7 maja 2010

Wojny polsko-tuskiej ciąg dalszy

Coraz bardziej jestem pod wrażeniem pani profesor Jadwigi Staniszkis. Ostatnio stała się bardzo aktywna pod względem publicznych wypowiedzi. Ich ton i merytoryczna treść sugerują jednoznacznie, że prof Staniszkis doszła do wniosku, iż już czas powiedzieć pewną niewygodną dla wielu prawdę i że czas zacząć nazywać rzeczy po imieniu.

To bardzo znaczące, że ktoś z głośnym nazwiskiem, postanowił obrać kurs idący pod prąd, naznaczony niepokornym oddźwiękiem, tonem krzyżującym szyki salonowi. Z tezami Jadwigi Staniszkis nie można się nie zgodzić, a myślę że przy odrobinie głębszego wejścia w temat, wiele z nich można by też nawet zradykalizować.

Profesor Staniszkis mówi np. wprost o tym, że w Polsce media przeżywają swój zmierzch i jest w tym wiele smutnej prawdy. Najważniejsze dzienniki stały się bardzo hermetyczne, zamiast polityki informacyjnej zaczęły uprawiać politykę opiniotwórczą, stąd wiele amatorskich a więc i subiektywnych opinii, a mało informacji rzetelnych na których bazie czytelnik sam mógłby zbudować własną opinię.

Zgadzam się też z prof Staniszkis w kwestii zarzutu o całą serię prowokacji, które mają zmusić Jarosława Kaczyńskiego do reakcji. Atak na Jana Pospieszalskiego, chamska piosenka duetu Wojewódzki - Figurski, zaczepki Niesiołowskiego, który zapowiedział zmiecenie Kaczyńskiego w tych wyborach, czy prymitywne wrzutki pseudo-profesora Bartoszewskiego.

Przeciwnicy PiS znów zaczęli grać tą bronią, która dotychczas okazywała się skuteczna, czyli grają na zarzuty i hasła, grają na polaryzację społeczeństwa czyli jego podział, w imię zasady "dziel i rządź", ale także grają kartą strachu, np. strachu przed złym i żądnym władzy Kaczorem czy nie daj Boże strachem przed powrotem IV RP. To są stare wypróbowane zagrywki, które pragną wprzęgnąć na siłę do kampanii przeciwnicy Jarosława Kaczyńskiego.

Zgadzam się też z tym, że Polacy zawiedli się mimo wszystko na Platformie Obywatelskiej. Gdzieś tam w umysłach Polaków coraz mocniej iskrzy myśl, że Polska wcale nie idzie w dobrym kierunku, że wszystko to jest tylko dobrze opakowanym bublem. Marketing ma swoje granice, co udowodnił czas tuż po katastrofie, gdzie została obnażona bezradność rządów Platformy Obywatelskiej i ich impotencja w dziedzinie wszelkich konstruktywnych działań.

Dotychczas wystarczyły szumne zapowiedzi, pięknie ułożone mowy zapowiadające zmiany, ulepszenia, potem jeszcze lepiej ułożone mowy o tym, że nie można było zrobić tego i tamtego, bo przeszkadzał Prezydent. Wystarczyły też piękne zielone mapki, które robiły z Polski kraj mlekiem i miodem płynącym, co sprawiło że nikt nawet nie przejął się horrendalnie wielkim deficytem budżetowym. Cóż, w Grecji też się tym nie przejmowano swego czasu.

Nagle kołderka marketingu się skończyła, bo społeczeństwo całkiem poważnie powiedziało "sprawdzam" i zażądało konkretów. Okazało się wtedy, że "król jest nagi", całkowicie podporządkowany Putinowi, zachowujący się tak, jakby pod Smoleńskiem rozbił się autobus z menelami a nie samolot z najważniejszymi osobami w państwie. Jeśli z Rosji przyleciało 96 trumien z ofiarami katastrofy, to dziś mamy do czynienia z trumną nr 97, w której leży cała buńczuczność Platformy, obrócona w perzynę, z kołkiem bezradności w plecach.

I ostatnia konkluzja, która urodziła się w mojej głowie a którą też potwierdziła poniekąd prof. Staniszkis, o tym co jest najpodlejsze w Polsce podczas takich momentów jak kampania. Mianowicie, że próbuje się rozpętać szał kampanii, który de facto uderzy w Polskę, jako kraj i zbiorowisko milionów jednostek. To jest zachowanie paranoiczne i ukierunkowane na osiągnięcie celu, bez względu na ofiary.

Tak, powiedzmy sobie otwarcie, to Platforma Obywatelska gra trupami, bo po trupach usiłuje dojść do celu, znów budząc demony podziału i wszelkie możliwe antagonizmy narodowe, czyli kontynuację wojny polsko-tuskiej. Lecz tym razem ten numer może nie przejść, drodzy Panowie. Stąd może Komorowski zebrał nieco ponad 700 tysięcy głosów, a Kaczyński o milion więcej. I jeśli cokolwiek jeszcze po trupach Platforma osiągnie, to będzie to trup jej popularności sprzed paru jeszcze miesięcy.

Zyska ten, kto wybory zrozumie jako walkę poszczególnych kandydatów, przegra ten, kto kampanię zamieni w krwawą walkę elektoratów. Bo wierzę że większa grupa Polaków wie, iż tragedia pod Smoleńskiem utoczyła z nas wystarczająco wiele polskiej krwi, by jeszcze jakieś polityczne pijawki miały nas bez potrzeby wykrwawiać.

Piotr Cybulski

Udostępnij wpis

0 komentarzy do wpisu "Wojny polsko-tuskiej ciąg dalszy"

Prześlij komentarz