16 stycznia 2010

Komisja śledcza ds. marnowania ludziom czasu

Prace komisji hazardowej idą do przodu niczym burza, prawie jak Armia Czerwona w 1945 na Berlin. Gdy tylko do jej składu wrócili Kempa z Wassermanem, jej obrady trzasnęły niczym z bicza i zaczęło się taśmowe przesłuchiwanie świadków, w większości ograniczające się do stwierdzeń: "nie mam pytań".

Wzywani świadkowie stawiają się jednak posłusznie, grzecznie odpowiadają na ewentualne pytania, większość z nich zastanawia się jednak przede wszystkim, dlaczego w ogóle została wezwana, skoro z tą ustawą oraz w ogóle z hazardem mają tyle wspólnego, ile Gołota z moskiewskim baletem. No, raz czy dwa zagrali małego pokerka ze znajomymi, ale żeby od razu za to przed komisję hazardową iść?

Idealnym przykładem "celnych wezwań przed komisję" jest postać Ryszarda Maraszka, byłego Prezydenta Lubina i wojewody legnickiego, byłego posła SLD, który został wezwany przed komisję a jego przesłuchanie wcale nie przypominało krzyżowego ognia dociekliwych pytań a raczej próbę rozpalenia ognia pytań za pomocą mokrych zapałek.

Przesłuchanie wyglądało dokładnie tak:

- Proszę powiedzieć, skąd Pan do nas przyjechał?

- Mieszkam w Lubinie, w województwie dolnośląskim

- Długo Pan do Nas jechał?

- Około 3 godzin z Lubina do Leszna i około 5 godzin z Leszna do Warszawy

- Kiedy Pan przyjechał?

- Wczoraj

- Ile godzin Pan będzie wracał do Lubina?

- Na pewno nie krócej niż przyjechałem

Ta ilość merytorycznych odpowiedzi na jakże dociekliwe pytania sprawiła, że szef komisji uznał za stosowne przerwać ten nierówny pojedynek. Emocje były tak duże a poziom adrenaliny tak wysoki, że poseł Wasserman aż przeprosił wezwanego świadka za to, że musiał tłuc się 8 godzin z Lubina do stolicy i drugie tyle ze stolicy do Lubina, by przez kilkanaście minut opowiadać o podróżach koleją, o związkach z hazardem nie powiedzieć absolutnie nic, a potem jeszcze spędzić noc na koszt państwa w jednym z warszawskich hoteli.

A Ryszard Maraszek był tylko jednym z trzech świadków wezwanych przez posła Neumanna z PO, którzy powinni stanąć wszędzie ale nie przed komisją hazardową. Razem z Maraszkiem wezwany został bowiem poseł Gadzinowski, który przynajmniej mógł przeczytać swoje oświadczenie jakoś wykorzystując te swoje 5 minut w mediach, przy okazji zabłysnąć czymś innym, niż ten jego sławetny "Hong Kong".

Ilu jeszcze takich świadków będzie musiało tłuc się przez całą Polskę, by zadowolić posła Neumanna? Ile jeszcze czeka nas żenujących przesłuchań przypadkowych świadków i dlaczego mam wrażenie, że jak przyjdzie do przesłuchań grubych ryb, to sito naszego zainteresowania całkiem je przeoczy? I ostatnie, zasadnicze pytanie: czyż nie o to właśnie chodzi?

Piotr Cybulski

* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *

Jeśli podoba Ci się mój blog i chcesz oddać na niego głos w konkursie Blog Roku 2009, wyślij sms o treści C00001 na numer 7144. Koszt SMS, to 1,22 zł brutto.

Z jednego numeru telefonu można oddać tylko jeden głos.

Więcej szczegółów na stronie: http://www.blogroku.pl/piotrcybulski,gw478,blog.html

Dziękuję za wszystkie głosy oddane przez Was i dzięki Wam.

Udostępnij wpis

0 komentarzy do wpisu "Komisja śledcza ds. marnowania ludziom czasu"

Prześlij komentarz