3 lutego 2010

Koalicja POzorów, czyli o POliczku dla Pawlaka



Ileż to razy słyszeliśmy z ust polityków PO, że koalicja z PSL to wprost idealna symbioza, pozbawiona jakichkolwiek zakłóceń i zawirowań. I nawet gdy Kłopotek zrugał Piterę a Pitera zgnoiła Kłopotka, to bagatelizowano to, zrzucając na karb nieokrzesania Kłopotka czy nieokiełznania Pitery.

I tak przez 2,5 roku przedstawiano nam sielankową wizję doskonale zsynchronizowanego współgrania koalicji, dopóki Donald Tusk nie doszedł do wniosku, że jego partia jest już na tyle wszechwładna i niezniszczalna, że może sobie tak samo ignorować koalicjanta jak dotąd ignorowała obywateli. Dlatego zaczął podejmować własne inicjatywy, zapominając, że koalicja wymaga jednak inicjatyw koalicyjnych.

Taką inicjatywą było przedstawienie przez Tuska planu konsolidacji i rozwoju finansów publicznych, o którym nie wiedział nic Waldemar Pawlak, jakby nie patrzeć wicepremier, Minister Gospodarki i szef partii koalicyjnej. Przedstawienie w taki sposób programu świadczy o tym, że on jest partyjny a nie rządowy, czyli omijający i koalicję i póki co także Radę Ministrów, w której PSL także zasiada. Poza tym jak zrealizowac taki plan, bez wiedzy i udziału Ministra Gospodarki?

To tylko dowodzi, że plan ów wyrósł z imposybilizmu i na nim się skończy. Zachowanie takie skrytykowali politycy PSL, ale były też głosy płynące z wewnątrz Platformy, które ostrzegały że koalicjant takiego buńczucznego zachowania premiera może nie zdzierżyć. W koncu to właśnie PSL, ze wszystkich polskich partii, ma największe doświadczenie w zrywaniu koalicji i gdy zajdzie potrzeba, to nie zawahają się z tych doswiadczeń skorzystać.

Jakby tego było mało, to skrytykowano nie tylko zastosowaną formę ale też przedstawioną treść, która też ewidentnie uderza w PSL i jej elektorat, np. dzieląc rolników na bogatszych i biedniejszych, bogatszym przylepiając do garba widmo podatku dochodowego oraz konieczność ubezpieczenia w ZUS-ie. Cóż, stabilizacja może jakaś i nastąpi, ale możliwości rozwoju w tych rozwiązaniach nie widzę. Chyba że za rozwój weżmiemy próbę skłócenia polskich rolników.

Takie traktowanie koalicjanta świadczy już tylko o tym, że kwiatek przy kożuchu w postaci PSL zwiędł na tyle, że wiesieć sobie może tam o tyle o ile, by tylko nie rzucać się już za bardzo w oczy. Może jedynie podnosić ręce by głosować za pomysłami PO i pod żadnym pozorem nie podnosić głosu. Z drugiej strony PSL już nie raz pokazał Tuskowi, że zachował jeszcze swoją drapieżność i że potrafi zagłosować przeciw PO, w związku z czym Tusk Pawlakowi już nie ufa i wyraźnie mu to właśnie okazał. Koalicja trwa ale Pawla wypadł z rządowego obiegu.

Więc po co udawać koalicję? Może dla tych setek stółków kierowniczych, dla teki ministra pracy i polityki socjalnej i przede wszystkim dla teki Ministra Gospodarki i wicepremiera? Czy nie lepiej już powiedzieć swoim wyborocm, że koalicja wprawdzie przestała już mieć podłoże programowe, ale nadal przytrzymują je szelki etatów działające na mechanizmie kółka wzajemnej adoracji?

Waldemar Pawla jest doświadczonym politykiem i wie, że takie zachowania, jak ostatnio, to są jak policzki w twarz, które on póki co jeszcze musi przetrzymać by utrzymać stanowiska swoje i kolegów, ale na pewno ich nie zapomni. I przypomni je Tuskowi w najgorszym dla niego momencie, czyli gdy będzie stawał się premierem, zaraz po tym jak ktoś z grupy chcącej odsunąć Tuska powie: Panowie, policzmy głosy.

Piotr Cybulski

Udostępnij wpis

0 komentarzy do wpisu "Koalicja POzorów, czyli o POliczku dla Pawlaka"

Prześlij komentarz