24 stycznia 2010

O "dociekliwych" dziennikarzach z Czerskiej

Wyczuwają Państwo ironię? I słusznie. Moje zdanie o Gazecie Wyborczej jest od dawna doskonale wszystkim znane, a im dłużej ten tytuł plugawi polską przestrzeń prasową, tym mocniejsze moje przekonanie, że decyzja była słuszna, by tejże zbieraniny papieru (w sensie gazety) do rąk nie brać.

Ale czasem nie muszę, bo mimochodem trafi mi się w internecie jakiś odpis prasowy z Wyborczej. I czy chcę czy nie, to dostaję po oczach ich cynizmem i bezczelnością. Ostatnio były dwa takie przypadki, które niniejszy tekst spowodowały, bo względne traktowanie pojęcia "dociekliwości" przez pismaków z GW, przechodzi już wszelkie pojęcie. Ciekawe, że jak ich Rywin niegdyś odwiedził, to dopiero po pół roku się skapowali, że on tam był i po co. Gdzie wtedy była ich spostrzegawczość?

Ale wróćmy do meritum. Ostatnio Gazeta Wyborcza zadała sobie wiele trudu, by przestudiować projekt konstytucji, przygotowanej przez Prawo i Sprawiedliwość. Zapewne szukali tam zapisów o porannych aresztowaniach o 6.00 rano oraz zapisów legalizujących co najmniej karę śmierci i ucinanie palców oligarchom. Niestety, nic podobnego nie znaleźli ale studiować się opłacało. Z wielką satysfakcją stwierdzili, że jedno z określeń napisane jest oddzielnie, a powinno być razem (chodzi o słowo "ponadtysiącletnich"), co natychmiast trzeba było oznajmić społeczeństwu jako rewelację tygodnia.

A drugi efekt dociekliwości dziennikarzy z Czerskiej, to artykuł o pośle Arłukowiczu, który rozmawiał ponoć z posłanką Błochowiak o tym, jak będzie wyglądać jej przesłuchanie przed komisją. Szczerze mówiąc nawet nie wiedziałem, że została wezwana. Ale wiedział o tym prawdomówny Zbycho Chlebowski, który przed komisją niby to mimowolnie się na ten temat wygadał. To spotkało się z oburzeniem tej PO-wskiej części komisji a także Gazety Wyborczej, która w swoim starym, czyli miernym stylu, zadaje pytania będące sugestiami. Skąd wiedzieli? Czy podsłuchali? Czy mają udokumentowane? Nie, nie wymagajmy tego od nich. Oni po prostu wiedzą i tyle. Bo tak zeznał Chlebowski, a ponieważ nie pocił się gdy to mówił, to znaczy że mówił prawdę, nie?.

Nie żebym jakoś szczególnie chciał stawać w obronie Arłukowicza, ale jak widzę świńskie zakusy pewnych prasowych szkodników, to nie sposób przejść koło tego obojętnie, nie wyraziwszy swojej dezaprobaty. Byłbym zadowolony, gdyby pewni dziennikarze skończyli z taplaniem się w paszkwilach, a wzięli się za staranną pracę śledczą, opartą na dociekliwości i sumienności. Wtedy i Czerska będzie syta i Arłukowicz cały.

Piotr Cybulski

Udostępnij wpis

0 komentarzy do wpisu "O "dociekliwych" dziennikarzach z Czerskiej"

Prześlij komentarz