1 lipca 2010

Unia Europejska robi sobie jaja. Dosłownie.

Prawodawstwo unijne już nie raz zaskakiwało i wszystko wskazuje na to, że nadal stara się to robić. Przy okazji udowadnia niedowiarkom, że szara legislacyjna rzeczywistość bywa też okrutnie śmieszna. Tylko że jakoś Nam nie do śmiechu. Ale po kolei.

Sięgając pamięcią wstecz na pewno szybko przypomnimy sobie unijne przepisy, które ze ślimaka uczyniły rybę słodkowodną, marchew uznawały za owoc oraz bezwzględnie starały się regulować zakrzywienie ogórka czy banana Były to pomysły iście rodem z Monty Pythona, ale jak najbardziej realne w legislacji i obowiązywaniu.

Za tymi pomysłami stoją oczywiście wielkie pieniądze, stąd tak mocne parcie w ich uchwalaniu. Dzięki tym zapisom, że ślimak stał się rybą słodkowodną, francuscy hodowcy ślimaków zaczęli dostawać dotacje unijne należne hodowcom ryb. Podobnie było w przypadku Portugalii, gdzie popularny jest dżem z... marchwi. Dzięki temu, że dyrektywa unijna jednym podpisem zamieniła marchew z warzywa w owoc, to marchewka mogła stać się obiektem dotacji takiej samej, jakiej podlegają inne owoce z których robi się dżem.

Nie zdziwi więc kolejny pomysł Unii Europejskiej, która chce wprowadzić nowe rozporządzenie. Według niego skończy się już kupowanie na sztuki a zacznie się kupowanie na wagę. Do lamusa odejdzie np. kupowanie 6 jaj, bo nikt tak nam nie sprzeda. Zatem w sklepie będziemy musieli przedstawić wagową równowartość 6 jaj, czyli np. 350 g jaj. Wtedy sprzedawczyni włoży tyle jaj, ile będzie trzeba, by osiągnąć ustaloną wagę.

To samo dotyczy też pakowanego pieczywa, owoców czy wędlin w plasterkach. A wszystko to w imię jedności. Unia Europejska chce, by w całej Europie klienci posługiwali się jednolitą miarą, którą będzie waga produktu a nie jego ilość. Pewnie też w trosce o rozwój intelektualny obywateli unijnych, dla których zażyczenie sobie 6 czy 12 jaj może być uwsteczniające. Bardziej pozytywnie na rozwój europejskich umysłów wpłynie dodatkowy wysiłek, który trzeba będzie włożyć, by te 6 czy 12 jaj przeliczyć na odpowiednią ilość gramów.

Być może furorę zaczną robić książki kucharskie, gdzie zamiast frazy "wbijamy 4 jaja" przeczytamy "wbijamy 200 g jaj" a może nawet ktoś zrobi fortunę na produkcji gotowych tabel z przelicznikami typu "1 jajo = 50 g". Wtedy kupując 6 jaj będziemy wiedzieć, że trzeba nam poprosić o 300 g jaj. Zatem trzeba się liczyć z tym, że jak takie prawo zostanie ustanowione, to czeka nas tyle samo ważenia, co śmiechu.

I tylko zastanawiam się nad jednym. Jeśli dojdzie do uchwalenia tego rozporządzenia, to w komunikacie oficjalnym co przeczytamy? Czy będzie to wersja "za zagłosowało 600 europosłów" czy jednak bardziej poprawna będzie wtedy wersja "za zagłosowało 51 ton eurodeputowanych", licząc średnią 85 kg na jednego europosła? Ależ będzie ubaw.

Piotr Cybulski

Udostępnij wpis

0 komentarzy do wpisu "Unia Europejska robi sobie jaja. Dosłownie."

Prześlij komentarz