28 lutego 2010

Kolesie nadają z Florydy, czyli dementi i delirium tremens



Wczoraj, w tekście "Drzewko prawdy", odniosłem się do wywiadu, jakiego udzielił Mirosław Drzewiecki, podczas swojego pobytu na Florydzie. Wyszło jednak na jaw, że odniosłem się do czegoś, czego de facto nie było. A raczej było tylko trochę, bo cała reszta została tak w ogóle zmanipulowana, zdaniem Drzewieckiego przynajmniej.

Po pierwsze został niby wycięty przyczynek. Przyczynek traktował o grze w golfa ale został wycięty i zostawiono tylko słowa "Polska to dziki kraj". A intencją Drzewieckiego, gdy mówił o dzikości Polski, było podkreślenie naszego dzikiego stosunku do gry w golfa. No, może to dlatego, że nie wszyscy Polacy znajdują czas na grę w golfa, a jeszcze bardziej nie znajdują tych paru drobnych w portfelu, by kupić sobie nie taki znów tani sprzęt i potem jeszcze opłacić nie takie znów tanie pole golfowe.

Generalnie jakby się żyło lepiej wszystkim, jak głosiło znane nam doskonale hasło wyborcze Platformy Obywatelskiej, to dziś co krok, zamiast garstki menelów proszących o pożyczkę na winko, mielibyśmy wiecznie okupowane pola golfowe, które czynne byłyby całą dobę, bo każdego przecież byłoby stać i na ich wynajęcie i na zakup sprzętu do golfa, a grać przy sztucznym świetle przecież też można. Zresztą, jako mężczyzna wiem, że nocą też do dołka idzie trafić.

Zmanipulowano ponoć także fragment o pogardzaniu polską polityką. Owszem, Drzewiecki pogardza polityką ale polityką haków i oszczerstw, czyli akurat taką polityką, jaką przypisuje się politykom Prawa i Sprawiedliwości, natomiast nie pogardza czystą i świątobliwie niewinną polityką uprawianą przez polityków Platformy Obywatelskiej, bo ich słowa są czyste niczym górski ruczaj a twarze ich błyszczą namaszczeniem jak u Świadków Jehowy co najmniej.

Na szczęście dla Drzewieckiego jest Floryda i jest Drozda. Floryda jest gościnna i Mira ugości, tam nie ma dzikości i w golfa grają wszyscy. A Drozda jak to Drozda, jest mierny ale wierny i zawsze Mirkowi pokadzi a jego prześladowcom, w swoim starym kiepskim stylu, postara się wbić szpileczkę, która ani śmieszna będzie ani błyskotliwa. I niech się Drzewiecki cieszy, że jego wywiad skrócono, bo gdy zapoznać się z całością, to nie wiadomo czy oni tam na Florydzie tych piłeczek do kieliszka czasem nie wbijają, uprzednio go opróżniwszy.

Ale rozmowa też ma znakomite predyspozycje edukacyjne. Bo jeśli ktoś do dziś nie rozumie na czym polega Rzeczpospolita Kolesiów, to niech obejrzy ten wywiad i zobaczy jak funkcjonuje symbioza kolesia Mirka i kolesia Tadka. Tak to właśnie działa i się nieustannie kręci w tej naszej przeklętej III RP.

Piotr Cybulski

Udostępnij wpis

0 komentarzy do wpisu "Kolesie nadają z Florydy, czyli dementi i delirium tremens"

Prześlij komentarz