1 lutego 2010

Demokratyczna Platforma i niefrasobliwy Antoni

Wielokrotnie dane nam było słyszeć, że Platforma Obywatelska jest partią demokratyczną. Tam każdy ma szansę być każdym, każdy ma szansę zostać przewodniczącym, każdy może wystartować do każdych wewnątrzpartyjnych wyborów i każdy spokojnie może wyrazić swoje opinie na temat partii i jej funkcjonowania. A jak ktoś jeszcze sfinansuje Tuskowi wydanie książki, to może być nawet jego nadwornym błaznem do brudnej, acz mało śmiesznej, roboty.

Te zapewnienia konsekwentnie tworzyły sielankowy obraz Platformy Obywatelskiej jako partii miłości, pełnej wyrozumiałych siwobrodych mędrców, którzy życie znają i codziennie rano wstają za nadzieją, iż ktoś w końcu obsypie ich dobroduszną lawiną krytyki, by być lepszym codziennie i od nowa wciąż. I tylko od czasu do czasu niektórzy dawali się na ten obraz nabrać, krytykę swoją wygłaszali, po czym w połowie zdania znikali i pies z kulawą nogą ich nie pamiętał.

Najnowszą ofiarą  naiwnej wiary w demokratyczną Platformę stał się poseł tej partii, Antoni Mężydło. Jeszcze w 2005 roku był posłem PiS. Potem, gdy jego okręt lekko się przechylał, postanowił razem z paru innymi marynarzami go opuścić, mówiąc coś tam o uczciwości i przeniósł się do Platformy Obywatelskiej, zapewne w nadziei przedłużenia swojej kariery politycznej o jeszcze jedną kadencję. Być może także szukał w tej partii demokracji, wolności słowa oraz całkowitego braku zamordyzmu, czyli tego wszystkiego, co przypisywano PiS-owi, a czego PiS-owi po dwóch latach jeszcze nie udowodniono.

Zatem Antoni Mężydło długo siedział cicho i uważał Platformę Obywatelską za co najmniej ósmy cud świata, a już na pewno za pierwszy cud trzeciej Rzeczpospolitej. Jednak każdy okręt ma to do siebie, że nawet gdy jak Titanic robi wrażenie, to i jak Titanic wcale nie jest niezniszczalny. Więc gdy obecny okręt posła Mężydło zaczął się chwiać, sam poseł doszedł do wniosku, że i tak nie ma nic do stracenia i zawsze to lepiej jak go wywalą, niż znowu miałby odejść z jakiejś partii. W końcu skończyłby tak jak Richard Henry Czarnecki czy Stephen Niesiołowski.

Nagle czar prysł, nagle mit demokratycznej partii upadł jak pomnik Dzierżyńskiego. Mężydło po 2 latach przypomniał sobie patent z uczciwością i teraz wstydzi się za PO, bo widzi że nadużywa ona władzy. Widzi obrady komisji hazardowej i stwierdza, że nie trzyma się ona standardów, kompromituje i jest oznaką głupoty. Zgadza się, nie odkrył Pan nic nowego, my to głosimy już od prawie dwóch lat. Ale nie wiem czy największą oznaką głupoty nie jest być w Platformie i mówić o Platformie źle, bo jak się to skończy, to wiedzą już i Olechowski i Piskorski i Rokita. I tylko patrzeć jak wiedzę taką posiądzie też Mężydło. I gdzie wtedy popłynie na tym swoim kółku ratunkowym uczciwości?

Piotr Cybulski

Udostępnij wpis

0 komentarzy do wpisu "Demokratyczna Platforma i niefrasobliwy Antoni"

Prześlij komentarz