbliżone do wymiocin menela, zaczyna szkodzić środowisku, które go urodziło i wychowało. Ostatnio Palikot wydaje się też iść na wojnę z kościołem katolickim, co PO się zupełnie nie opłaca.

Do tego dochodzi jeszcze konflikt Palikota z Grzegorzem "Zniszczę Cię" Schetyną, który na chwilę został wypchnięty na margines wielkiej polityki przez odprysk "afery hazardowej", ale wrócił do niej z tarczą, czyli ze stanowiskiem Marszałka Sejmu. Z kolei były marszałek, Bronisław Komorowski, teraz już Prezydent RP, dotąd był jedynie skromnym pomagierem premiera. Teraz wsparty majestatem żyrandolu, uśmiecha się do premiera nadal słodko, za jego plecami jednak zaczyna prowadzić swoją politykę, niekoniecznie zgodną z oczekiwaniami Tuska i Schetyny.

Gowin już kolejny miesiąc siedzi w formacji, która do niego pasuje jak pięść do nosa, pewnie podśpiewuje sobie w myślach piosenkę Elektrycznych Gitar "Co ja robię tu, co ja tutaj robię", lecz trwa, bo władza nie tylko psuje ale też przyciąga i trzyma przy sobie, póki jest dzierżona. Platforma Obywatelska, jak każda formacja, której udało się władzę zdobyć, zaczyna się przekonywać o tym, że osiągnięcie szczytu, najwyższego z możliwych, łączy się z tym, iż dla coraz więcej osób zacznie tam brakować miejsca. Ale jeszcze dobitniej przekona się o tym, że będąc na szczycie, możemy być już tylko niżej.

Dlatego dobitny początek końca tej formacji zacznie się w momencie zaciśnięcia zębów Schetyny na szyi Palikota. Platforma po 3 latach zajmowania się PiS-em, teraz zajęła się sobą. To sprawia, że cały czas nie ma czasu na to, by w zająć się Narodem i Polską. Bo gdy ktoś skupia się na wojnie, to musi też wiedzieć, że ta prędzej czy później zajmie się też nim. Wojna zawsze zjada swoje dzieci, tak jak wyborcy zjadają często tych, których wybrali, a którzy nie mieli czasu skupić na ich potrzebach.

Piotr Cybulski

Udostępnij wpis

0 komentarzy do wpisu "Wojny zawsze zjadają swoich ojców"

Prześlij komentarz