24 marca 2010

(Nie)sprawiedliwość dla Romualda Szeremietiewa

Sprawiedliwość to biedne dziecko, bo często rodzi się w ogromnych bólach. Ba, często pojawia się martwe, padając ofiarą "poronienia niesprawiedliwości". Napoleon Bonaparte o sprawiedliwości mawiał, że jest ona pierwszym obowiązkiem monarchów. Dziś dodałby, że owszem, jest pierwszym obowiązkiem, ale do zaniedbywania przez monarchów.

Jak trudno walczyć o sprawiedliwość, przekonał się Romuald Szeremietiew. W rządzie Jana Olszewskiego a następnie Jerzego Buzka, był wiceministrem obrony narodowej. W rządzie Buzka jego szefem był dzisiejszy Marszałek Sejmu, Bronisław Komorowski. Gdybym chciał opowiedzieć o zasługach Szeremietiewa, to zajęłoby to piekielnie dużo czasu i miejsca. Mało kto się tak przysłużył Najjaśniejszej Rzeczpospolitej jak on. Niestety, w Polscy tacy ludzie nigdy łatwo nie mieli.

Nie wszyscy pamiętają, jak potoczyła się kariera Romualda Szeremietiewa. W 2001 roku został on oskarżony o korupcję, po głośnej publikacji w "Rzeczpospolitej" pt. "Kasjer z Ministerstwa Obrony". Prawie natychmiast został przez Komorowskiego zawieszony a następnie zdymisjonowany. Szeremietiew w ministerstwie odpowiadał za przetargi dla wojska, koordynował zakup sprzętu wojskowego, czyli de facto miał do dyspozycji grube pieniądze. Wtedy priorytetem dla wojska był zakup samolotów wielozadaniowych oraz transporterów kołowych.

Kurs jaki obrał Szeremietiew był jasny; kupujemy licencje i produkujemy sami. Widocznie jednak komuś się taki kurs nie do końca spodobał i postanowił go zakłócić, a najlepiej definitywnie przerwać. Szeremietiew podejrzewał od samego początku, że była to prowokacja przygotowana przez polskie służby specjalne, które z reguły kręcą się zawsze tam, gdy leżą grube pieniądze. Podejrzewa też, że był inwigilowany przez te służby, na wyraźne polecenie ówczesnego Ministra Obrony Narodowej, Bronisława Komorowskiego.

Od 2005 roku Szeremietiew ciągany był po sądach, gdzie starał się udowodnić swoją niewinność, co w końcu po paru latach udało mu się skutecznie sfinalizować. Uwolniono go od wszelkich zarzutów, ukarano tylko kilkutysięczną grzywną za dopuszczenie do tajemnicy państwowej swego asystenta Zbigniewa Farmusa. Można powiedzieć: sprawiedliwości stało się zadość. Nie, niekoniecznie. Dziś bowiem, po całych tych sądowych tułaczkach i nieuzasadnionych zarzutach, Szeremietiew jest po prostu oczyszczonym z zarzutów politycznym trupem.

Tymczasem jego ówczesny szef, Bronisław Komorowski, ma się nadzwyczaj doskonale. Nie tylko pełni zaszczytną funkcję Marszałka Sejmu, ale jest też jednym z dwóch kandydatów na kandydata na Prezydenta, z ramienia Platformy Obywatelskiej. O sprawiedliwości będziemy mogli mówić dopiero wtedy, gdy Romuald Szeremietiew zostanie całkowicie i niepodważalnie zrehabilitowany jako polityk przez wszystkich i przed wszystkimi. Do tego czasu będę wierzył, że sprawiedliwość w tym kraju można znaleźć faktycznie łatwo; w pierwszym lepszym słowniku, pod literą S.

Piotr Cybulski

Udostępnij wpis

0 komentarzy do wpisu "(Nie)sprawiedliwość dla Romualda Szeremietiewa"

Prześlij komentarz