19 lutego 2010

Polityka "złotego środka" w wykonaniu Platformy Obywatelskiej

Od dawna ludzkość fascynuje się pojęciem "złotego środka". Każdy o nim marzy, bo wiadomo, że jakiej dziedziny by nie dotyczył, to byłby spełnieniem najgłębiej skrywanych pragnień i sposobem na zrobienie wielkiej fortuny. Pomyślcie, coś co pasuje do wszystkiego, co odpowiada wszystkim, co jest wszystkim i dla wszystkich.

Niestety, "pojęcie "złotego środka" ma jedną wadę. Mianowicie, jeśli jest wszystkim i dla wszystkich, to na niczym specjalnie się nie skupi, czyli de facto będzie niczym i dla nikogo. Więc może to i dobrze, że wynalezienie "złotego środka" pozostaje na razie w sferze marzeń, jest cały czas celem, który chce się osiągnąć, do którego się dąży, po to by nigdy go nie osiągnąć.

Niestety, okazuje się że są szaleńcy, którzy za wszelką cenę ten "złoty środek" chcą osiągnąć. To politycy Platformy, którzy wspaniały ruch obywatelski, zamienili w partyjne perpetuum mobile, przeczące wielu prawom, np. prawu logiki: im mniejsze poparcie powinni mieć, tym większe mają poparcie. Na pewno sposobem na napędzanie tej "machiny" są wciąż nowe twarze.

Nie ważne skąd te twarze i do kogo należą, ważne że są to twarze znane, bo celebrytyzm jest jednym ze składników paliwa nowoczesnej polityki opartej na marketingu. Idąc tym kluczem, do Platformy zaczęli pasować wszyscy: uciekinierzy z PiS, czerwony Cimoszewicz i równie czerwona Huebner, pasuje też przedstawiciel drugiej strony, czyli skrajnie prawicowy Giertych. Pasują wszyscy. No, może jest parę wyjątków, w tym ja.

Może dlatego, że nie lubię masowości, nie lubię przynależności na podstawie trendów a nie pewnej ideologii. Dziś polska polityka zaczyna być jałowa, bo wykorzenia się z niej na siłę jakąkolwiek ideologię, zastępując marketingiem, modą i pozoranctwem. I dlatego Platforma to nie jest już moja bajka. Ta Platforma Tuska i Palikota, ten polityczny gniot, powstały na zgliszczach cennego tworu, zainicjowanego przez Olechowskiego, Płażyńskiego i Tuska.

Wtedy, na samym jej początku, o Platformie myślałem bardzo ciepło. Wręcz odwrotnie myślał o niej jej obecny członek, Stefan Niesiołowski. Okazuje się, że powiedział on o tej partii zupełną prawdę ale z wieloletnim wyprzedzeniem. Bo to dziś o Platformie można powiedzieć, że: "Platforma jest przede wszystkim wielką mistyfikacją.(...) W istocie jest takim świecącym pudełkiem. Mamy do czynienia z elegancko opakowaną recydywą tymińszczyzny lub nowym wydaniem Polskiej Partii Przyjaciół Piwa, której kilku liderów znakomicie się odnalazło w PO."

Tak, to są własne słowa Stefana Niesiołowskiego z roku 2001 o Platformie Obywatelskiej, która wtedy dopiero zaczynała swój polityczny marsz. Nie, wtedy się Niesiołowski grubo mylił. Miałby rację, gdyby te same słowa wypowiedział dziś. Z tym, że nie wypowie, bo i on nie jest na tyle głupi, by kopać tę rękę, która go przytuliła i karmi. Ale co się dziwić? Przecież ta ręka przytulić może wszystkich, od Niesiołowskiego, przez Cimoszewicza, po Giertycha.

Ile warta jest taka ręka, którą każdy może mieć i uścisnąć? Ile warta jest kobieta, którą każdy może mieć? Ile warta jest partia, która pasuje prawie wszystkim?

Wszystko to jest nic nie warte, jak przystało zresztą na mistyfikację.

Piotr Cybulski

Udostępnij wpis

0 komentarzy do wpisu "Polityka "złotego środka" w wykonaniu Platformy Obywatelskiej"

Prześlij komentarz