18 maja 2010

Olbrychski posiekał mnie szablą... bezradności



Wczoraj wieczorem, w wolnej chwili, podczas tradycyjnego biegania po kanałach telewizyjnych, zatrzymałem się na chwilę na TVN24. Ostatnio, ze względu na kampanię prezydencką, staram się unikać tego kanału, jako że przez jedną ze stron w tej kampanii, telewizja ta została zaliczona do "przyjaciół".

Ale akurat trwała "Rozmowa Rymanowskiego" i prowadzący witał w studio dwóch aktorów, Daniela Olbrychskiego oraz Jerzego Zelnika. Obaj aktorzy są z dwóch skrajnych komitetów poparcia. Dałem sobie parę minut na to, by wysłuchać argumentów z obu stron, choć nie ukrywam, że z góry wiedziałem, co powiedzą a czego nie powiedzą.

Zaczął Olbrychski, który jest aktorem, czyli przywykł do mówienia wcześniej napisanych tekstów. Być może mówił od siebie, ale to co mówił, z taką mocą ocierało się o bzdurę, że to zdecydowania musiał być tekst wyuczony, wcześniej przez kogoś napisany, bo nie chcę wierzyć, że tak znany aktor sam taką bzdurę wymyślił. Dowiedziałem się bowiem m. in. z jego ust, jak to Polska się rozwinęła przez ostatnie lata (dzięki rządom PO) i w ogóle jest bardzo teraz szanowana i on to wie, bo dużo po świecie jeździ.

Być może ja i Daniel Olbrychski żyjemy w dwóch różnych światach. On w świecie sztucznych dekoracji, wirtualnych scenerii, z góry narzuconych tekstów z niewielkim marginesem własnych interpretacji. Scenariusze są codziennie inne, kręci filmy ciągle nowe, czasem skrajnie różne, być może się pogubił w tym ciągłym przemieszczaniu się miedzy tematyką historyczną a tematyką futurystyczną.

Ja może żyję bardziej przyziemnie, nie podróżuję tyle co Olbrychski, nie jestem tak znany i rozpoznawalny ale dzięki temu żyję w poczuciu nieco mniejszego oderwania od rzeczywistości niż Daniel Olbrychski i pamiętam, że parę dni temu wyczytałem o tym, że ponad połowa Polków żyje na skraju ubóstwa. Być może brzmi to smutno, ale prawdziwie. Jednak takich rzeczy w swoich dialogach Olbrychski nie znajdzie, bo jemu przecież żyje się dobrze.

Innym członkom honorowego komitetu poparcia Bronisława Komorowskiego też być może żyje się lepiej, więc oni tego nie wiedzą, bo może nie chcą w to wierzyć, bo może co ich to obchodzi? Im żyje się dobrze, więc prawda obowiązująca musi być taka, że dobrze żyje się wszystkim, jak ktoś uważa inaczej to albo nieudacznik albo leń albo wichrzyciel albo zwykły PiSior i atakuje rząd.

Do takiej właśnie konkluzji doszedłem po wysłuchaniu zaledwie paru minut dywagacji Daniela Olbrychskiego, którego po 4 minutach wyłączyłem jednak, bo jego bezsilność i całkowity brak jakiegokolwiek sensownego argumentu wzbudziły we mnie tylko litość.

A litość to zbyt mało, by wzbudzić moje zainteresowanie i zyskać moje poparcie. Stawiam tylko na argumenty, a tych PO tamtej stronie kampanii zupełnie brak. A Olbrychski, niegdyś odwiedził Zachętę z szablą i  posiekał nią wystawione tam zdjęcia a wczoraj odwiedził studio TVN24,  gdzie posiekał mnie... bezradnością.

Piotr Cybulski

Udostępnij wpis

0 komentarzy do wpisu "Olbrychski posiekał mnie szablą... bezradności"

Prześlij komentarz