9 grudnia 2009

POPiSowo rozpoczęta Wojna Ojczyźniana

POPiSNadszedł czas, by zmierzyć się z tematem, którego przez ostatnie lata unikałem niczym ognia. Temat POPiS-u traktuję bowiem prawie jak wspomnienie o kimś zmarłym, a o zmarłych, jak wiadomo, mówi się albo dobrze albo wcale.

Temat ten wywołał na Salonie24 Igor Janke, obierając za cel w konkursie, w którym do wygrania jest jego najnowsza książka, notabene traktująca o POPiS-ie właśnie. Wprawdzie nie lubię pisać "konkursowo", bo zawsze to nosić będzie znamiona "pisania na siłę", a tym bardziej "pisania na zamówienie", czego obiecałem sobie unikać w przygodzie felietonisty i blogera.

Doszedłem jednak do wniosku, że skoro przy tej okazji zostanie wywołana z przeszłości koszmarna zmora POPiS-u, to i ja powinienem w jakimś sensie przedstawić w tej materii swój głos, jako że milczący przecież racji nie mają. Pragnę jednak abstrahować od tego konkursowego tonu, w którym zapewne utrzymane będą konkursowe teksty, wybitnie lub mniej napisane, postanowiłem zatem sięgnąć po ton przeciętny gdyż "szarorzeczywistny".

Poza tym zdałem sobie właśnie sprawę z tego, że mam pisać o rzeczach, które miały miejsce stosunkowo bardzo niedawno bo ledwie 5 lat temu, a ja już czuję się jak ten Rosjanin, który ma na rozkaz wspominać Wojnę Ojczyźnianą, osypaną próchnem zamierzchłości i opisywać z najmniejszymi szczegółami. Ale skoro przez ostatnie lata, dzień w dzień, byliśmy przytłaczani żenującymi i konsternującymi nas wydarzeniami, to nic dziwnego, że w wyniku ciągłego przytłaczania te 5 lat wydają mi się całym wiekiem. Ba, epoką całą nawet.

Dlatego trudno będzie zebrać w jedno cały szereg strzępków moich wspomnień, być może też dlatego, że to okres który pragnąłem jak najszybciej zapomnieć. Głównie dlatego, że ogarnęła mnie wtedy smutna rzeczywistość "porywinowska", która pokazała, w jakim kraju żyję i jak łatwo w nim kupić ustawę, a przynajmniej mieć na jej powstanie wpływ. Ale też po części dlatego, że wprawdzie oddałem swój głos w 2005 roku na PiS, ale jednocześnie jednak życzyłem dobrze Platformie. Ale PO wtedy była "rokitowa" a nie "palikotowa" czy "niesiołowska",  stąd być może mój brak obrzydzenia tą formacją i jak najbardziej odczuwana sympatia do niej.

Ta moja "amnezja" była spowodowana tym, że oddając głos na PiS i czując sympatię do PO, czułem też zjednoczoną moc poparcia dla pewnej siły (a może tylko dla mojej nadziei?), która teoretycznie zapowiadała swoje narodziny, by w końcu dać Polsce prawdę, uczciwość i moralną odnowę. Niestety, zapomniałem o jednym prawidle, tak typowym dla nas Polaków, mówiącym, że gdzie dwóch Polaków tam trzy opinie a to wyklucza jakiekolwiek koalicje między dwoma silnymi ośrodkami.

To sprawiło, że każda z POPiS-owych stron czuła się na tyle mocna i wystarczająco ulegitymizowana przez suwerena, by być w tym projekcie stroną dominującą. Będziemy z wami współrządzić, pod warunkiem że będziemy mieli głos decydujący. Obawiam się, że spełnienie się obietnic dotyczących realizacji POPiS-u byłyby możliwe tylko wtedy, gdyby nasz ustrój polityczny (napisany specjalnie tylko na nasze polskie potrzeby) przewidywał dwóch premierów, dwóch ministrów sprawiedliwości oraz dwóch ministrów spraw wewnętrznych i administracji.

A tak niestety, archaiczny ustrój przewidujący rządy tylko jednego premiera i tylko jednego ministra na czele danego resortu, sprawił że Tusk nie mógł pozwolić na to, by być w rządzie w którym on nie będzie premierem. To absolutnie wykluczało koalicję PO i PiS,  przy czym oczywiście z takiego samego założenia wychodził też Jarosław Kaczyński, acz tu jednak bardziej skłonny jestem wybaczyć, gdyż jakby nie patrzyć i nie liczyć, to PiS te wybory przecież wygrał.

Zresztą w mojej ocenie Prawo i Sprawiedliwość też do końca w tym "POPiS-owym fiasku koalicyjnym"  nie jest całkowicie bez winy, jednak w przypadku tej partii upatruję przesłanek bardziej ideologicznych niż honorowych czy marketingowych. Jak się ma w nazwie pojęcie "prawa" i "sprawiedliwości", to jest bardziej niż pewne, że będzie się chciało przede wszystkim objąć tekę ministra sprawiedliwości oraz spraw wewnętrznych, co z kolei PO doskonale wiedziała i umyślnie sabotowała.

Ten ambicjonalny dysonans sprawił, że obaj politycy wielkiego pokroju, za jakich uważam Jarosława Kaczyńskiego i Donalda Tuska, musieli w końcu zainicjować walkę na noże, taką "na śmierć i życie", której to  mamy wielką nieprzyjemność przyglądać się do dziś. Gdzieś zginęło poczucie odpowiedzialności za państwo, a coraz bardziej mam wrażenie, iż mamy traumatyczny pojedynek dwóch panów i ich formacji, którzy bardziej skupili się na zaszłościach i morderczych planach z nich wynikających.

I to jest właśnie smutny wynik nadziei wynikających z POPiS-u. Nie to że nie doszło do koalicji, nie to że do władzy doszła wtedy częściowo też Samoobrona. Raczej to, że dziś zamiast merytorycznej i koncyliacyjnej pracy na rzecz Polski, mamy ciągłą wymianę ciosów, które nie są poddawane żadnej arbitralnej ocenie i nie są ograniczone jakimikolwiek zasadami, dlatego mogą być stosowane tak samo uderzenia w twarz jak i poniżej pasa. Cios za ciosem, kłótnia za kłótnią, żenady dookoła coraz więcej a sondażowe status quo i tak pozostaje bez zmian.

Bo nie wiem tak do końca, czy Nam Polakom potrzebny w ogóle był POPiS, sytuacja pełna zgody, spokoju, owocnej współpracy gdy my lubimy napięcia, spięcia i wypięcia, z reguły te wypięcia polityków w naszym kierunku. Gdyby tego nie było, to na co mielibyśmy narzekać? Za co krytykować, wyzywać od warchołów i złodziei? POPiS to byłby dla nas stan nienaturalny, sztucznie zaszczepiany na ziemi polskiej jak ta rusyfikacja. Mało tego, taki stan politycznej zgody mógłby nijako sugerować nam, że powinniśmy być z polskiej polityki zadowoleni, podczas gdy my takiego zamiaru nie mamy i absolutnie mieć nie zamierzamy.

Przecież najlepiej znamy się na wszystkim, na piłce nożnej i na polityce. Im mniej w życiu graliśmy w piłkę nożną, tym bardziej się na niej znamy, to samo zresztą dotyczy polityki. Acz to "znanie się", po bliższej analizie, okazuje się zwykłym krytykanctwem i psów wieszaniem, nie szukaniem rozwiązań a szukaniem winnych. Dlatego twarz pozbawioną odchyłów określamy uczciwością a jowialne kształty ciała mamy za nienawiść i agresję. A POPiS? Po co nam PO-PiS, skoro ani do niego nie dorośliśmy, ani go też potrzebujemy. Niech żyje Wojna Ojczyźniana, przynajmniej jest o czym debatować.

Piotr Cybulski

Udostępnij wpis

0 komentarzy do wpisu "POPiSowo rozpoczęta Wojna Ojczyźniana"

Prześlij komentarz