11 lutego 2010

To jednak Kaczyński nie jest kanibalem?

Nigdy nie jest za późno na naukę i chwała temu, kto przyzna się przed całym światem, że dotąd był w całkowitym błędzie. Dlatego z tym większą estymą przyjąłem stwierdzenie posła Bartosza Arłukowicza z Lewicy, który wprost przyznaje, że jego dotychczasowe wyobrażenia dotyczące Jarosława Kaczyńskiego były błędne i wyssane z palca.

To nie jest żadna nowość, że wielu osobom Jarosław Kaczyński kojarzy się z agresją i nienawiścią a Lech Kaczyński z nadęciem. Mówiąc kolokwialnie: zdaniem wielu jest bucem i ponurakiem. Zresztą o Jarosławie też się mówi, że dziwny jakiś. Kota ma a żony nie ma. Cóż, o ile wiem to Kuba Wojewódzki też nie ma żony a już przecież czterdziecha z hakiem na karku. I jakoś nikt o nim nie mówi, że dziwny.

Ale nie o to chodzi. Chodzi o to, że pewnym mediom udało się przedstawić braci Kaczyńskich, mówiąc delikatnie, inaczej niż ma to miejsce w rzeczywistości. To zupełnie jasne, że jeśli Onet każdą informację opatrywał jednym zdjęciem Jarosława Kaczyńskiego, na którym został uchwycony jakiś grymas, to z biegiem czasu ta jego mina będzie do nas przemawiać coraz mocniej i sugerować faktycznie jego jakąś antypatię do otaczającego go świata.

Zdobyć taki grymas nie jest trudno. Wystarczy zrobić jednej postaci 200 zdjęć i wybrać dwa, trzy, gdzie mina nie jest przyjazna a takie grymasy robią wszyscy, łącznie z Papieżem. Bo to nie jest kwestia miny fotografowanego ale kwestia dobrej lub złej woli fotografującego. Wiadomo, że obraz będzie przedstawiał zawsze to, co chcemy by przedstawiał. I tak oto wielu osobom wtłoczono jakiś obraz do podświadomości, który ułatwił im zadanie i podał, jak na tacy, ocenę danej postaci, bez konieczności jej poznawania.

Do takich zapewne osób należał poseł Arłukowicz, który nie raz pewnie czytał informację na jakimś portalu, okraszoną grymasem nienawiści. Takich informacji na Onecie czy Wyborczej było i jest na pęczki. Nagle poseł Arłukowicz staje twarzą w twarz z Jarosławem Kaczyńskim i co? Doznaje szoku sytuacyjnego. Bo spodziewał się kanibala, który natychmiast rzuci się na wszystkich i spożyje ich razem z butami. Tymczasem ma do czynienia z jowialnym nieco panem, sympatycznym, otwartym, komunikatywnym i dowcipnym.

Oto poseł Arłukowicz znalazł się w sytuacji, gdzie dane mu było obejrzeć obraz na żywo, poznać postać taką jaką ona jest a nie taką, jaką kreują nieprzychylne do końca media. Ja od zawsze twierdziłem, że Jarosław Kaczyński to naprawdę fajny człowiek, któremu obce są te różne wady, przypisywane przez prasowych mitomanów, żyjących z kalumnii, paszkwilów i oczerniania porządnych ludzi. Kiedyś Arłukowicz z moją tezą na pewno by się nie zgodził i w swoim twierdzeniu byłbym osamotniony. Dziś już jest nas dwóch.

I gdyby inni mieli możliwość absorpcji rzeczywistości takiej, jaka funkcjonuje realnie a nie w sprzedajnych przekazach medialnych, to założę się, że sondaże wyglądałyby zgoła inaczej. Może nawet drastycznie inaczej. Ale i na to przyjdzie czas, nie można przecież kręcić wiecznie.

Piotr Cybulski

Udostępnij wpis

0 komentarzy do wpisu "To jednak Kaczyński nie jest kanibalem?"

Prześlij komentarz