24 lipca 2010

O dokarmianiu trolla

"Nie karmić trolla" - to główna zasada w postępowaniu z tzw. dzieci Neostrady, które to specjalizują się w masowym zaśmiecaniu internetu, licząc na zainteresowanie innych, nie licząc się za to z masowym potępieniem. Bo głównym motorem ich działania jest właśnie zainteresowanie. Im ono większe, tym większe ich zaangażowanie w tym śmieceniu.

Podobnie rzecz się ma z niektórymi politykami, którzy zamiast skupić się na pracy parlamentarnej, do której zostali powołani i za którą otrzymują publiczne pieniądze, to zamarzyli sobie, że zostaną poczytnymi blogerami i showmanami. Dzięki poparciu Onet.pl oraz innych medialnych koncernów mają zapewnioną reklamę swoich wypocin, jak głupie by one nie były i już machina trollowania się kręci.

Prawie każdy tutaj ma jakiś zysk. Dziennikarze owych mediów mają łatwy temat do publikacji, tani ogień do rozdmuchiwania. Ów polityk nakręca sobie równie tanią popularność, stając się symbolem niby prawdy, choć de facto po czubek głowy brodzącym w chamstwie. Duża część obywateli, którzy już mają chleb, dostają teraz igrzyska. Traci na tym procederze tylko przestrzeń medialna, którą zalewa to szambo, sprawiając że coraz mniej czasu i miejsca na pożyteczne rzeczy.

O ile wparcie Onetu to prywatna sprawa portalu a liczne komentarze pod jego wypocinami to odbicie tamtejszego poziomu, to nie znaczy, że ów polityk i bloger, wszędzie musi wywoływać zainteresowanie i inicjować komentarze, zwłaszcza niepochlebne. Bo dla niego to jest tylko ważne, że te komentarze w ogóle są, że jest oburzenie a może nawet i konsternacja. To oznacza Nasze zainteresowanie nim i w ten sposób troll może poczuć się po raz kolejny nakarmiony.

Gdzie się nie pojawi, tam wywołuje zaciekawienie lub oburzenie. I zaciera ręce, bo każdy wszędzie kupuje jego obecność. Tak, on zostaje kupiony, bo wywołuje zainteresowanie. Troll karmi się komentarzami, bez względu na ich wydźwięk. A przecież z trollami się nie rozmawia, bo ktoś przechodząc obok, może nie zobaczyć różnicy między Tobą a trollem.

Drodzy koledzy dziennikarze, politycy, blogerzy, użytkownicy internetu i uczestnicy przestrzeni publicznej. Może wystarczy już tego dokarmiania trolla? Może po prostu umówmy się, że trolla nie ma i nigdy nie było. Niech troll zauważy, że ma coraz mniej jedzenia i że coraz więcej takich miejsc, gdzie nie zostanie nakarmiony. Niech zostanie na Onecie i tam śmieci, niech go tam dokarmiają, pieszczą i hołubią, mając z niego jakiś pożytek.

Sam kilka razy ustosunkowałem się do idiotyzmów trolla, myśląc że nie mogę milczeć. Ale dziś już wiem na pewno, że nie tylko niczego nie uzyskałem, ale wręcz zaszkodziłem sobie i sobie podobnym. Bo nakarmiłem trolla, zwiększyłem krytyką jego popularność, teraz troll zajmuje 5 z 10 głównych wiadomości na portalach. Tak wykarmiliśmy trolla, że zyskał ogromną siłę.

Nie możemy więcej go wzmacniać. Czas zafundować mu posuchę, dietę odchudzającą, zabieg osłabiający. Im on będzie słabszy, tym będzie zdrowiej i smaczniej. Dość rozlanego szamba i panoszącego się wszędzie rozwydrzonego trolla, który jest wiecznie głodny i wciąż mu mało. Od dziś przestrzegajmy złotej zasady: NIE KARMIĆ TROLLA. Wtedy będzie się żyło lepiej. Nam, nie jemu.

Piotr Cybulski

Udostępnij wpis

0 komentarzy do wpisu "O dokarmianiu trolla"

Prześlij komentarz