6 stycznia 2010

Orła cień z Wisły czyli bronię Migalskiego

Polski światek (półświatek?) sportowego dziennikarstwa zadrżał w posadach i zagrzmiał z oburzenia. Europoseł PiS Marek Migalski nie tylko śmiał porównać Tuska do Małysza, ale wręcz uznał, że Małysz czyli nasz "Orzeł z Wisły", jest wiecznie przegrany.

Może ktoś czegoś nie doczytał, może doczytał ale nie zrozumiał, może zrozumiał ale wygodniejsze jest udawanie, że nie zrozumiał. W końcu o czymś trzeba pisać. Zatem tytułem krótkiego wprowadzenia. Marek Migalski w rozmowie z dziennikiem Polska The Times dywaguje na temat wyborów prezydenckich i ewentualnego kandydowania w nich przez Donalda Tuska.

Jako politolog bardziej niż polityk stwierdza, że społeczeństwo jest już znudzone grepsami Donalda Tuska, bo zapewne widzi, że z jego wiecznych i szumnych zapowiedzi wieczne nici. Dodaje następnie: "W przypadku przegranej Tusk straci wszystko. Pokaże się jako człowiek niewybieralny, wieczny przegrany, jak Adam Małysz ze świetną formą w maju, a w grudniu już skaczący gorzej". Cóż, jak dla mnie określenie jest i prawdziwe i adekwatne.

Z jedną tylko różnicą, w obu przypadkach porażki te są bardzo szkodliwym skutkiem ubocznym sztucznego pompowania szans na wygraną przez media. Bo ileż to razy trąbiono o szczytowej formie Małysza w skokach na igielicie, a gdy przychodziły śniegi to cieszył się z 7 miejsca a my byliśmy niepocieszeni i szukaliśmy symptomów tej jego formy? Zawsze winny był albo wiatr albo zbyt nowoczesne kombinezony konkurentów.

Nikt nie wspomni ani słowem, że każdy skacze tak jak potrafi i na ile forma pozwoli. A forma rodzi się w zawodniku a nie w bałwochwalczym artykule dziennikarza sportowego, który chce zbierać laury za proroczy tekst zwiastujący triumfy Małysza w Pucharze Świata, bo to będzie poczytne. A potem następują słabe skoki i jeden dziennikarz z drugim próbują w sposób bardziej lub mniej kompromitujący tłumaczyć dlaczego 3 dni temu Małysz zajął 7 miejsce a dziś 14.

Bo wiatru nie było albo był zbyt silny, ewentualnie nie wiał w tę stronę co trzeba, a to sędziowie oszukali, a to kombinezony oni mają lepsze a nasi skaczą w dziurawych. I tak trwa ten bezustanny maraton nieustannego usprawiedliwiania dlaczego Małysz nie wygrał. I teraz jako żywo widzę teksty zwiastujące zwycięstwo Platformy i Tuska, potem usprawiedliwiające jego porażki lub niezbyt wysokie zwycięstwo.

Bo wiatr był albo go nie było, a to społeczeństwo nie dorosło do demokracji albo znowu mohery poszły bezczelnie do urn. I w czym Marek Migalski dopuścił się obrażenia Orła z Wisły? Przecież to nie Małysz przegrywa nie wygrywając a przegrywają dziennikarze sportowi pisząc bezpodstawne proroctwa o wydumanych szansach na jego zwycięstwa.

Małysz wielkim mistrzem był i jest, ale wieku nie oszukasz i po Adamie widać, że pary już w nogach nie ma, by przeskoczyć młodszych i prężniejszych. Zrobił by dobrze gdyby złożył narty, zawiesił na kołku i zaczął służyć radą jako asystent trenera. Inaczej będzie utrwalał miano "wiecznie przegranego" bo nadal będzie tak, że media swoje a forma i możliwości Małysza swoje. Dwie wersje, które coraz bardziej będą się rozmijać.

A najlepiej niech każdy robi to, co wychodzi mu najlepiej. Małysz niech skacze, dziennikarze niech to komentują a nie wieszczą, politolodzy niech analizują rzeczywistość polityczną, nawet jeśli są europosłami a Polacy niech sami osądzają czy Małysz jest w formie czy nie i czy chcą na Prezydenta Donalda czy też nadal wolą Leszka.

Piotr Cybulski

Udostępnij wpis

0 komentarzy do wpisu "Orła cień z Wisły czyli bronię Migalskiego"

Prześlij komentarz