4 października 2009

Strach przed wstydem czyli wstyd taki, że aż strach

traktat lizbońskiProszę sobie wyobrazić, że obecnie głównym czynnikiem decydującym o ludzkich wyborach, jest wstyd. Oczywiście, w drugą stronę też to działa, zatem są sytuacje, gdy o takim a nie innym wyborze decyduje całkowity brak wstydu (wersja realistyczna), bądź znacznie ograniczony brak wstydu (wersja optymistyczna).

Oto przykład, jak wielką presję na ludzkie barki kładzie obawa, by nie narazić się na wstyd. Referendum w Irlandii czyli przepychanie Traktatu Lizbońskiego na siłę. Raz się nie udało, to trzeba zrobić poprawkę. Oczywiście gdyby przepchnięto Traktat Lizboński za pierwszym razem to przeciwnikom Traktatu z Lizbony nie dano by drugiej szansy na jego odrzucenie. W przepychaniu na siłę wstydu nie ma, o ile przepchniemy na naszą korzyść.

Już wiemy, że szacunkowo poparło go 67% mieszkańców Zielonej Wyspy. Co sprawiło, że uzyskano tak wielki procent poparcia? Wypowiedzi Irlandczyków nie pozostawiają złudzeń. Nikt nie mówi o tym, że poparł Traktat bo to dobry dokument, jest on korzystny dla Irlandii, jest szansą na uratowanie Unii Europejskiej a nawet na jej poważne umocnienie. Oni wprost przyznają, że muszą poprzeć bo inaczej będzie wstyd przed Europą.

Wstyd jest główną bronią ludzi, którzy żerują na innych, dźgając ich po oczach i sercach ostrzem poprawności. Musisz zrobić tak i tak, tak jak my chcemy, jeśli zrobisz inaczej będziesz inny od nas, od innych, wtedy zrobimy Cię odmieńcem, wypchniemy z głównego nurtu, ochrzcimy zacofańcem i hamulcowym przemian.

Takimi argumentami bez końca w ramach indoktrynacji bombardowani byli Irlandczycy, ale i nam Polakom jest on przecież nieobcy. Przykładowo, w roku 2001 wstyd nam było za Buzka i fiasko rządów AWS, osiem lat później wstydem byłoby powiedzenie o Buzku czegokolwiek niekorzystnego. Dłuto poprawności wyciosało z niego pomnik, którego wstyd nie podziwiać. To samo tyczy się np. Wałęsy, którego prezydentury i bufonady mieliśmy serdecznie dość, po latach wstyd mówić o nim źle, poprawność każe modlić się do każdego bąka którego puści.

I grubo myli się ten kto myśli, że ludzie epatujący wstydem sami go mają. Tutaj zasada jest zupełnie inna. Im więcej mówię innym o wstydzie, tym mniej sam go odczuwam. Dlatego też część naszych elit w połączeniu z rządzącymi oraz mediami mainstreamowymi, którzy decydują o tym co może przynieść nam wstyd a co nie, same robią to co godne jest tylko skrajnego bezwstydnika.

Oto gorący przykład z ostatnich dni. Wstydliwa afera hazardowa, wstydliwa sprawa dla każdego porządnego człowieka a nawet dla każdego porządnego polityka (choć u nas ponoć słowa "porządny" i "polityk" nie mogą chodzić w parze). Ktoś znający uczucie wstydu czyli pozbawiony bezwstydu stanąłby przed kamerami, przyznał się, przeprosił i odszedł w niebyt. Jego przełożony uznałby, że to haniebna i wstydliwa rzecz, zwolniłby, zrobił porządki, postarał wyrwać wstydliwe zachowania z korzeniami.

Tymczasem Tusk stosuje w karaniu jakieś pół-środki, spycha winę, lawiruje, zastępy jego PR-owców próbują odwracać uwagę, pro-rządowe media zamiast zająć się wyjaśnianiem afery, to cały swój wysiłek koncentrują na zdezawuowaniu Centralnego Biura Antykorupcyjnego i jego szefa. I co jest teraz wstydem? Szukanie prawdy, dociekanie sprawiedliwości i jej triumf, czystość i transparentność polityki, wskazanie co jest dobre a co złe.

Wpływowa grupa bezwstydników opanowała w całości pole szczypania nas po kompleksach i obawach. Żyjemy cały czas w obawie, że nasze decyzje nie spodobają się Rosji (będzie wstyd) albo Niemcom (też będzie wstyd), musimy przyjąć wszystko co nam UE wciśnie (bo inaczej będzie wstyd), nie możemy się nikomu postawić bo będzie, że nie jesteśmy koncyliacyjni (a to byłby dopiero wstyd, nie?). Dlatego dajemy sobie wciskać najgorsze ochłapy z pańskiego stołu, bo wmówiono nam że wstydem byłoby nie przyjąć. Każdy nasz krok opatrzony jest ryzykiem wstydu a każda odmowa bezwstydem.

Wstyd mi, po prostu mi wstyd, że żyję w takiej Europie, w której głosuje się za czymś nie dlatego, że jest to dobre i słuszne ale tylko dlatego, by nie było wstydu przed resztą Europy. Wstyd mi, że żyję w takiej Polsce, którą rządzą ludzie wstydu pozbawieni, w której dziennikarze przed wejściem do studia czy swojej redakcji zawieszają wstyd i przyzwoitość na kołku, a może nawet nie mają czego na nim powiesić. W której nie można popierać tego co dobre i słuszne, ale trzeba popierać tylko to, co jest popularne a więc niewstydliwe. W którym co setny Polak może coś tam wie na temat Traktatu Lizbońskiego, ale co drugi wie, że jak nie łykniemy go to będzie wstyd. Oczywiście Prezydent musi go teraz podpisać bo... bo będzie jeszcze większy wstyd. Niemcy nie podpisali ale im nie wstyd.

Tylko patrzeć jak większość Polaków będzie za budową rurociągu Nord Stream bo wstyd będzie się mu sprzeciwić. I tak będziemy oddawać krok po kroku naszą "naszość", naszą dumę i honor, naszą polskość zamieniając po prostu na europejskość bo być Polakiem to będzie wstyd. Przestaniemy zupełnie kierować się rozumem i narodowym instynktem samozachowawczym a w całości pokierujemy się strachem, by czasem nie było wstydu przed innymi.

I gdy tak już oddamy to wszystko co mamy, w końcu ogarnie nas wstyd. Bo tylko wielkie narody się nie wstydzą, te małe we wstydzie zostają pogrzebane. Polska spocznie tuż koło Irlandii.

Piotr Cybulski

Udostępnij wpis

0 komentarzy do wpisu "Strach przed wstydem czyli wstyd taki, że aż strach"

Prześlij komentarz