8 lutego 2010

Legnicki epizod Marka Hłaski, czyli o pięknym dwudziestoletnim


Fascynacja światem Marka Hłaski przyszła do mnie stosunkowo niedawno, ledwie parę miesięcy temu. Jego twórczość obijała mi się o uszy wprawdzie wcześniej, gdzieś tam w czasach edukacyjnych, jednak nigdy na tyle skutecznie, by jego przekaz mógłby "przeżreć" i do mnie dotrzeć.


Dopiero parę miesięcy temu, mniej intuicyjnie a bardziej w ramach eksperymentu, wypożyczyłem z biblioteki jego książkę. Był to zbiór opowiadań "Pierwszy krok w chmurach" oraz "Następny do raju". Potem były "Brudne czyny, następnie "Ósmy dzień tygodnia". Po kolejnych tytułach przychodzi czas na jego subiektywne wspomnienia "Piękni dwudziestoletni".


Nie, nie będę się rozpływał nad jego twórczością, zachwalał jego obrazowego języka, zachwycał bogactwem określeń. Nie, nie będę nikogo do czytania Hłaski zachęcał. Po prostu trafiłem na pewien interesujący ślad w życiu Marka Hłaski. Właśnie w "Pięknych dwudziestoletnich" trafiam na fragment o tym, jak to Hłasko odwiedza w 1949 roku Spółdzielnię Kamaszników... w Legnicy.


Nigdy jakoś nie natrafiłem na żadną wzmiankę, jakoby Hłasko w Legnicy gościł, a może po prostu się tym zupełnie nie interesowałem. Jednak zaraz po tej rewelacji postanowiłem się bliżej zainteresować tą historią. I co się okazało? Otóż określenie "Hłasko gościł w Legnicy" jest znacznym i niedopuszczalnym umniejszeniem.


On tu po prostu przez kilka miesięcy mieszkał. W internacie, w którym zamieszkiwał od marca do czerwca 1949 roku, kiedy to uczył się w Szkole Robotniczego Towarzystwa Przyjaciół Dzieci w Legnicy. Wszystko zaczęło się od niepowodzeń Marka w innych szkołach, gdzie nie potrafił dostosować się do szkolnych regulaminów.


W końcu jego matka 17 lutego 1949 napisała podanie do wrocławskiej delegatury Robotniczego Towarzystwa Przyjaciół Dzieci, z prośbą o przyjęcie jej dziecka do placówki z internatem w Legnicy. Podanie brzmi: "Chłopiec jest trudny do prowadzenia, wymaga większej niż inni opieki, a moja opieka jako matki jest fikcją, ponieważ pracując w biurze jestem najwcześniej w domu o godz. 17.30.


Dalej napisała: Pozostawiony cały niemal dzień sam sobie, o temperamencie wybujałym, przyczynia mi wiele trosk i kłopotów częstym niechodzeniem do szkoły. Według opinii władz szkolnych syn mój jest bardzo zdolnym dzieckiem". Przypomnijmy, że matka Hłaski pracowała w biurze Państwowej Żeglugi na Odrze.


Podanie zostaje rozpatrzone pozytywnie i 15-letni wtedy Marek Hłasko pojawia się w Legnicy. Zostaje zakwaterowany w internacie Robotniczego Towarzystwa Przyjaciół Dzieci w Legnicy, przy ul. Kingi 4 (potem nazwę przemianowano na Krasińskiego a obecnie jest to ul. Zofii Kossak). Z listów jakie wysyła do matki wynika, że nie czuł się tutaj dobrze, swój pobyt w legnickiej szkole odbierał co najmniej jak zesłanie, tęskniąc wciąż za Wrocławiem i pozostawioną tam matką.


Wiadomo jeszcze o tym, że podczas pobytu w Legnicy Marek Hłasko zakłada sobie książeczkę oszczędnością PKO, na której bank umieszcza błędną datę urodzenia Marka Hłaski. Był to 14 stycznia 1931, natomiast prawdziwa data urodzenia to 14 stycznia 1934. Niewykluczone, że Hłasko sam specjalnie podał taką datę, wprowadzając bank w błąd i dodając sobie nieco lat.


Więcej legnickich śladów w życiu Marka Hłaski nie napotkałem póki co. Jeśli ktoś coś wie, to czekam na kontakt.


Piotr Cybulski



Budynek dawnej szkoły, do której uczęszczał Marek Hłasko



Udostępnij wpis

0 komentarzy do wpisu "Legnicki epizod Marka Hłaski, czyli o pięknym dwudziestoletnim"

Prześlij komentarz