12 czerwca 2010

Kampania pełna niejasności, czyli Migalski jadący na Kutzyku

Dobrze, że zaczął się Mundial, to będę miał się czym konstruktywnie gorączkować, bo gorączkowanie się obecną kampanią wyborczą nie wpływa na mnie zbyt pozytywnie. Po prostu czuję zdezorientowany.

Tak tak, jakże łatwo się pogubić w tej całej plątaninie działań kampanijnych. Oto np. wczoraj w tej jakże PiSowskiej ponoć telewizji publicznej poleciał kabarecik Olgi Lipińskiej, który ani trochę nie był PiSowski, skupił się np. na skompromitowaniu PiSowskiego Janka Pospieszalskiego i ogólnie dla wielu widzów był żenujący.

I jak tu się nie pogubić? W takim przypadku albo telewizja publiczna nie jest PiSowska albo Janek Pospieszalski nie jest PiSowski, bo inaczej taki kabarecik nie miałby szans na emisję. No i już czuję się niczym to dziecię we mgle, bo coś tu nie gra (czyt. coś tu jednak nie jest PiSowskie).

Albo inny przykład. Janusz Palikot dwoi się i troi, błaznuje i pajacuje, znaczy się - pomaga. Pomagając w taki sposób swojemu przyjacielowi Komorowskiemu jak najbardziej mu szkodzi, zupełnie jawnie wspiera Jarosława Kaczyńskiego, którego ponoć nienawidzi i dmucha mu słupki poparcia.

No zaraz, jaki to przyjaciel Komorowskiego, który mu szkodzi? Co to za przeciwnik Kaczyńskiego, co to zwiększa swymi błazeństwami jego popularność? I już kolejna zagwozdka; po której stronie stoi Palikot? Może on jest jednak w głębi gdzieś PiSowski?

I jak tu nie zgłupieć, gdy w tej kampanii mamy coraz mniej "oczywistych oczywistości" i z daleka niby krowa a jak podejdzie, patrzysz... koń. I jak tu wybrać, skoro gdzie nie spojrzysz, tam jakaś polityczna fatamorgana?

Cieszy mnie jednak, że PiS poszło bardzo mocno po rozum do głowy i zrozumiało, że wygrać można tylko wtedy, gdy nie skupi się jedynie na pielęgnowaniu obecnego stanu posiadania. Dotąd ograniczali się jedynie do przekonywania i tak już przekonanych, czyli podlewali mokrą ziemię, siali po zasianej ziemi, wykonywali jałową robotę.

Dzisiejszy wywiad Roberta Mazurka z Pawłem Poncyljuszem przekonuje mnie o tym, że Prawo i Sprawiedliwość pragnie uruchomić potencjał też wśród tych, co nie czują się przekonani do Jarosława Kaczyńskiego a może nawet się sprzeciwiają jego kandydaturze. Przecież o to chodzi, by to ich przekonywać, oczywiście o ile ich sprzeciw ma merytoryczne podstawy a nie wynika ze zwykłego widzimisię.

Ach, na koniec moje szczere gratulacje dla Marka Migalskiego. Ostatnio u Rymanowskiego zrobił Pan z Kutza małego, nieporadnego i ograniczonego małego Kazia, co zabrnął w politykierstwo zbyt mocno i sobie tu nie radzi. Zresztą udowodnił on, że jak tylko zacząć z nimi rozmawiać na argumenty, to pod nogami natychmiast tracą grunt.

Słusznie, z koniem się nie wolno kopać, koniowi się zakłada siodło i się go ujeżdża. Tak jak ujeździł Pan ostatnio tego kucyka... przepraszam, Kutzyka.

Piotr Cybulski

Udostępnij wpis

0 komentarzy do wpisu "Kampania pełna niejasności, czyli Migalski jadący na Kutzyku"

Prześlij komentarz