27 października 2009

Tusk jest scjentologiem a Wałęsa zielonoświątkowcem

wyborcza_papierNo poważnie. Tak mi mówiły moje dwa anonimowe źródła, których danych nigdy przenigdy nie zdradzę, bo tak naprawdę nie istnieją. Jednak ponieważ źródła te są anonimowe, to ani ja Państwu nie udowodnię, że one istnieją, ani Państwo nie jesteście mi w stanie udowodnić, że one nie istnieją. Taki medialny pat.

Bo taki jest przywilej źródeł anonimowych, których upowszechnianie ani chybi zwie się "pisaniem anonimów". Jak wiadomo, ludzie którzy piszą anonimy, wzbudzają obrzydzenie ogólne. Anonimów nie traktuje się poważnie nigdzie, bo te z racji anonimowości, mogą w sobie mieścić największe bzdury. Także takie, jakie umieściłem w tytule. I proszę jak to Państwa zaintrygowało, prawda?

Przyzwoitość nakazuje, żeby sygnować personaliami to co się napisze, opierać na konkretnych datach, miejscach i osobach, by dać szansę innym do sprawdzenia takiej informacji, uwierzytelnienia i uznania za prawdziwą. Niestety, są w Polsce dziennikarze, którzy swoje głośne i nośne newsy opierają wyłącznie na anonimowych źródłach, uniemożliwiając jednocześnie czytelnikowi weryfikację takiej informacji.

Dziennikarze ci pracują przy Czerskiej, pod czerwoną flagą Gazety Wyborczej. Napotykałem już na łamach GW setki tekstów, których podstawą były anonimowe źródła i nie były to wcale jakieś śledcze teksty. To były tabloidalnie wysmażone ataki na Prezydenta i PiS. Zawsze w ich temacie wypowiadał się "wysoko postawiony członek PiS" czy "wysoko postawiony człowiek z Kancelarii Prezydenta". Nigdy konkretne imię i nazwisko.

Rozumiem anonimowość, gdyby zastosowana była przez dziennikarzy Wyborczej w jakichś super śledczych tekstach, która miałyby rozwiązać aferę paliwową, hazardową czy stoczniową. Tam chodzi o duże pieniądze, a gdzie wielkie pieniądze tam też gangi i ich pistolety. Anonimowość spowodowana strachem jest dopuszczalna. Można wtedy pisać teksty na podstawie wypowiedzi anonimowych źródeł, ale i tak podczas różnych postępowań te anonimowe źródła mają swoje konkretne personalia. Anonimowość też ma swoje granice, na jakimś etapie weryfikacji musi ona zniknąć.

Niestety, dla GW anonimowe źródła to stali współpracownicy, zawsze maja jakiegoś newsa bo od czego jest wyobraźnia wyrośnięta z perfidii, nie trzeba im płacić, pracują 24 h na dobę, zawsze są dyspozycyjni, nie potrzebują miejsc pracy bo siedzą w głowach dziennikarzy GW. Po co ruszać się z ciepłej redakcji, skoro można skontaktować się z siedzącym w głowie "anonimowym źródłem" a ten już podsunie newsa?. Ja to dziś zrobiłem i proszę, Tusk okazał się scjentologiem a Wałęsa zielonoświątkowcem.

A tekst dzisiejszy sprowokowała informacja na łamach GW, gdzie dziś czytamy, iż Wiadomości TVP mają maksymalnie sprzyjać Lechowi Kaczyńskiemu. W tym celu muszą atakować Tuska za co tylko się da, bo to jest najpoważniejszy kontrkandydat dla obecnego Prezydenta. To wszystko oświadcza "anonimowe źródło". A nawet dwa. Na koniec jeszcze mamy szansę posmakować atmosfery zamordyzmu, jaka panuje w redakcji Wiadomości TVP. Jeden z dziennikarzy, określony przez GW jako "stary reporter" mówi, że wiele już przeżył, wiele interesów partyjnych panowała w TVP, ale teraz to jest najgorzej. Bidulek. Jeden tekst, trzy anonimowe źródła.

Wyobraźmy sobie, że ktoś uczciwy jest redaktorem naczelnym. Przychodzi do niego dziennikarz i kładzie newsa, opartego na samych anonimowych źródłach. Taki szef wywala tekst do kosza i mówi dziennikarzynie (na dziennikarza to trzeba sobie zasłużyć), że jeszcze raz przyniesie anonima a wywali też i jego. I to wcale nie do kosza.

Tak zachowałbym się ja, tak zachowałaby się zapewne prawie każdy z Państwa. Ale nie w Gazecie Wyborczej, gdzie anonimowe źródła stały się wręcz standardem sztuki dziennikarskiej. Tam nie tylko nikt nie oponuje, ale wprost zaciera ręce, ilekroć każdy wydumany taki anonim uderza w PiS czy w Prezydenta. Ale załóżmy, że redaktor naczelny GW nie jest porządny, zatwierdza anonimowy tekst i dopuszcza do druku.

Każdy porządny dziennikarz wie, że anonimów się nie czyta czyli taki bajkowo anonimowy tekst powinien być omijany szerokim łukiem w jakichkolwiek przeglądach prasy. Ale nie, taki Miecugow np. w poranku TVN24 musiał po niego sięgnąć, pięknie go wyartykułował swoimi nieruchomymi ustami i zacmokał pięknie, jakby właśnie odczytał jakiś pewnik. Zapewne nie tylko on tak zrobił, widzowie więc otrzymali  konkretną informację w głównych przekazach medialnych, w której "anonimowość" przestała mieć jakiekolwiek znaczenie, najważniejszy stał się wydźwięk newsa.

Wiele jest powodów dla których po Wyborczą nie sięgam, nie tykam tego nawet palcem. Jakoś tak brzydzę się, zupełnie jak wtedy, gdy widzę dwóch gejów "lelających" się z języczkiem. Obrzydzenie to wynika właśnie z tego, że dziennikarzyny z Wyborczej (no może poza Dominiką Wielowieyską) wypisują anonimy, uprawiając niską formę pismakowania, gdzie cel jest ważny a nie forma jej osiągnięcia. I w sumie wzburzyłbym się na to, uznał za niedopuszczalne. Lecz przypomniała mi się pewna myśl Stanisława Jerzego Leca i zrozumiałem: "Anonim jest tylko wtedy dopuszczalny, gdy piszący go rzeczywiście jest nikim."

Piotr Cybulski

Udostępnij wpis

0 komentarzy do wpisu "Tusk jest scjentologiem a Wałęsa zielonoświątkowcem"

Prześlij komentarz