28 kwietnia 2010

Rzecz o Solidarnych 2010. Bronię Janka Pospieszalskiego

Zauważyłem, że ostatnio Janek Pospieszalski jest drugim, po Jarosławie Kaczyńskim, ulubieńcem przeciwników wszystkiego, co choć trochę związane z PiS-em, a nie od dziś wiadomo, że kto na PiS nie pluje, ten z PiS-em.

Stało się to za sprawą filmu "Solidarni 2010", w którym autorzy filmu, wspomniany już Jan Pospieszalski oraz Ewa Stankiewicz, przedstawili relację pełną emocji w czasie żałoby narodowej, rozmawiając z ludźmi, którzy gromadnie stawili się przed Pałacem, by oddać ostatni hołd parze prezydenckiej.

Naturalne było, że stawili się tam ci Polacy, którzy popierali Kaczyńskiego, którzy nie mieli go za chama i kartofla, którzy autentycznie rozpaczali po tej tragedii oraz ci, którzy oddając hołd tragicznie zmarłej parze prezydenckiej, oddawali hołd pozostałym ofiarom tej katastrofy i których smuciła śmierć Kaczyńskiego jako człowieka a nie jako polityka..

Taki a nie inny charakter powodu, dla których obecni tam ludzi pojawili się przed Pałacem sprawił, że nagrane głosy były sympatyzujące z tą stroną sceny politycznej, na której czele stali bracia Kaczyńscy. Można więc powiedzieć, że wypowiedzi były tendencyjne. Racja.

Natomiast nie widzę sensu, by autorzy filmu, nie chcąc narażać się na zarzut owej tendencyjności, odwiedzili np. warszawskie piwiarnie, gdzie w tym czasie przebywali akurat ci, których tragedia nie ruszyła i po których tragiczna śmierć pary Prezydenckiej spłynęła jak po kaczce (sic!), a nawet była im na rękę, gdyż "Precz z kaczorami", to jest ich motto życiowe.

Zanim więc ktoś rzuci w autorów zarzutem tendencyjności, niech najpierw przemyśli pewne okoliczności, czyli gdzie i kiedy były robione ujęcia, a wtedy zrozumie, że to dlatego być może brakowało innych wypowiedzi.

A wśród tych wszystkich, którzy wypowiedzieli się do kamery znalazł się też aktor, co natychmiast spotkało się z bezwzględną lawiną krytyki. Zatem wszystkim krytykantom przypomnę, że aktor też jest człowiekiem, aktor nie jest aktorem przez 24 h na dobę. Aktor też czasem, bez potrzeby zajrzenia w scenariusz czy bez domagania się o gażę, potrafi sam z siebie zapłakać, zupełnie za darmo, z autentycznej rozpaczy.

Autorzy filmu chcieli po prostu pokazać obecnych tam Polaków, którzy przyszli zjednoczyć się w jednej nucie rozpaczy, bez dzielenia się na znanych i mniej znanych, gdzie znani być może chcieli zapomnieć o tym że są znani i wspólnie jednoczyć się w solidarnym smutku, po stracie tylu wybitnych osób.

Szkoda mi tylko Mariusza Bulskiego, bo to on był tym odważnym aktorem, który ośmielił się nie przedstawić z imienia i nazwiska, jak inni zresztą aktorzy, którzy też się w tym filmie pojawili. Jak znam życie, teraz trudno będzie im o jakiekolwiek role, bo wiadomo kto kręci tymi wszystkimi trybikami, które zatrudniają i zwalniają, w różnych dziedzinach życia, o czym przekonał się ostatnio Marek Król.

Szkoda mi też Janka Pospieszalskiego, który od wielu lat do programu "Warto rozmawiać" zaprasza różne strony sceny politycznej czy ideologicznej, a i tak nie może się pozbyć tej niesłusznie przyprawionej gęby publicysty jednostronnego i tendencyjnego. Emisja filmu "Solidarni 2010", mimo znakomitości filmu, w walce z taką gębą na pewno mu nie pomoże. Janku, już trzeba było, dla świętego spokoju, przejść się po tych piwiarniach, w poszukiwaniu drugiej, zapewne bełkotliwej, strony żałobnego medalu.

Piotr Cybulski

Udostępnij wpis

0 komentarzy do wpisu "Rzecz o Solidarnych 2010. Bronię Janka Pospieszalskiego"

Prześlij komentarz