27 maja 2010

Solidarność znów tworzy się na naszych oczach

Coraz mocniej czuję, że dane mi jest żyć w przełomowych czasach. To jest to samo uczucie, które płonęło w ludziach, na których oczach tworzyła się Solidarność; ta pierwsza, spontaniczna i szczera. Owszem, jej głównym bodźcem były aspekty gospodarcze, ale nie ukrywajmy, że i polityka miała tu swoje wielkie znaczenie.

Nie wszyscy bowiem Polacy chcieli żyć w państwie wasalnym, oddanym całkowicie pod nadzór i opiekę ZSRR. Jeszcze więcej Polaków nie chciało być oszukiwanym przez władze, okłamywanym, manipulowanym, terroryzowanym. W końcu znaleźli się tacy, którzy tych właśnie Polaków zjednoczyli, zebrali w całość, skumulowali całą ich energię i tak po wielu latach udało się im zwyciężyć.

Trzeba otwarcie przyznać, że to było pyrrusowe zwycięstwo, bo komuniści oddali władzę ale zachowali majątki, pokaźne fortuny i uwłaszczone dobra. Na początku transformacji, kto miał pieniądze, ten miał władzę, czyli nijako komuniści wcale władzy nie oddali. Mało tego, oni mają ją do dziś. Bo dziś już wcale nie trzeba kordonów ZOMO i licznych zastępów kapusiów z SB. Teraz wystarczy posłużyć się ciosem finansowym. Oni wielokrotnie pomnożyli te fortuny, dziś mają więc ogromną siłę rażenia.

Po powstaniu Solidarnych 2010, kiedyś jej autorów na pewno zamknięto by w więzieniu, za podkopywanie fundamentów ustroju oraz szerzenie nieprawdziwych informacji wobec sojusznika Polski czyli ZSRR. Niewykluczone też, że autorzy filmu, po jakimś tam czasie, zniknęli by bezpowrotnie i słuch po nich by zaginął. Pewnie spoczęli by w jakiejś rzece, z kamieniami przywiązanymi do nóg i może by z niej wypłynęli lub nie.

Dziś jednak cywilizacja nastała w naszym kraju i zamykać do więzienia nie wypada, a i pozbyć się kogoś nie jest tak łatwo. Są jednak inne sposoby nacisku, karania niewygodnych i niepokornych, prześladowania tych, którzy nie są z władzą. Takiego Pospieszalskiego można obśmiać na wszelkie sposoby w swoich rządowych, choć komercyjnych mediach.

Można zrobić z niego obciachowca, ksenofoba, jednostronnego dziennikarzynę, jak z każdego, kto swoją rękę ośmiela się podnieść na władzę. Taką Stankiewicz można pozbawić dystrybutora, by kobita nie zarabiała, nie miała za co żyć, poczuła się niechciana i sama strzeliła sobie w łeb. Dziś wystarczy jeden telefon jednej właściwej osoby do drugiej właściwej osoby. Nagle tracisz dystrybutora, pracę, zleceniodawców. Finansowy totalitaryzm, pełen "niewidocznych" represji, ubrany w fatałaszki demokracji, jak jakiś ostatni ustrojowy transwestyta.

Więc widzę, że żyję w przełomowych i wyjątkowych czasach, gdzie na moich oczach tworzy się kolejna "Solidarność", tym razem solidarność "Solidarnych 2010", ludzi którzy nie chcą być okłamywani, manipulowani, którzy mówią władzy "NIE" i którzy przeszli właśnie do prawdziwej opozycji wobec władzy. Kto wie, może nawet przeszli do podziemia, do drugiego obiegu, bo w pierwszym nie ma dla nich miejsca, tak samo jak nie ma miejsca dla prawdy.

Jeśli zatem ktoś jest w wieku moim, może nieco młodszy, niech nie rozpacza, że nie pamięta tamtej "Solidarności, tamtego zrywu i tamtych czasów. Niech pomyśli, że oto dziś jest świadkiem czegoś bardzo podobnego i że musi tę okazję wykorzystać, też musi w ramach realizacji dziejowej szansy stać się Solidarnym 2010, członkiem nowego narodowego zrywu. To jest ten moment, o którym będziemy niegdyś opowiadać naszym dzieciom i naszym wnukom, bo mam nadzieję, że przynajmniej "Solidarnym 2010" uda się to, czego nie udało się tamtej Solidarności.

Może to im w końcu uda się obciąć wszystkie łby tej czerwonej hydrze, która głowy umoczyła w różnych firmach, partiach i mediach, z niej ciągnąc cały czas życiodajne soki, utrzymujące ją przy tym parszywym i niezasłużonym życiu.

Dokonajmy tego razem, bądźmy Solidarni 2010

Piotr Cybulski

Udostępnij wpis

0 komentarzy do wpisu "Solidarność znów tworzy się na naszych oczach"

Prześlij komentarz