5 października 2009

Lizanie afery po powierzchni

mordo Ty mojaAfera hazardowa. Podsłuch, przeciek, stenogramy, publikacja, kompromitacja, dymisje, koniec. I co? To już wszystko? To już cała afera? Cały jej finał?

Po raz kolejny aferę w polskiej polityce potraktowano doraźnie. Ukaranie winowajców, ich zdymisjonowanie, ukrycie w cieniu, może na odczepnego powołanie komisji śledczej, pogrzebanie w planktonie, zebranie go z powierzchni, ponowne wskazanie winnego i po wszystkim. Raport powie nam to co i tak wiedzieliśmy. Aktorzy afer odchodzą, scenariusz pozostaje ten sam, podobnie jak ich reżyserzy i producenci. Mechanizm dalej działa w najlepsze, zmieniają się tylko wykonawcy, którzy według niego działają (a raczej który nimi kieruje).

Odszedł Chlebowski, odszedł Drzewiecki, pewnie mógłby też i Schetyna ale nie sądzę. I co to zmieni? Czy to nas czegoś nauczy? Czy zrobiono coś by przeciwdziałać temu, by za kilka miesięcy inny Pan Rysiu nie spotkał się na cmentarzu z innym Panem Platformińskim jakimś? By znowu jakieś utaplane biznesem łapy nie zaczęły manipulować w obszarze legislacyjnym?

Od czasów afery Rywina żyliśmy w przekonaniu, że nikt już nie będzie na tyle głupi, by się w tym zatopić. Okazało się jednak, że ukaranie Rywina czyli tylko pośrednika a nie zleceniodawcę tej operacji, zachęciło raczej a nie zniechęciło do dalszych pokrętnych machinacji w polskiej przestrzeni publicznej. Przy każdej takiej okazji w czapę dostawali tylko ci na samym przodzie frontu, ci co wydawali rozkazy siedzieli bezpiecznie, ich nie drasnął nawet odłamek.

Więc mogli sobie chować do kieszeni kolejnych, którzy pisaliby im ustawy, wpływali, sugerowali, lobbowali, pomagali i wspierali. Jest podaż, jest popyt. Są ci którzy chcą płacić, więc istnieją też ci, którzy z chęcią tę zapłatę przyjmą, nawet jeśli przyjdzie im się zeszmacić. Im wyższy zarobek  tym mniej bólu podczas pozbywania się choćby pozorów uczciwości i przyzwoitości. Im więcej do stracenia, tym pieniądz odpowiednio większy by zamortyzować wszelką stratę moralną (quazi moralną raczej).

Co z tego więc, że się coś wyda i ktoś nie będzie już szefem czegoś tam, ministrem czy podsekretarzem stanu, skoro i tak byt ma zapewniony przez płatnika swojego? Trzeba w końcu zrobić coś, by takie rzeczy były nie tyle nieopłacalne co niewykonalne. By ci którzy płacą nie mieli dostępu do tych, co rządzą a Ci co rządzą nie byli zainteresowani tymi którzy płacą.

Ładnie brzmi, prawda? Trudniej będzie wykonać w kraju w którym brat brata za 5 złotych może na haku powiesić, w którym nie liczy się to czy jestem dobrym człowiekiem, ważniejsze jest czy mam więcej od drugiego. Jeśli nie to zrobię wszystko by mieć a jeśli nie dam rady mieć więcej to sprawię, że on będzie miał mniej. Okradnę go albo podkabluję.

Może czas pomyśleć o tych, którzy z korupcją walczyli a nie tylko o tej walce mówili, tych którzy nie mieli skrupułów by eliminować ją także ze swoich szeregów. Może czas pomyśleć, że spot "Mordo Ty moja" nie był wcale żadną fikcją filmową, raczej smutnym obrazem przedstawiającym polską scenę polityczną. Może czas wypchnąć z polityki biznesmenów a brać zarządców. Może czas postawić na rozmowę i debatę a odłożyć na półkę modny ale kosztowny przekaz spotowo-bilboardowy. Może trzeba postawić na tych którzy kierują się polityką uczciwości a nie polityką miłości? Nie mam recepty na uzdrowienie i nie zamierzam moralizować. Po prostu zaapeluję do polskich polityków.

Zbierzcie się w końcu w kupę i gorącym żelazem wypalcie z tego politycznego organizmu tę korupcyjną gangrenę, zanim ona wypali was żarem kompromitacji i pies z kulawą nogą już nie pójdzie na was zagłosować, za to na złość Wam wszystkim suweren wybierze Samoobronę i wtedy zobaczycie dopiero jaki będziemy mieć chlew.

Piotr Cybulski

Udostępnij wpis

0 komentarzy do wpisu "Lizanie afery po powierzchni"

Prześlij komentarz