28 kwietnia 2010

Solidarni 2010 vs. Zmichnikowani 2010

Kampania wyborcza trwa już na dobre. Towarzyszy jej jednocześnie parę paradoksów. Jeden z nich dotyczy osób z pierwszych stron gazet, które w każdej wypowiedzi artykułują obawę, iż w kampanii Prawa i Sprawiedliwości będzie wykorzystana tragedia smoleńska. Ostatnio takie obawy z uporem maniaka wyraża Grzegorz Napieralski, że aż Tomasz Lis zacmokał z zachwytu nad kunsztem tejże refleksji.

Niestety, z logicznego punktu widzenia, gdyby się dobrze wsłuchać i przeanalizować wypowiedzi polityków i dziennikarzy ze wszystkich stron, to akurat w przypadku polityków PiS frazy "tragedia smoleńska" padają najrzadziej. Wychodzi więc na to, że najbardziej tragedią smoleńską grają ci, którzy obawiają się grania tragedią smoleńską. Tworzą sztuczną rzeczywistość, nieistniejącego wroga, tak jak Michnik musiał stworzyć mit Polaka - antysemity, żeby mieć kogo zwalczać i kogo wskazywać jako domniemanego wroga Polski.

Jest też drugi paradoks, dotyczący tym razem dziennikarzy najbardziej znanych, którzy wzajemnie kopią się w podbrzusza. Np. w swoim ostatnim tekście ("Wasz plan nie wypali") Kolenda - Zalewska jedzie sobie po Ziemkiewiczu i Pospieszalskim, wypisując taki niezrozumiały dla mnie bełkot, że gdybym był lekarzem, natychmiast wypisałbym skierowanie na badania do neurologa. No i do tego jeszcze to, w czym dziennikarze antyPiSowscy są niedościgłymi mistrzami, czyli w pierwszym zdaniu postawienie twardej i z założenia niepodważalnej tezy podziału, po czym obarczenie tym podziałem oponentów.

Sam tytuł determinuje myśl, że skoro jest "Wasz", to musi być i "Nasz". Jak ujawnili się Solidarni 2010, to trzeba pokazać, że rzesze Zmichnikowanych 2010 są jeszcze większe Tak właśnie będzie tak kampania wyglądać. Będzie to brudna kampania, w którą już zostali zaangażowani najlepsi dziennikarze i politycy z ramienia michnikowszczyzny. Ci drudzy mają kopać oponentów po kostkach, ci pierwsi mają ludziom wmawiać, że to tamci kopią, a przynajmniej że to oni zaczęli. Czyli nihil novi, będzie tak jak było, wszystkie ręce na pokład, byle Kaczor nie wygrał.

No i jeszcze cudowna publikacja Dziennika ("To aktor łkał w filmie Pospieszalskiego"), który odkrył, że jeden z wypowiadających się w filmie "Solidarni 2010" był aktorem. Bo aktor nie może przyjść pod Pałac, nie może zapalić znicza, nie może mieć uczuć i emocji? On musi mieć napisany tekst, więc pewnie Pospieszalski na kolanie mu napisał, co ma mówić a ten wykuł rolę i powiedział co miał powiedzieć. Teraz pewnie dziennik jeszcze będzie ustalał, czy ten aktor zrobił to za friko w ramach tragedii, czy też wziął za to jakąś gażę.

Zaraz zaraz, tak sobie przypomniałem, że w czasie żałoby narodowej, w żałobnym programie TVN24 u Miecugowa też się wypowiadali aktorzy, np. Piotr Machalica i Artur Barciś. Hmmm, ciekawe że tutaj nikt nie sprawdził, czy oni mówili co myśleli, czy też tekst napisał im Michnik, na spółę z Olejnikową, na kolanie Kolendy - Zalewskiej.

Piotr Cybulski

Udostępnij wpis

0 komentarzy do wpisu "Solidarni 2010 vs. Zmichnikowani 2010"

Prześlij komentarz