30 maja 2010

Jarosławie, chcesz pokoju? Gotuj się do wojny

Wczoraj w Zakopanem, podczas swojej konwencji wyborczej, Jarosław Kaczyński wypowiedział słowa ważne. Niby dla wielu nie było to nic odkrywczego, ale po raz pierwszy polityk tej rangi, nie tylko przyznał publicznie i wprost, że wojna polsko-polska musi się w końcu zakończyć, ale orzekł że taka wojna w ogóle trwa. Ja opisywałem to wielokrotnie pod pojęciem "wojny polsko - tuskiej".

Dotychczasowe relacje między różnymi frakcjami politycznymi w kraju były traktowane jako walka polityczna i tak nazywane, jednak od paru lat ma już charakter wojny, wykraczającej daleko poza politykę. O ile kiedyś była to walka między lewicą, prawicą, centroprawicą, centrolewicą oraz skrajną prawicą i skrajną lewicą, to teraz mamy już tylko dwa fronty. Front zwalczający Kaczyńskiego i front popierający Kaczyńskiego.

Musicie Państwo przyznać, że tak postawiony model prowadzenia polityki świadczy o tym, iż polityka w Polsce uległa skarleniu, zacofaniu, poddana została prymitywnemu regresowi i ulepiono ją na kształt podwórkowej bandytki. Polityka przestała służyć budowaniu, zaczęła być narzędziem zwalczania. To taka nowożytna forma totalitaryzmu, ubranego w niewinne fatałaszki.

Tym mocniej warto cieszyć się z tego, że ktoś w końcu tej brzydkiej politycznej zabawie powiedział "basta", że tak być dalej nie może, że albo robimy coś dobrego dla tego naszego podwórka albo dalej będziemy strzelać do siebie z procy. Owe słowa Jarosława Kaczyńskiego (wierzę że podszyte intencją normalizacji polityki), jednak nie zostały podchwycone i obawiam się, że już zdążyły zamienić się w groch rzucany o ścianę.

Bo do zakończenia wojny potrzebna jest dobra wola wszystkich walczących stron albo tak wielka przewaga jednej z nich, że ta druga, chcąc czy nie, skapituluje. Niestety, w obecnej sytuacji mamy do czynienia z dwoma silnymi armiami, które cały czas czują się mocne, obie armie czują że mogą wygrać i jeśli jedna z nich chce pokoju, to druga węszy w tym podstęp. Teraz wybór zależy od Narodu, bo albo wybierze słowa pokoju albo słowa wojny.

Obawiam się, że może wybrać wojnę, bo pokój naprawdę nie jest nikomu na rękę. O czym będzie pisać Wyborcza, o czym będzie mówić Zetka, co będzie relacjonować TVN24, jak nie tę wojnę polsko-polską, którą specjalnie będą podsycać, by tylko mieć pożywkę. Wojna zawsze jest na rękę handlarzom broni, bo zbijają na niej fortunę. Tak samo wewnątrznarodowa wojna jest na rękę tym mediom, które zbijają na niej kapitał, podsycając nienawiść, agresję i wskazując wroga, którego należy niszczyć.

Przypominam sobie pewne analogie z Niemiec, z okresu przedwojennego i dochodzę do przerażającej konstatacji, że w pewnych dziedzinach świat nie tylko nie zaniechał pozornie potępianych zachowań, ale wręcz je udoskonalił. Dzisiejsza nagonka na Kaczyńskiego w niczym nie różni się od tej na Żydów, z okresu przedwojennego. Czyż oni wtedy też nie byli za wszystko obawiniani? Historia wciąż zatacza koło, zakamuflowana hipokryzją i strefą wpływów.

Dobrze życzę Jarosławowi Kaczyńskiemu, dziękuję mu za te wczorajsze słowa, doceniam jego apel o zakończenie wojny polsko - polskiej ale w ramach puenty chciałbym mu przypomnieć niezwykle mądre słowa, przypisywane Wegecjuszowi: "Si vis pacem parabellum". Jarosławie, chcesz pokoju? Gotuj się do wojny". Bo ta wojna polsko - polska nie tylko się teraz nie skończy, ale właśnie zaczyna się jej finałowa bitwa.

Piotr Cybulski

Udostępnij wpis

0 komentarzy do wpisu "Jarosławie, chcesz pokoju? Gotuj się do wojny"

Prześlij komentarz