11 października 2009

Nowotuskowy casting na ministrów



tablica kprmZmieniają się czasy, zmieniają się obyczaje. Zmieniają się też kryteria, decydujące o tym, czy ktoś jest do czegoś predestynowany czy też kompletnie się do czegoś nie nadaje. Pokażę to na przykładzie szukania ( łapanki?) kandydatów na ministerialne (przewietrzone) stołki.

Kandydat numer jeden. Pan X, siada naprzeciw Premiera, komisja zresztą jest nieco bardziej rozbudowana, jak w "Mam talent", brakuje tylko Chylińskiej i Wojewódzkiego, są za to zaufani Premiera. Kandydat na ministra sportu cały dygocze, ręce trzęsą mu się jak po całonocnym bimbrowaniu z kolegą Miro. Za bardzo nie widzi mu się ten stołek, wiadomo że jak stołek to i kontrola CBA, to ogranicza nieco pole "działania", ale przecież Premierowi się nie odmawia.

Kandydat nie wie czy się w ogóle nadaje, w zasadzie ze sportem miał kontakt tylko raz i to w młodości. Z kolarstwem dokładnie a jeszcze dokładniej to za młodu skubnął komuś rower sprzed sklepu. Ale to było dawno, CBA nic o tym nie wie, czeka na rozmowę kwalifikującą, na krzyżowy ogień pytań.

Pada tylko jedno pytanie: Znasz tego gościa? Premier podaje zdjęcie, na zdjęciu Pan Rysiu, ostatnio o nim głośno. No, nie znam gościa, z twarzy podobny taki zupełnie do nikogo. Nie, nie znam. Dobrze, a znasz tego? Ten to już w ogóle, zupełnie nie znam. Okey, jesteś przyjęty.

Czas na drugiego kandydata, ten to na ministra sprawiedliwości nadaje się tak jak ten poprzedni - czyli w ogóle. Ale nie ja tutaj oceniam i decyduję. Znowu napięcie, atmosfera pełna oczekiwania na prawdziwy wir rozmowy kwalifikacyjnej. Kandydat Y przestępuje z nogi na nogę, suchość w gardle narasta. Kolejny co nie chce i kolejny co musi. Jak tu odmnówić takiemu mężowi stanu? Premier podaje zdjęcie: wiesz co to jest? No jasne, widziałem to nie raz na filmach. Pluskwa, Podsłuch. Mikrofon. Bardzo dobrze. Jesteś przyjęty.

Czas jeszcze na trzeciego kandydata, potencjalnego ministra spraw wewnętrznych i administracji. Ten z kolei kandydat (nazwijmy go Z) ma dziwnie rozbiegane oczka, takie oczka kombinatorka, to może być to czego szukamy. Zaraz sprawdzimy. Kandydat Z dostaje do ręki zdjęcie. Natychmiast spluwa na nie po trzykroć, rzuca na podłogę, depcze, rwie, wygniata, jeszcze raz spluwa, po czym podpala je zapaliczką a popiół wysypuje do ubikacji. Ani śladu po tym, że na zdjeciu był Jarosław Kaczyński. Dobrze, nienawidzi wszystkiego co PiSowskie, nadaje się, przyjmujemy Cię.

Oczywiście, że sarkastycznie sobie żartuję, ironizuję, uprawiam "gover fantasy". Ale przecież za wyjątkiem procy (mającej trzy końce), to każdy kij ma dwa końce i o ile nie udowodnię Państwu, że takie są właśnie kryteria, to Oni Państwu też nie udowodnią że takich kryteriów akurat nie stosują, prawda? Zważając na to czym się ministrowie zajmują i jak działają, to powyższe kryteria nie tylko wydają się prawdopodobne ale jawią się wręcz jako decydujące.

Zresztą wystarczy się zainteresować tym, jaki był główny przekaz premiera Tuska do swoich poddanych w Platformie. Nie powiedział: bądźcie kompetentni, bo tylko dla takich jest miejsce w Platformie" czy "bądźcie uczciwi bo, dla nieuczciwych nie ma miejsca w Platformie. Powiedział jasno: pracujcie tak, jakbyście cały czas byli podsłuchiwani i obserwowani. Czyli: bądźcie ostrożni bo dla nieostrożnych miejsca w PO nie ma, tak samo jak dla tych którzy są tak słabi PR-owo, że się nie potrafią wytłumaczyć nie pocąc się przy okazji i nie denerwując.

Piotr Cybulski

Udostępnij wpis

0 komentarzy do wpisu "Nowotuskowy casting na ministrów"

Prześlij komentarz