11 kwietnia 2010

...bo to jest już całkiem inny kraj

Są radości, których rozmiar o wiele przewyższa nasze umiejętności ich okazywania. Są tragedie, których rozmiar o wiele przewyższa wydźwięk słów, które do tej pory cywilizacja wymyśliła i wprowadziła do wszystkich słowników świata, a którymi moglibyśmy opisać to, co się stało i to, co czujemy w tej chwili.

Cóż można napisać, jeśli słowa: rozpacz, ból i smutek, to o wiele za mało by cokolwiek wyrazić?. Cóż znaczy strata dla Narodu, w całości i nas, pojedynczych trybików tej obywatelskiej machiny, kiedy ponosimy kolejną stratę, tym razem pomnożoną razy 96?  Jakich słów można użyć, by opisać tę nagłą zmianę, którą niespodziewanie przeżyliśmy, gdy nagle, w jednej chwili, zaczęliśmy żyć w zupełnie innej rzeczywistości i zupełnie innym kraju?.

Bo przecież tragedie nie mają legitymacji partyjnych i nie siedzą po dwóch różnych stronach w Sejmie. Dlatego dziś tak samo płaczemy za Gęsicką jak za Dolniakiem, tak samo za Jarugą-Nowacką co za Natalli-Świat, tak samo za Szmajdzińskim co za Wassermanem. W jednej chwili przeciwnicy stali się towarzyszami niedoli, w jednej chwili wyśmiewani stali się podziwiani i gloryfikowani.

W ciągu jednego dnia, tuż po tragedii, usłyszałem o Lechu Kaczyńskim tyle dobrych słów, ile nie usłyszałem w ostatnich 5 latach jego prezydentury. Nagle się okazało, że to był człowiek fajny, dobry, dowcipny, patriota, że wiele zrobił dla Solidarności i Polski. Nagle wiele osób dowiedziało się o jego roli w obalaniu komunizmu, w jednej chwili wyszło na jaw że Wałęsa jednak nie sam to zrobił, że miał pomocników, że był wśród nich i Lech Kaczyński.

Już nie "kartofel", nie "Kaczor", już nie "kurdupel", "cham" i "pijak". W jeden dzień opluwany i wyśmiewany polityk stał się mężem stanu. Stał się politykiem europejskiego formatu. Nie, nie stał się w jeden dzień. On był zawsze patriotą, mężem stanu i politykiem europejskiego formatu, tylko że są ludzie, którym dopiero jego śmierć musiała objawić tę prawdę, którą wiele osób znało już od dawna.

W jednej chwili ziemia pochłonęła wspaniały kawałek naszej historii. Lech Kaczyński, Maciej Płażyński, Przemysław Gosiewski, Grażyna Gęsicka... Można by wymieniać dalej, bo każda z ofiar nosiła w sobie Polskę, którą polecieli zanieść zabitym tam 70 lat temu. A gdzieś tam wśród nich, pierwsza dama opozycji z czasów PRL, Anna Walentynowicz, niezłomna do samego końca.

W jednej chwili uzmysłowiłem sobie, że teraz Polska, mój kraj, to jest już całkiem inny kraj. To jest nadal Polska ale pozbawiona 96 jej wybitnych obywateli, których brak zuboży nas o wielką dozę honoru, prawomyślności, patriotyzmu i przyzwoitości. Leszku, Mój Prezydencie, spoczywaj w spokoju, wraz z tą którą kochałeś i która wiernie towarzyszyła Ci w chwili śmierci. Spoczywajcie wszyscy w pokoju.

Postaramy się nie zmarnować tej kolejnej lekcji pokory, której udzielono nam ponownie, bo poprzedniej nie odrobiliśmy do końca  a może nie odrobiliśmy jej wcale. Bo przecież od wczoraj to jest już całkiem inny kraj. Mądrzejszy o jeszcze jedną naukę. Daj Boże, by ostatnią.

Piotr Cybulski

Udostępnij wpis

0 komentarzy do wpisu "...bo to jest już całkiem inny kraj"

Prześlij komentarz