7 lipca 2010

Nieustanne chłostanie "murzyna", czyli syzyfowe prace

Dawniej władza potrzebowała służb i całych szwadronów uzbrojonych w pałki sługusów, by rozprawiać się z opozycją, a zwłaszcza z jej liderami. Była to metoda kosztowna, okazało się też, że na dłuższą metę mało skuteczna.

W miarę postępu cywilizacyjnego potrzeba istnienia służb wcale nie zniknęła, ale technika dała władzy dodatkowe narzędzia do zwalczania opozycji. Wystarczy, że władza ma swoje media i kogoś kim mogłyby się one posłużyć. Ta osoba wypuszcza pocisk a media nadają mu rozpędu i powiększają siłę rażenia.

Takim człowiekiem do zadań specjalnych w rękach władzy oraz ich mediów jest Janusz Palikot, człowiek dla władzy niezbędny i polityk dla Polski zupełnie bezużyteczny. Miał szansę, by przydatność swą dla Polski udowodnić, np. w postaci Komisji Przyjazne Państwo.

Każdą z tych szans jednak zaprzepaścił, bo błazenadę bardziej ukochał od konstruktywnej pracy dla narodu, którego jest parlamentarnym reprezentantem. Tak zawsze kończy się służba jednemu Panu i jakiemuś partyjnemu interesowi a nie służba Polsce jako całości społeczeństwa.

Janusz Palikot wiernie trwał przy swoim Panu, służył mu oddanie ale jednocześnie służbą tą wzmacniał swoją pozycję. Dziś, gdy nie ma już sp. Lecha Kaczyńskiego, którego z uporem maniaka obrażał i opluwał, gdy PO ma już pełnię władzy, ma urząd premiera, prezydenta i większość w Sejmie, Janusz Palikot zaczyna pomału czuć się zbędny.

W całej tej patologicznej symbiozie zadziwiające jest to, że tyle razy chciano ukarać Palikota a nigdy nie udało się tego dokonać. Były tylko szumne zapowiedzi ukarania, z których zupełnie nic nie wynikało, pomijając kary pozorowane, np. pozbawienie szefostwa KPP. Czy naprawdę aż tak głęboko w kieszeni ma całą wierchuszkę Platformy, że jest człowiekiem nie do ruszenia?

Jego poczynania już dawno przestano traktować jako chamskie, jako przekroczenie dobrego smaku i wychowania. Jego wypowiedzi już dawno przestały mieścić się w polskiej polityce, nawet tej najbardziej schamiałej a zaczęły funkcjonować w jakimś niebywałym dresiarskim folklorze, który wszedł do przestrzeni publicznej niepostrzeżenie, jak smród obornika potrafi wniknąć do wnętrza przez najmniejsza choćby szczelinę.

Może i powinna cieszyć kolejna próba ukarania Palikota, zainicjowana przez europosła PO Filipa Kaczmarka, który na swoim blogu powiedział Palikotowi "DOŚĆ!". Ogłosił wszem i wobec, że "miara się przebrała. Głupoty, które opowiada poseł Palikot, są nie do przyjęcia. Szkodzą Platformie i niszczą życie publiczne w Polsce. Jutro zamierzam złożyć do Krajowego Sądu Koleżeńskiego wniosek o wykluczenie Janusza Palikota z szeregów PO"

Panie Filipie, gratuluję postawy i odwagi, bo napisać takie słowa wobec tak prominentnej osoby w Pana partii, to naprawdę nie lada wyczyn i jakby podpisanie na siebie wyroku. Jednak dobrze wiemy, że obecność Palikota w Platformie to jak scena z Misia, gdy w szatni nie ma płaszcza a szatniarz mówi klientowi: Nie mamy Pańskiego płaszcza i co Nam pan zrobi"? Nic. Pan też nic nie zdziała.

Jednak w imię uczciwości i sprawiedliwości, skoro piszemy o głupotach nie do przyjęcia, skoro mówimy już o szkodzeniu Polsce i Pańskiej formacji, to przy składaniu wniosków o wykluczenie Palikota, proszę tam też dopisać Kutza i Niesiołowskiego. Skoro już mamy chamstwo palcem wskazywać, róbmy to z sercem a nie na pół gwizdka.

Bo wyrzucanie Palikota to praca daremna, póki partyjne drzewo będzie tej palikotowej huby potrzebowało, to będzie ją żywiło. Gdy stanie się zbędna, po prostu się jej pozbędzie. Tak zawsze kończą "niewolnicy" i "wyrobnicy". "Murzyn", gdy zrobi swoje, może odejść. Ale ten "murzyn" jest jeszcze potrzebny, bo jedno to władzę zdobyć, drugie to władzę utrzymać. I właśnie to będzie teraz robił. I co mu Państwo zrobicie? Nic, zupełnie jak w tej szatni w "Misiu".

Piotr Cybulski

Udostępnij wpis

0 komentarzy do wpisu "Nieustanne chłostanie "murzyna", czyli syzyfowe prace"

Prześlij komentarz