27 stycznia 2010

Przyzwoitość boli bezsilnością czyli o Rzeczpospolitej Stoczonej

Wiele jest takich emocji, które potrafią wziąć Nas w swoje kleszcze, choć ani nie są przyjemne ani chciane. Nie pytają o pozwolenie, po prostu są, pojawiają się, zniewalają i próbują nas zdominować. A najgorszym z tych uczuć jest bezsilność, ta wszechogarniająca bezradność wobec rzeczywistości.

I ten odwieczny wybór, przed którym staje każdy porządny człowiek. Wyrzec się praworządności i zniwelować tym samym poczucie bezsilności czy też jednak praworządności bronić jak cnoty i z bezsilnością zmagać się już do końca swoich dni? I ta świadomość, że lepiej byłoby już w ogóle nie istnieć, niż wybrać ten pierwszy wariant.

Dlatego w ramach tego drugiego wariantu oglądamy świat przez to telewizyjne okno i widzimy że on się stoczył, tak jak stoczył się ten świat za oknem prawdziwie szklanym. Oglądamy np. obrady tych komisji śledczych i zastanawiamy się co robią tam ci, których moralność jest mniej rozwinięta od ameby a obnoszą się oni jak sędziowie Sądu Ostatecznego i jakby pojęcie "alfa i omega" stworzył ktoś, patrząc własnie na nich. I zastanawiam się, dlaczego rządzący traktują swój naród jak idiotów, tylko dlatego że zachował się jak zbiorowy idiota i dokonał idiotycznego wyboru.

Widzę tych bezczelnych cwaniaczków w krawatach, które zwisają im tak samo jak zwisają im ich współobywatele. I widzę także tych bez krawatów, którzy lubią i potrafią wdeptać mnie i innych w ziemię, tylko dlatego że nie boimy się powiedzieć, że Kaczyński może być fajny a Tusk może być świnią. Widzę niezliczone rzesze drobnych kombinatorków, którzy poukrywali się w swoich redakcjach, wyrośniętych na niejasnych pieniądzach, by pluć, szkodzić i siecią manipulacji oplatać ten nieszczęsny mój kraj.

I widzę siebie w tym wszystkim i tę moją i waszą bezsilność i wiem, że jedyną receptą na rekultywację tego polskiego pola byłoby zaoranie go całkowite i obsianie go całkiem od nowa. I wiem, że i ja i wy zbyt mocno kochamy ten kraj, by zadźgać go lemieszem praworządności dla jego dobra i naszego.

Dlatego, choć mam ochotę nagle znaleźć się w jednej z sal Sejmu, by najnormalniej w świecie wstać, podejść do Czumy czy Sekuły i najzwyczajniej w świecie wyrżnąć im w gębę, to tego nie zrobię. Bo obecna polska rzeczywistość, to jednak bardziej oni niż ja.

Piotr Cybulski

Udostępnij wpis

0 komentarzy do wpisu "Przyzwoitość boli bezsilnością czyli o Rzeczpospolitej Stoczonej"

Prześlij komentarz