21 października 2009

Dlaczego Bond jest fajny a agent Tomek już nie?

sean-connery-as-james-bondKtóż z nas nie wraca czasem z nostalgią i przyjemnością, do filmów opowiadających o przygodach Jamesa Bonda, agenta 007. Postać stworzona przez Iana Fleminga do dziś magnetyzuje (zwłaszcza gdy w postać tę wcielał się Sean Connery), jego gadżety zazwyczaj pochodziły ze świata fantasy, lecz sposób działania (np. poprzez uwiedzenie), jest stosowany powszechnie przez wszystkie służby specjalne na całym świecie.

Także w Polsce jest ona wykorzystywana powszechnie, np. przez CBA. I tylko w Polsce ta metoda jest powszechnie wyśmiewana. W Wielkiej Brytanii z podrywów agentów Jej Królewskiej Mości (i nie mam na myśli fikcji literacko-filmowej) nikt się nie śmieje, bo wszyscy wiedzą, że cokolwiek robią to robią to dla dobra kraju. Wiedzą też, że podryw dla agenta, to taki sam sposób pracy, jak dla robola trzymanie łopaty oburącz. Oczywiście można trzymać i jedną - ale ile tak wykopiesz?

Niestety CBA to nie MI6, to nie służy Jej Królewskiej Mości a Najjaśniejszej Rzeczypospolitej (że nieco patosem zabłysnę). A najważniejsza skazą na tej bryle, jaką jest CBA, stanowi fakt, że została stworzona przez PiS (tak ponoć nielubiany), do zwalczania korupcji na najwyższych szczeblach władzy. Tutaj musimy dodać, że i korupcja i szczeble władzy są obecnie bardzo lubiane, co automatycznie czyni CBA służbą tyleż nielubianą, co wręcz niepożądaną.

Dezawuowanie działalności CBA objawia się na kilka sposobów. Ale najskuteczniejszy sposób to rozpowszechnianie identycznych propagandowych przekazów, kierowanych z różnych stron sceny politycznej i przez różne nacje zawodowe - pod warunkiem, że wszystkie leża u podnóżka Salonu. Panowie chorzy na "niesiołowszczyznę" przekonują, że CBA to służba polityczna i stworzona do walki politycznej. Rozumiem, ze argument oparty jest na tym, że CBA sprawdza polityków. Idąc tym tropem, mniemam iż policjant zatrzymujący pijanego posła włącza się do walki politycznej, gdyż zatrzymuje polityka a ci w naszym podporządkowanym celebrytyzmowi kraju, są bardziej nietykalni od hinduskich świętych krów.

Zatem co druga głowa, która do myślenia samodzielnego nie przywykła, już uważa, że CBA niszczy polityków, zwłaszcza tych u władzy bo tam zapadają decyzje, tam są największe pokusy i horrendalne pieniądze z nimi związane. Oczywiście, istnieje zarzut że nie kontroluje opozycji ale w sumie to co opozycja może?. Oni mogą sobie pokrzyczeć, potupać, wnieść wniosek o votum nieufności i na tym ich możliwości się kończą. Karty rozdawane są gdzie indziej i łapówkarze idą tam, gdzie ich pieniądz się zwróci, a nie tam gdzie się utopi.

Druga metoda to dyskredytowanie agentów CBA. Ten najsłynniejszy to agent Tomek. Taki polski James Bond, działający przez uwodzenie. Ale niestety pan agent Tomek ma pecha, służy nie w Wielkiej Brytanii a w demokratycznie prymitywnej jeszcze Polsce i nie w szeregach MI6 a w CBA. I tutaj jest agent pogrzebany. Natychmiast zewsząd dowiadujemy się (choćby od płaczącej Sawickiej), że to lowelas łamiący serca niedopieszczonych pań a od Weroniki Marczuk - Pazury, że to jakiś bawidamek, który chciał jej zaimponować swoim Porsche ale na nią takie rzeczy nie działają. No ciekawe.

Zrobiono z agenta Tomka już lowelasa, gogusia i bawidamka, wyglądającego jak wielki fan disco polo, granatem oderwanego od pługa, takiego co to każdą noc spędza w remizie strażackiej na tańcach i wiejskich przyśpiewkach o chędożeniu się i piciu hektolitrów berbeluchy. Gdy już stał się obiektem przysłowiowych "śmichów i chichów", nastąpił drugi etap propagandowej nagonki, czyli "Ile on kosztuje". Zatem na łamach gazet epatowani jesteśmy kwotami, które CBA wykłada na utrzymanie agenta Tomka i jego działalności agenturalnej, otoczonej ekskluzywnym nimbem luksusu. Porsche kosztowało tyle, whisky tyle a flakonik od Armaniego tyle. Wszystko wyliczone jak u wzorowego cinkciarza.

Dziwne, że dziennikarze nigdy nie obliczyli, ile Skarb Państwa traci na tym, że Polskę od dawien dawna toczy garb korupcji. Dziwne, że nigdy skrupulatnie nie obliczyli oraz jasno wszem i wobec nie podali, ile Polska straciła na uwłaszczeniu czerwonej nomenklatury. Naprawdę to są aż tak wielkie kwoty, że nie zdołali tego zliczyć? To ja wam powiem, że te kwoty i tak są znacznie wyższe niż wszyscy tutaj razem jesteśmy sobie w stanie wyobrazić.

Nic dziwnego, że łatwiej zliczyć ileś tam tysięcy, które idą na agenta Tomka. Trudniej zliczyć te znacznie większe tysiące, które ze Skarbu Państwa nie wyciekają właśnie dzięki pracy agenta Tomka i jemu podobnym agentom CBA, którzy sprawiają, że jeszcze jest strach "brać" i "dawać". Nie wiem jak długo, bo już rządzący położyli łapy na służbę, która z zamierzenia miała patrzeć władzy na łapy. Teraz zamiast CBA kontrolować rząd, to rząd kontroluje CBA, czyli podstawowa idea powołania tej służby została zgwałcona, jak wszystko w tym kraju, co nosi znamiona uczciwego i porządnego.

I tylko wyobrażam sobie twarz Iana Flaminga, autora przygód 007, gdyby przyszło mu osadzić działalność Jamesa Bonda na obszarze Polski. Ten blady strach na jego obliczu i przerażenie w jego oczach, gdyby nagle przyszło mu opisywać człowieka który zamiast być agentem - dżentelmenem, był przedstawiany jako agent - tani prostak. Nic  trudnego Panie Flaming, u nas wystarczyłoby działalność Bonda skierować przeciw PO i popierającemu ją Salonowi a nasze salonowe media już z Bondem zrobią co trzeba. Tylko, że wtedy zamiast dobrej sensacji, mielibyśmy to co mamy teraz - tanią farsę.

Piotr Cybulski

Udostępnij wpis

0 komentarzy do wpisu "Dlaczego Bond jest fajny a agent Tomek już nie?"

Prześlij komentarz