28 grudnia 2009

Koniec pomnika, koniec hańby

Dwóch żołnierzy. Jeden polski, drugi radziecki, na rękach trzymają kędzierzawe dziecko. To Pomnik Wdzięczności (tej przez duże W) dla Armii Radzieckiej. Dla jednych wdzięczności za wyzwolenie Legnicy od okupacji niemieckiej, dla innych "wdzięczności" za rozpoczęcie okupacji sowieckiej.

Dla mnie ten pomnik to ostatni w moim mieście bastion komunizmu, socjalizmu, stalinizmu i innych koszmarnych potworków systemowych, które od dziesięcioleci niszczyły i zniewalały mój kraj. Niestety, ten pomnik wrósł w krajobraz miasta tak mocno, że niektórzy nie wyobrażają sobie bez niego życia, nawet jeśli słabo orientują się w tym, co on de facto oznacza, co upamiętnia i komu jest poświęcony. Zupełnie jakby postać radzieckiego żołnierza był taką samą niewinną dekoracją, jak jakaś jabłonka dziko rosnąca na trawniku w centrum miasta.

Najbardziej cieszą się z jego obecności gołębie oraz politycy lewicy. Gołębie mają na co kierować swoje odchody (jakby robienie w próżnię robiło im jakąś różnicę) a politycy lewicy mają czego bronić. Skoro nie można utrwalać socjalizmu bo upadł, to chociaż będą utrwalać uwalone gołębimi odchodami jego pozostałości. Dlatego dopiero w roku 2009, całe 20 lat po odzyskaniu niepodległości, udało się Radzie Miasta podjąć decyzję o przeniesieniu pomnika na cmentarz żołnierzy radzieckich.

Nikt nigdy nie postulował bowiem, żeby ten pomnik rozwalić, zniszczyć, sprofanować czy przerobić na płyty chodnikowe lub wysłać Putinowi na urodziny. Od samego początku prawicowi politycy postulowali, by przenieść ten pomnik na właściwie miejsce czyli na cmentarz żołnierzy radzieckich. Nigdy jednak nie udawało się tego dokonać, zawsze coś stawało na przeszkodzie. A to lewica miała przewagę w radzie miejskiej, ewentualnie prawa strona nigdy nie mogła się na tyle zjednoczyć, by pomysł swój przeforsować. Często powoływano się na argument finansowy, twierdząc że miasta nie stać na jego przeniesienie. A na hańbienie się takim pomnikiem miasto stać?

Najczęściej jednak podnoszono argument sondażowy, według którego legniczanom nie tylko nie przeszkadza ten pomnik ale wręcz stanowi on dla nich nieodłączny element miasta, podkreśla jego historię, udowadnia słuszność określenia "Mała Moskwa". A ciekawi mnie tylko, czy któryś z obrońców pomnika stanął kiedyś pod nim i zastanowił się, czy ten radziecki żołnierz z pomnika, to jest ten co "wyzwalał" Legnicę, czy może ten co ją potem przez niecałe 50 lat okupował a może jeszcze ten, co w Katyniu i Miednoje strzelał w potylice polskich żołnierzy i oficerów.

Pewnie też nie minę się z prawdą jeśli stwierdzę, że pomnik ów był broniony przez ludzi wyzwolonych z wszelkich moralnych wartości, bo który pomnik lepiej legitymizowałby ich dziwactwa i zboczenia, jak nie ten na którym dwóch facetów trzyma dziecko i być może też chcą je adoptować? I dookoła ani jednej kobiety. A do tego trzeba doliczyć też tych, którym wcale nie przeszkadza to, że polski żołnierz stoi przez radzieckim na baczność, ani to że dziecko jest rosyjską dziewczynką, bo ubrane jest w sukieneczkę sowieckiej pionierki.

Nie dziwiła mnie wrzawa, gdy znad bramy w Auschwitz jacyś zwyrodnialcy ukradli napis "Arbeit macht frei", za to dziwi mnie wrzawa obrońców pomnika na którym stoi zwyrodnialec. Żołnierz armii czerwonej, sprawców okrutnych mordów na polskich żołnierzach i obywatelach, członek armii mającej tyle polskiej krwi na rękach, że przy nich wszyscy esesmani jawią się jedynie jako niewinna drużyna harcerska.

Dopiero teraz, pod koniec roku 2009, głosy radnych z PiS, PO oraz LPR w liczbie 13 zdecydowały o przeniesieniu tego pomnika na właściwe miejsce czyli wojenny cmentarz. Zostanie pusty plac, miejsce po pomniku wdzięczności, za którym niejedną łzę uronią gołębie, ubecy i byli pezetpeerowcy.

Piotr Cybulski

Udostępnij wpis

0 komentarzy do wpisu "Koniec pomnika, koniec hańby"

Prześlij komentarz